s. Kon­so­la­ta — Misjo­nar­ka Krwi Chry­stu­sa (MSC)

Krople Krwi Chry­stu­sa dro­go­wska­za­mi dla   Wspól­no­ty na dro­dze do świę­to­ści

Novo mil­len­nio ineun­te św. Jan Paweł II napi­sał, że „Dro­gi świę­to­ści są wie­lo­ra­kie i dosto­so­wa­ne do każ­de­go powo­ła­nia”. Nale­ży z wiel­ka mocą pod­kre­ślić, że każ­dy z nas, bez wzglę­du na wiek, zawód, czy swo­je spe­cy­ficz­ne powo­ła­nie jest zapro­szo­ny do świę­to­ści. Świę­tość nie jest zare­zer­wo­wa­na dla eli­ty, dla wybra­nych, uprzy­wi­le­jo­wa­nych. Moje czę­sto niczym nie wyróż­nia­ją­ce się życie, nie­po­zor­ne, zwy­kłe może stać się środ­kiem, dro­gą ku szczy­tom jakim jest świę­tość prze­ży­wa­na w codzien­no­ści. Mówiąc bar­dzo kolo­kwial­nie, każ­dy z nas – jest zapro­szo­ny do nie­ba, do rado­ści, do nie­ustan­ne­go obco­wa­nia z Bogiem – Miło­ścią. Nasza oso­bi­sta świę­tość rodzi się z wię­zi z Bogiem, bo tyl­ko On jest jedy­nym jej źró­dłem Bądź­cie świę­ty­mi, bo Ja jestem świę­ty! (Kpł 11, 44). Słusz­nie moż­na by zadać pyta­nie – ale jak prak­tycz­nie prze­kuć sło­wa w czyn i sta­rać się o świę­tość w codzien­no­ści? Odpo­wie­dzi udzie­la św. Kasper w liście reko­lek­cyj­nym z 1826 roku, pisząc, że to, co sta­no­wi o naszej świę­to­ści, to „pra­gnie­nie dosko­na­ło­ści, praw­dzi­wie nie­biań­skiej miło­ści, ufność w Bogu i goto­wość dla Nie­go, bez opo­ru, do jakiej­kol­wiek ofia­ry”.

W cza­sach gdy zani­ka­ją jakie­kol­wiek auto­ry­te­ty, gdy bra­ku­je jasnych i kon­kret­nych przy­kła­dów do naśla­do­wa­nia, my chrze­ści­ja­nie z dumą może­my powie­dzieć, że mamy przy­kład, w któ­ry może­my się wpa­try­wać i któ­ry może­my naśla­do­wać. A jest nim Jezus, któ­ry nas Krwią Swo­ją odku­pił.

Kro­ple Krwi Chry­stu­sa

Przy­sło­wie pol­skie mówi o kro­pli drą­żą­cej ska­łę. Już znacz­nie wcze­śniej rzym­ski poeta Owi­diusz napi­sał, że kro­pla drą­ży ska­łę nie siłą, lecz czę­stym spa­da­niem.

Żyjąc nie­ja­ko pod sztan­da­rem Krwi Chry­stu­sa, musi­my mieć świa­do­mość, że

na naszej dro­dze ku świę­to­ści mamy już wyty­czo­ny szlak, mamy jasne zna­ki pozo­sta­wio­ne przez same­go Odku­pi­cie­la. I tymi dro­go­wska­za­mi są kro­ple Jego Krwi.

Dro­go­wskaz pierw­szy – Sło­wo Boże

Każ­de­go dnia zmie­rza­my się z wie­lo­ma trud­ny­mi sytu­acja­mi, nie­prze­wi­dzia­ny­mi zda­rze­nia­mi, z bólem, roz­cza­ro­wa­niem, zawo­dem, klę­ską. Prak­ty­ku­jąc życie Sło­wem Życia jestem wypo­sa­żo­ny w narzę­dzie do wal­ki z tymi pię­trzą­cy­mi się pro­ble­ma­mi. To jest ducho­wość pas­chal­na — kie­dy od trosk, cier­pień, zra­nień, chwy­ta­jąc się mocy Boże­go Sło­wa docho­dzę do zwy­cię­stwa – nad sobą, nad swo­im ogra­ni­cze­niem, sła­bo­ścią czy wręcz grze­chem.

