Boża miłość
Nasza córka po studiach otrzymała atrakcyjną pracę w odległym mieście. Wyprowadziła się na stałe. Po pewnym czasie związała się z rozwiedzionym mężczyzną, który też tam pracował. Powiedziała o tym przed moim wyjazdem na rekolekcje. Będąc na mszy św. miałam wielki ból w sercu – nasza kochana córka, która praktykowała wiarę, przyjmowała sakramenty, żyje teraz w grzechu ciężkim. Wpatrywałam się w Jezusa na krzyżu, w Jego cierpienie i zrozumiałam, że On wszystko może: ja nie przekonam córki. Razem z mężem możemy się tylko wytrwale i z ufnością modlić i prosić Maryję, która dobrze zna ból serca matki cierpiącej ze swoim dzieckiem. Wkrótce było u nas coroczne, 7‑dniowe Jerycho różańcowe. Jeździłam 20 km na najtrudniejsze godziny – od 3:00 do 7:00 rano. Byłam codziennie i potem przez następne lata. Gdziekolwiek byłam w Sanktuarium Maryjnym, wpisywałam do Księgi Modlitwy prośbę o przemianę życia córki. Córka przyjechała razem z tym mężczyzną na urlop do naszego miasta, ale odmówiliśmy im z mężem wspólnego noclegu. Zaprosiliśmy jednak ich oboje na obiad, aby wyjaśnić, dlaczego nie mogą u nas razem mieszkać. Daliśmy im odczuć, że ich szanujemy i kochamy, ale nie akceptujemy życia, które prowadzą. Niedługo potem dostałam propozycję pielgrzymki, z naszymi misjonarzami, do Medjugorie. Namówiłam córkę. Były oczywiście przeszkody, ale zawierzyłam to Matce Bożej. No i pojechałyśmy. W Medjugorie Maryja działała w sercu córki, która postanowiła w końcu pójść do spowiedzi. Ksiądz postawił warunek, że nie mogą razem mieszkać, muszą się rozstać, jeśli chce otrzymać rozgrzeszenie. Córka zadzwoniła z tą wiadomością do partnera i płacząc mówiła o rozstaniu. Cierpiałam razem z nią, ale pomodliłam się gorąco, klęcząc przed Najświętszym Sakramentem i obrazem Maryi na Medjugorskich kamieniach. Walka była jednak długa. W końcu się rozstali i córka poznała wolnego chłopaka, ale niewierzącego. Znajomość trwała, a on nie zamierzał się żenić. Znowu ból nas — rodziców. W czasie każdej wizyty na Jasnej Górze prosiliśmy o mszę świętą za nich oboje, odprawioną przed Cudownym Obrazem. Obchodząc zawsze na kolanach ołtarz z Obrazem prosiłam gorąco Maryję, by wyrwała ich oboje z życia w grzechu. Mijały miesiące. Pewnej niedzieli telefon od córki — mamo, chłopak się oświadczył i powiedziałam “tak”. Radość była ogromna. Uświadomiłam sobie, że to 7 października — święto Matki Bożej Różańcowej. Zaczęłam od razu Nowennę Pompejańską o jego nawrócenie, by wspólnie trwali przy Bogu.
W sierpniu, po 9 latach naszej modlitwy, w małym kościele, gdzie w ołtarzu jest figura Matki Bożej Królowej z Dzieciątkiem Jezus, córka zawarła jednostronny sakrament małżeństwa. Założyli piękną, szczęśliwą rodzinę. Mają dwie córeczki. Córka modli się na różańcu, uczestniczy razem z dziećmi w mszy świętej, a dziewczynki chętnie chodzą na religię. Zięć zgodził się na chrzest i sakramenty dla dzieci, ale niechętnie patrzy na wspólną modlitwę z dziećmi. Nadal gorąco się modlimy o jego nawrócenie i głęboką wiarę. Parę razy w roku tu, przed jasnogórskim Obrazem są msze święte w tej intencji. Ufamy, że Matka Boża uprosi u swego syna, by także w sercu zięcia trwała Boża miłość.
Błogosławiona Krew Jezusowa
M.