Biłam się myśla­mi, czy mam iść na Eucha­ry­stię przed połu­dniem, czy wie­czo­rem.  Nie lubię cho­dzić wie­czo­rem. Jestem bar­dziej zmę­czo­na. A przed połu­dniem wyj­ście na świe­że powie­trze dobrze mi robi, a do tego poran­na Eucha­ry­stia doda­je mi sił.   Była to msza pierw­szo-czwart­ko­wa w inten­cji kapła­nów, a w para­fii jest „Wspól­no­ta Przy­ja­ciół Para­dy­ża”, a ja chcia­łam unik­nąć zapro­szeń na spo­tka­nie tej gru­py.

Szu­ka­łam roz­wią­za­nia przez Sło­wo Życia: „… dzię­ko­wał Mu” - roz­wa­ża­jąc nie­mal natych­miast doszłam do wnio­sku, że powin­nam iść wie­czo­rem i to jest wła­śnie ten moment, aby wsta­wiać się u Pana Jezu­sa za kapła­na­mi i  dzię­ko­wać Panu Bogu za kapła­nów, nie tyl­ko z tej para­fii, ale też za Misjo­na­rzy Krwi Chry­stu­sa. Naj­waż­niej­sza jest Eucha­ry­stia, na któ­rej powin­nam być.

Czu­łam  radość z tak jasnej pod­po­wiedz Sło­wa Życiadzię­ko­wa­nia Mu. Minę­ła  mi  natych­miast nie­chęć, że wie­czór, że ciem­no, że jestem zmę­czo­na, że to inna wspól­no­ta. Szłam na Eucha­ry­stię peł­na rado­ści i wdzięcz­no­ści i taką też wdzięcz­ność czu­łam całym ser­cem w dzięk­czy­nie­niu, a tak­że w ofia­ro­wa­niu Panu Bogu na Mszy Świę­tej, a idąc do domu  radość i wdzięcz­ność mnie roz­pie­ra­ła.

Bło­go­sła­wio­na Krwe Jezu­so­wa!