W jed­nej ze swo­ich ksią­żek o. Ranie­ro Can­ta­le­mes­sa opi­su­ję histo­rię pew­nej kobie­ty, nauczy­ciel­ki z Sycy­lii. Przez wie­le lat uwa­ża­ła się za oso­bę nie­wie­rzą­cą. Tym co zachwia­ło jej ate­izmem, była nie­ule­czal­na cho­ro­ba nasto­let­niej cór­ki. Dziew­czy­na bar­dzo cier­pia­ła zma­ga­jąc się z cho­ro­bą nowo­two­ro­wą. Wychu­dzo­ne cia­ło, zakrwa­wio­na szpi­tal­na pościel, licz­ne rur­ki, któ­re wycho­dzi­ły z jej cia­ła. Ostat­kiem sił pro­si, aby mama prze­czy­ta­ła jej frag­ment z Pisma Świę­te­go. Kobie­ta szu­ka kape­la­na szpi­tal­ne­go, zdo­by­wa egzem­plarz Nowe­go Testa­men­tu i pyta cór­kę, jaki frag­ment ją inte­re­su­je. Dziew­czy­na pro­si o lek­tu­rę opi­su męki Pana Jezu­sa. I pod­czas tej lek­tu­ry, mając przed oczy­ma umę­czo­ne­go Jezu­sa i umę­czo­ną cór­kę, wyzna­je — moja cór­ka zasy­pia­ła, a ja się budzi­łam. Dziew­czy­na zmar­ła, ale jej mama otrzy­ma­ła łaskę wia­ry.

Czy w swo­im życiu dostrze­gam jak Sło­wo Boże mnie nie­sie, jak mnie pro­wa­dzi, jak pozwa­la kon­fron­to­wać się ze sła­bo­ścia­mi, trud­no­ścia­mi?

Pew­na kobie­ta dzie­li się swo­im doświad­cze­niem z życia Sło­wem Życia: „Do nasze­go blo­ku wpro­wa­dzi­li się nowi sąsie­dzi. Pani X. była oso­bą bar­dzo sym­pa­tycz­ną, kon­tak­to­wą, ale bar­dzo szyb­ko przy­lgnę­ła do niej ety­kiet­ka osie­dlo­wej plot­ka­ry i wszyst­ko­wie­dzą­cej. Czę­sto prze­sia­dy­wa­ła w oknie i przed klat­ką scho­do­wą. Mówi­li­śmy, że cze­ka na nowe osie­dlo­we wia­do­mo­ści i zaczę­li­śmy jej po pro­stu uni­kać. Nale­żę do wspól­no­ty, któ­ra na coty­go­dnio­wych spo­tka­niach wybie­ra Sło­wo Życia. W tym cza­sie wybra­li­śmy z Ewan­ge­lii św. Jana sło­wa To jest Pan (J 21, 7). Sta­ra­łam się tego dnia czę­sto modlić tym Sło­wem, wra­cać do nie­go. Kie­dy byłam w dro­dze z pra­cy, zoba­czy­łam wyglą­da­ją­cą przez okno sąsiad­kę. I zno­wu ta myśl, osąd – plot­ka­ra, wszyst­ko musi wie­dzieć. Szyb­ko jed­nak powró­ci­łam w ser­cu do słów Ewan­ge­lii – To jest Pan, tym razem sta­ra­jąc się myśleć o niej w ten spo­sób. Pani X. poma­cha­ła mi ręką i zapro­si­ła wie­czo­rem na her­ba­tę. W pierw­szej chwi­li chcia­łam odmó­wić, ale w imię miło­ści posta­no­wi­łam się do niej wybrać, w duchu obmy­śla­jąc jak unik­nąć ewen­tu­al­nych plo­tek. Jakież było moje zdu­mie­nie kie­dy zamiast plo­tek oka­za­ło się, że mamy wie­le wspól­nych tema­tów i czas upły­nął nam napraw­dę przy­jem­nie. Ale naj­więk­szym zasko­cze­niem oka­za­ło się jej wyzna­nie już wte­dy, gdy zbie­ra­łam się do wyj­ścia — ja wiem, że mówią na mnie plot­ka­ra, ale widzi pani, ja 5 lat temu stra­ci­łam w wypad­ku syna. Ja wiem, że on nie wró­ci, ale ja cią­gle na nie­go cze­kam, cią­gle za nim wyglą­dam. To doświad­cze­nie pomo­gło mi w innym świe­tle spoj­rzeć na moją sąsiad­kę, ale i na swo­ją sła­bość, któ­rą był osąd.

