Ks. Andrzej Szy­mań­ski CPPS
Temat roku for­ma­cyj­ne­go: RODZINA KRWI CHRYSTUSA
TEMAT II: ROZWIĄZYWANIE KONFLIKTÓW I POJEDNANIE WE WSPÓLNOCIE
Mie­siąc: PAŹDZIERNIK 2020

Pod­sta­wą roz­wią­zy­wa­nia  kon­flik­tów  i  pojed­na­nia są  dwa  przy­ka­za­nia miło­ści:

1.     Będziesz miło­wał Pana Boga swe­go z całe­go ser­ca swe­go, z całej duszy swo­jej i ze wszyst­kich myśli swo­ich.
  1. Będziesz miło­wał swe­go bliź­nie­go jak sie­bie same­go.

            Na samym począt­ku tej kon­fe­ren­cji zanim przej­dę do głów­ne­go tema­tu chciał­bym przy­to­czyć kil­ka myśli na temat miło­ści ludzi, któ­rzy już zakoń­czy­li swe życie na tej zie­mi i zosta­li przez Kościół uzna­ni za świę­tych.

Np. św. Tere­ska z Lisieux napi­sa­ła:

Kie­dy myślę i robię coś z miło­ścią, czu­ję, że Jezus dzia­ła we mnie.

            Zaś św. Jan od Krzy­ża zale­ca:

            Tam, gdzie nie ma miło­ści wpro­wadź miłość, a zbie­rzesz owoc miło­ści.

            Już te krót­kie sło­wa świę­tych wska­zu­ją na wiel­ką wagę miło­ści w życiu czło­wie­ka, któ­ry świa­do­mie chce reali­zo­wać swe powo­ła­nie do świę­to­ści. Rze­czy­wi­ście nie powin­no nas to dzi­wić, gdyż to wła­śnie o Bogu mówi się, że jest Miło­ścią. Zatem w isto­tę Boga wpi­sa­na jest Miłość, więc jeśli ktoś chce rze­czy­wi­ście zbli­żyć się do Nie­go i naśla­do­wać Go, to naj­le­piej wła­śnie przez Miłość.

War­to przy­po­mnieć oczy­wi­stą praw­dę, że każ­dy z nas i w ogó­le każ­da isto­ta ludz­ka jest czło­wie­kiem, a więc kimś jest stwo­rzo­nym na obraz i podo­bień­stwo same­go Boga. Stąd wyła­nia się cel pierw­szy, a mia­no­wi­cie:

  1. Przy­wró­ce­nie w czło­wie­ku jego pier­wot­ne­go wize­run­ku, tj. obra­zu Boga lub mówiąc języ­kiem bar­dziej współ­cze­snym, przy­wró­ce­nie czło­wie­ko­wi jego rze­czy­wi­stej toż­sa­mo­ści.

Cel dru­gi, któ­ry nie­ja­ko uści­śla cel pierw­szy, to jest:

  1. Dąże­nie do świę­to­ści w Koście­le, tzn. bycie we wspól­no­cie Kościo­ła i wyko­rzy­sta­nie wszel­kich środ­ków, jakie daje Bóg w tej wspól­no­cie. Jest to depo­zyt wia­ry, a w tym przede wszyst­kim Pismo Świę­te. Jest też nie tyl­ko moż­li­wość, ale i obo­wią­zek spo­ty­ka­nia się razem na Eucha­ry­stii. To spra­wia, że kie­dy  poja­wia  się kon­flikt we Wspól­no­cie, łatwiej jest  go  roz­wią­zać,  nie  pozo­sta­wia­jąc zra­nień.

Jako pomoc na dro­dze do zba­wie­nia zosta­ły nam dane pozo­sta­łe sakra­men­ty.

Cel pierw­szy i dru­gi jest wspól­ny dla wszyst­kich ludzi, choć dru­gi jest już łaską dla tych wszyst­kich, któ­rzy mie­li oka­zję poznać Chry­stu­sa w Koście­le, a my nie­wąt­pli­wie mamy tę łaskę choć­by dla­te­go, że mamy już ponad tysiąc­let­nią tra­dy­cję chrze­ści­jań­stwa w tym kra­ju, bo dotar­ło ono do nas w roku 966, w któ­rym odbył się Chrzest Pol­ski, jak pamię­ta­my z kart histo­rii.

            Cel trze­ci, to życie według reguł zało­ży­cie­la danej wspól­no­ty, dane­go Zgro­ma­dze­nia w Koście­le, o ile ktoś pra­gnie do takiej kon­kret­nej wspól­no­ty nale­żeć.

            Zatem w naszym przy­pad­ku, jest to Zgro­ma­dze­nie Misjo­na­rzy Krwi Chry­stu­sa, oraz Wspól­no­ty Krwi Chry­stu­sa, któ­re to wspól­no­ty zosta­ły zało­żo­ne przez Świę­te­go Kaspra del Bufa­lo, któ­ry powi­nien być dla nas szcze­gól­nym wzo­rem do naśla­do­wa­nia.