I to jest nasze zada­nie – nie pozwo­lić, aby żad­na kro­pla Krwi Jezu­sa, aby żad­ne trud­ne doświad­cze­nie nie zosta­ło zmar­no­wa­ne.

Dro­go­wskaz dru­gi – życie w ofia­ro­wa­niu

Co mógł­bym ofia­ro­wać, cze­go tak napraw­dę nie otrzy­ma­łem wcze­śniej od miłu­ją­ce­go Boga? A jed­nak…

Jezus nie kal­ku­lo­wał, nie odmie­rzał swej miło­ści na gra­my, kilo­gra­my czy tony. Daje się cały, total­nie cały. Czy usta­na­wia­jąc sakra­ment Eucha­ry­stii, Jezus nie mógł posłu­żyć się tyl­ko i wyłącz­nie zna­kiem Chle­ba? A On prze­le­wa­jąc Swo­ją Krew daje się cały, w nadob­fi­to­ści.

To życie w ofia­ro­wa­niu uczy nas wdzięcz­no­ści za tak hoj­ny dar. Czy dostrze­gam w cią­gu dnia te momen­ty, kie­dy zosta­ję obda­ro­wa­ny, choć­by miał być to TYLKO uśmiech, śpiew pta­ka, moż­li­wość cho­dze­nia, sły­sze­nia… . Ale czy i ja potra­fię ofia­ro­wać te róż­ne drob­nost­ki dru­gie­mu czło­wie­ko­wi. I cza­sa­mi TYLKO Bóg zoba­czy moje sta­ra­nie, moją kro­plę potu, moje sta­ra­nie się o to, aby pod­ło­ga była sta­ran­nie poza­mia­ta­na, a naczy­nia na pół­ce uło­żo­ne ze sta­ran­no­ścią. I to jest moja świę­tość. Nie rze­czy nad­zwy­czaj­ne, ale uczy­nio­ne z miło­ścią. Nie rze­czy wiel­kie, ale to, co jest wolą Bożą na dziś dla mnie.

Dro­go­wskaz trze­ci – modli­twa

Nie jest to trak­tat o modli­twie, więc poku­szę się jedy­nie o kil­ka pro­stych spo­strze­żeń. Bar­dzo dobrze zna­my modli­twę Ojcze Przed­wiecz­ny ofia­ru­je­my Ci Naj­droż­szą Krew Jezu­sa Chry­stu­sa, niech Ona zgła­dzi nasze grze­chy, obda­rzy zmar­łych zba­wie­niem i zacho­wa Twój Kościół w miło­ści i jed­no­ści. Amen. Może czę­sto odma­wia­my ją z wycią­gnię­ty­mi ręko­ma. Jak czę­sto zasta­na­wiam się nad głę­bią tej pro­stej modli­twy, któ­ra może jak żad­na inna wyra­ża głę­bię nasze­go cha­ry­zma­tu? Moje ręce są puste, ale jestem goto­wy przy­jąć ten dar, któ­ry Ojciec ma już w swo­im zamy­śle. Idę z nimi pod krzyż, cho­ciaż moja dusza wzdry­ga się na to spo­tka­nie. Ale to stam­tąd mam czer­pać. Głę­bo­ki sens tej modli­twy wyra­ża się rów­nież w jej wymia­rze „modli­twy zakład­ni­ka”. Modlę się w niej za grzesz­ni­ków, za zmar­łych, modlę się o jed­ność i miłość. Swo­ją modli­twą, wycią­gnię­ty­mi ręko­ma obej­mu­ję wszyst­kich bez wyjąt­ku. I to sta­no­wi o uni­wer­sal­no­ści naszej modli­twy, o jej powszech­no­ści. Niko­go nie omi­jam, nie wyklu­czam, bo Bóg jest Ojcem „naszym”, a nie „moim”.

Jak stru­mień, któ­ry nawad­nia pola, tak moja modli­twa, moje zanu­rze­nie wszyst­kich we Krwi Chry­stu­sa nie­sie życie. My mamy nieść tę Krew. Czy nie było to pra­gnie­niem św. Kaspra, kie­dy prze­peł­nio­ny miło­ścią do Chry­stu­sa ukrzy­żo­wa­ne­go wypo­wia­da słyn­ne sło­wa: „Chciał­bym mieć tysiąc języ­ków, aże­by każ­dą duszę zdo­być dla Naj­droż­szej Krwi Chry­stu­sa”.

A kie­dy nie mogę gło­sić sło­wem, zawsze pozo­sta­je mi ufna modli­twa. Fran­cu­ski tra­pi­sta o. Hie­ro­nim, w nie­po­zor­nym dzieł­ku „Moż­li­wo­ści i melo­die” napi­sał bar­dzo obra­zo­wo. „Dro­gę do Raju poko­nu­je­my prze­wo­że­ni auto­ka­ra­mi Dobre­go Boga – gdy­by nie to, nigdy nie dotar­li­by­śmy do celu. Kil­ka pojaz­dów jest prze­zna­czo­nych dla przy­ja­ciół Boga, a dłu­gi sznur innych – dla pozo­sta­łych. Te ostat­nie są dar­mo­we. Nato­miast za prze­jazd auto­ka­rem przy­ja­ciół Boga trze­ba zapła­cić, a bile­ty są dro­gie. Ale naj­lep­sze jest to, że przy­ja­cie­le Boga muszą opła­cić swo­je miej­sce po dzie­sięć albo i dwa­dzie­ścia razy. (…) W koń­cu przy­ja­cie­le zaczy­na­ją rozu­mieć, że pła­cą za innych, za tych, któ­rzy podró­żu­ją bez bile­tu w dłu­gim sznu­rze dar­mo­wych auto­ka­rów. A kie­dy po raz dwu­dzie­sty żąda się od nich zapła­ty, skar­żą się tro­chę swo­je­mu Panu, ale nie tak bar­dzo, bo wie­dzą, że nie jest to jesz­cze ostat­ni raz. Na tym wła­śnie pole­ga nasza funk­cja zastęp­cza”(Wydaw­nic­two Kar­me­li­tów Bosych, Kra­ków 2017, s.63 – 64).

Zatem, czy jestem przy­ja­cie­lem Boga goto­wym pła­cić wła­sną krwią w zastęp­stwie?

Dro­go­wskaz czwar­ty – krzyż

W dru­gim liście reko­lek­cyj­nym z 1827 roku, napi­sał św. Kasper, że „bło­go­sła­wie­ni jeste­śmy, jeśli u stóp Krzy­ża nabę­dzie­my tego życia ducho­we­go, któ­re jest ser­cem wszel­kie­go dzia­ła­nia”. A ponie­waż w naszej codzien­no­ści nie bra­ku­je nam więk­szych czy mniej­szych krzy­ży, może­my śmia­ło powie­dzieć, że ducho­wość pas­chal­na jest ducho­wo­ścią życia w Bożej obec­no­ści, nie­ja­ko w cie­niu krzy­ża. Boję się Krzy­ża, ale jako czci­ciel Krwi Chry­stu­sa MUSZĘ sta­wiać Go w cen­trum swo­je­go życia, a nie tyl­ko o Nim mówić. O. Ivan Rup­nik SJ w jed­nej ze swo­ich kon­fe­ren­cji mówił, że miłość cier­pi z powo­du nie­obec­nych. Poda­je przy­kład mat­ki, któ­ra cier­pi z powo­du dziec­ka, któ­re na noc pozo­sta­je poza domem – nie wia­do­mo gdzie i z kim. Mat­ka nie cier­pi kie­dy wie, gdzie jest jej dziec­ko i kie­dy ma świa­do­mość, że jest bez­piecz­ne. Nie może mnie zabrak­nąć pod krzy­żem, razem z Mary­ją, Janem i nie­wia­sta­mi.

Św. Maria De Mat­tias bar­dzo czę­sto w swych listach zachę­ca­ła do miło­ści Ukrzy­żo­wa­ne­go. W jed­nym z nich, do swo­jej ducho­wej cór­ki napi­sa­ła; „Nie moż­na kochać Jezu­sa, jeśli nie kocha się Jego Krzy­ża” (list 252). I cho­ciaż te sło­wa mogą się nam wydać w swej pro­sto­cie bar­dzo naiw­ne, to jed­nak czy to już nie św. Paweł mówił, że Nauka krzy­ża głup­stwem jest dla tych, co idą na zatra­ce­nie, mocą Bożą zaś dla nas, któ­rzy dostę­pu­je­my zba­wie­nia (1 Kor 1, 18).

Miłość jest twór­cza, pomy­sło­wa i bar­dzo kon­kret­na.