            Zatem cel trze­ci, to:

  1. Życie cha­ry­zma­tem Krwi Chry­stu­sa.

Nikt chy­ba nie wąt­pi, że aby żyć tym cha­ry­zma­tem, to trze­ba naj­pierw go poznać, a więc poznać zało­ży­cie­la i sta­tu­ty Zgro­ma­dze­nia, w któ­rym jeste­śmy.

            Przy­po­mnij­my zatem, że myślą prze­wod­nią św. Kaspra, któ­ra inspi­ro­wa­ła jego dzia­ła­nie, była myśl:

            ABY ŻADNA KROPLA KRWI CHRYSTUSA NIE BYŁA PRZELANA DAREMNIE.

            Mówiąc naszym języ­kiem, św. Kasper chciał pomóc Chry­stu­so­wi zba­wiać świat, a zatem musiał bazo­wać przede wszyst­kim na nauce same­go Chry­stu­sa, któ­ra wyra­ża­ła się nie tyl­ko w sło­wach, ale przede wszyst­kim w czy­nach, gdyż Jezus będąc nie tyl­ko Bogiem, ale też dosko­na­łym czło­wie­kiem, dobrze wie­dział, co naj­le­piej prze­ma­wia do czło­wie­ka.

            Wobec tego dziś chciał­bym wyjść od słów Ewan­ge­lii, któ­ra nie­ja­ko odda­je zarów­no sens tego, na czym bar­dzo zale­ża­ło św. Kaspro­wi, jak i spo­sób doj­ścia do celu, któ­ry był dla nie­go tak bar­dzo waż­ny.

            Otóż św. Łukasz pisze:

            Potem Jezus wyszedł i zoba­czył cel­ni­ka, imie­niem Lewi, sie­dzą­ce­go w komo­rze cel­nej. Rzekł do nie­go: Pójdź za Mną. On zosta­wił wszyst­ko, wstał i poszedł za Nim.

Potem Lewi wypra­wił dla Nie­go wiel­kie przy­ję­cie u sie­bie w domu; a była spo­ra licz­ba cel­ni­ków oraz innych, któ­rzy zasia­da­li z nim do sto­łu. Na to szem­ra­li fary­ze­usze i ucze­ni ich w Piśmie i mówi­li do Jego uczniów: Dla­cze­go jecie i pije­cie z cel­ni­ka­mi i grzesz­ni­ka­mi? Lecz Jezus im odpo­wie­dział: Nie potrze­bu­ją leka­rza zdro­wi, ale ci, któ­rzy się źle mają. Nie przy­sze­dłem wezwać do nawró­ce­nia spra­wie­dli­wych, lecz grzesz­ni­ków (Łk 5,27–32). To jest ewan­ge­licz­ny przy­kład roz­wią­zy­wa­nia kon­flik­to­wych  sytu­acji. Jezus  jest tak­że  dla  nas  dosko­na­łym  Nauczy­cie­lem  wycho­dze­nia  z  życio­wych  opre­sji i nie  wcho­dze­nia  w  sytu­acje  kon­flik­to­we.

Ewan­ge­lia ta mówi przede wszyst­kim o powo­ła­niu jed­ne­go z apo­sto­łów, któ­ry był cel­ni­kiem, a więc czło­wie­kiem nie tyl­ko grzesz­nym, ale też pogar­dza­nym przez roda­ków jako: kola­bo­rant, zdraj­ca, oszust i zło­dziej, bo to były takie cza­sy.

Mate­usz wybra­ny przez Jezu­sa na ucznia wypra­wia ucztę dla swo­je­go mistrza. Na tę ucztę zosta­ją zapro­sze­ni cel­ni­cy i grzesz­ni­cy. Taka posta­wa Jezu­sa i Jego uczniów zasia­da­ją­cych wraz z grzesz­ni­ka­mi i cel­ni­ka­mi przy jed­nym sto­le gor­szy­ła fary­ze­uszy, ale  jed­no­czy­ła uczniów. Fary­ze­usze oce­nia­li to zacho­wa­nie w świe­tle Pra­wa i nie rozu­mie­li sen­su misji Jezu­sa, któ­ry nie przy­szedł dzie­lić ludzi na czy­stych i nie­czy­stych, spra­wie­dli­wych i nie­spra­wie­dli­wych, ale szu­kać i zba­wić to, co zgi­nę­ło (Łk 19,10). Jezus  jed­nał  ludzi  nie­za­leż­nie  od  sta­nu pocho­dze­nia, inte­lek­tu  i  majęt­no­ści. Czy  my  zawsze  sto­su­je­my tę  zasa­dę we  Wspól­no­cie?