Dro­go­wskaz pią­ty – wspól­no­ta

W cyto­wa­nym już liście reko­lek­cyj­nym z roku 1826 może­my prze­czy­tać zachę­tę św. Kaspra, aby wspól­no­ta sta­wa­ła się dla nas dro­gą do nie­ba. Kie­dy jeste­śmy wspól­no­tą przez duże „W”? Kie­dy Jezus jest pomię­dzy nami. Kie­dy każ­de nasze dzia­ła­nie, pra­cę, modli­twę, wypo­czy­nek prze­ży­wa­my z Nim i dla Nie­go.

Pod­czas homi­lii wygło­szo­nej przez Księ­dza Bisku­pa Pio­tra Libe­rę, 25 czerw­ca 2017 roku w „Mia­stecz­ku Krwi Chry­stu­sa” w Chru­stach, padły bar­dzo głę­bo­kie sło­wa, odno­szą­ce się do zadań wyni­ka­ją­cych z przy­na­leż­no­ści do wiel­kiej rodzi­ny Krwi Chry­stu­sa „A jeśli cho­dzi o Wasz szcze­gól­ny apo­sto­lat Wspól­no­ty Krwi Chry­stu­sa, któ­ry nakre­ślił św. Kasper del Bufa­lo, to czyż nie cho­dzi tu o ukry­tą służ­bę Kościo­ło­wi, bo całe Cia­ło Chry­stu­sa ze swo­imi wszyst­ki­mi człon­ka­mi musi być jak krwią, wypeł­nio­ne miło­ścią Boga. W ten spo­sób cia­ło otrzy­mu­je nową moc i poży­wie­nie; może wzra­stać, bro­nić się przed cho­ro­ba­mi, zdro­wieć i zaskle­piać rany”. („Przez Jego Krew. Homi­lie odpu­sto­we i jubi­le­uszo­we 2009 — 2018”, Chru­sty 2019, s.102)

Wspól­no­ta jest nam poda­ro­wa­na nie tyl­ko po to, aby wzra­stać, aby się w niej roz­wi­jać i umac­niać, ale też i po to, aby przy­go­to­wy­wać się do dawa­nia świa­dec­twa. Cza­sa­mi zale­d­wie mil­czą­ce­go, cza­sa­mi przez drob­ne gesty miło­ści. Kie­dy sły­szę głos powo­ła­nia do danej wspól­no­ty, nie­wąt­pli­wie zaczy­nam być uczniem Jezu­sa. Zaczy­nam cho­dzić Jego dro­ga­mi, słu­chać Jego gło­su. Ale wspól­no­ta ma mnie przede wszyst­kim wycho­wy­wać do bycia nie tyl­ko uczniem, ale i świad­kiem. Bo świad­kiem sta­je się wte­dy, kie­dy doj­rze­wam do odpo­wie­dzial­no­ści nie tyl­ko za sie­bie, ale i za cały świat.

Dla­cze­go nasza ducho­wość jest tak pięk­na? Bo jest pro­sta, bo uczy nie mar­no­wać drob­nych wyda­rzeń codzien­ne­go życia, bo jest ducho­wo­ścią zwy­cięz­ców. Nie wystar­czy tyl­ko otwo­rzyć się na łaskę, na dobro jakie nie­sie za sobą przy­na­leż­ność do wspól­no­ty, ale potrze­ba mozol­ne­go tru­du wal­ki wewnętrz­nej, nie­ustan­ne­go zma­ga­nia. Muszę odwró­cić się od wła­snych ego­istycz­nych skłon­no­ści, aby przez wspól­no­tę dojść do Boga. Mieć w sobie Ducha Świę­te­go, myśleć po Boże­mu, to zawsze sta­wiać dobro wspól­no­ty ponad swo­je – lepiej ma być wspól­no­cie, a nie mi.

A będąc na dro­dze świę­to­ści w szko­le Krwi Chry­stu­sa, uczmy się od naj­lep­szych. Nikt tak jak Mary­ja nie kochał Jezu­sa, nie słu­chał Go i nikt tak jak Ona nie umie­rał wraz z Nim. Zabierz­my Ją do domu naszych serc i Tej wiel­kiej prze­wod­nicz­ce na dro­dze wia­ry zawierz­my naszą codzien­ność i dąże­nie do dosko­na­ło­ści.

s. Kosno­la­ta — Misjo­nar­ka Krwi Chry­stu­sa (MSC)