Fary­ze­usze mówi­li o Nim, że to: przy­ja­ciel cel­ni­ków i grzesz­ni­ków (Mt 11,19). Jezus bowiem niko­go nie wyklu­czał ze swo­je­go towa­rzy­stwa, ale był otwar­ty na wszyst­kich. Dla­te­go nie tyl­ko, że nie uni­kał kon­tak­tu z grzesz­ni­ka­mi i cel­ni­ka­mi, z ludź­mi z mar­gi­ne­su spo­łecz­ne­go, ale szu­kał ich, a nawet bywał u nich w gości­nie. Taka posta­wa Jezu­sa jest dowo­dem na to, że niko­go nie spi­sy­wał na stra­ty, lecz wszyst­kim dawał szan­se, a spo­tka­nia z Nim koń­czy­ły się prze­ba­cze­niem grze­chów, nawró­ce­niem, prze­mia­ną życiaNie  było  już  miej­sca  na  kon­flik­ty.

Jed­nym z tych, któ­ry doświad­czył skut­ków spo­tka­nia z Jezu­sem był cel­nik Mate­usz.

Był on cel­ni­kiem, a więc nale­żał do naj­bar­dziej znie­na­wi­dzo­nej gru­py ludzi w Izra­elu. Cel­ni­cy bowiem pobie­ra­li podat­ki na rzecz Rzy­mian, stąd oskar­ża­no ich o kola­bo­ra­cję z oku­pan­tem, a tak­że o nad­uży­cia, któ­rych się czę­sto dopusz­cza­li. Z tej przy­czy­ny fary­ze­usze nazy­wa­li ich nie­czy­sty­mi. Twier­dzi­li wręcz, że cel­nik nie może nawet poku­to­wać za swe grze­chy, gdyż nie jest w sta­nie wie­dzieć dokład­nie, ilu ludzi do tej pory oszu­kał. Od cel­ni­ków stro­ni­li wszy­scy Żydzi prze­strze­ga­ją­cy Pra­wa. Jezus był tu wyjąt­kiem. Jemu nie prze­szka­dza­ło to, że Mate­usz był cel­ni­kiem, że może rów­nież dopusz­czał się bez­pra­wia. Jezus nie tyl­ko wszyst­ko mu prze­ba­czył, ale w dodat­ku uczy­nił jed­nym ze swo­ich uczniówIleż  to  razy  my  we  Wspól­no­cie  styg­ma­ty­zu­je­my  róż­ne  oso­by i  na  tym  tle  rodzą  się  róż­ne  kon­flik­ty,  któ­re  nie  łatwo  jest roz­wią­zać. Jed­nak  jest to  moż­li­we,  tyl­ko trze­ba zmia­nę  zacząć od  sie­bie.

Ta sce­na powo­ła­nia cel­ni­ka poka­zu­je nam, że każ­dy czło­wiek może się zmie­nić. Dopó­ki czło­wiek żyje, to nie powin­ni­śmy, go prze­kre­ślać, spi­sy­wać na stra­ty, stro­nić od nie­go. Jeśli ktoś cho­ru­je na raka i jego rany cuch­ną to po pro­stu zakła­da mu się opa­tru­nek. Ducho­we rany też powin­no się opa­try­wać. Jak to robić?

Trze­ba sta­rać się dostrze­gać w dru­gim czło­wie­ku głów­nie dobro, a to co nie jest dosko­na­łe, przyj­mo­wać jako coś co prze­szka­dza komuś na jego dro­dze do świę­to­ści i war­to zmie­nić, ale nie dys­kwa­li­fi­ku­je go w naszych oczach. Czło­wiek sta­je się naraz naj­pięk­niej­szym na świe­cie, jeże­li spoj­rzy­my na nie­go ocza­mi miło­ści, ocza­mi Boga, nie­za­leż­nie od tego, co inni o nim myślą. Szcze­gól­nie ani­ma­to­rzy powin­ni trak­to­wać dru­gie­go czło­wie­ka tro­chę na kre­dyt wie­rząc, że dobro kie­dyś w nim zaowo­cu­je. Miłość rodzi dobro i poma­ga dru­gie­mu wzra­stać, jak rosa i słoń­ce rośli­nom. Wła­śnie tak patrzył na czło­wie­ka Jezus w przy­to­czo­nym frag­men­cie Ewan­ge­lii. Potra­fił wydo­być z Mate­usza to co w nim naj­pięk­niej­sze. Potra­fił poka­zać, że może być nie tyl­ko dobry, ale może nawet być Jego uczniem, apo­sto­łem, któ­ry kie­dyś wier­nie spi­sze Ewan­ge­lię, od któ­rej roz­po­czy­na się Pismo Świę­te Nowe­go Testa­men­tu.

Gdy­by Jezus przy­jął stan­dar­do­wy spo­sób postę­po­wa­nia wzglę­dem Mate­usza i nie zapro­sił go do pój­ścia za sobą, to praw­do­po­dob­nie czło­wiek ten do koń­ca swe­go życia pro­wa­dził­by życie grzesz­ne jako cel­nik. Jed­nak Jezus zaufał komuś, komu tak napraw­dę nie powin­no się ufać, gdyż czło­wiek ten wyspe­cja­li­zo­wał się w oszu­stwie, wyrzekł się swej god­no­ści Izra­eli­ty na rzecz łatwe­go życia w dobro­by­cie. Jezus poka­zu­je  nam, meto­dy  i  spo­so­by  uni­ka­nia  kon­flik­tów  poprzez ucze­nie  ludzi  dobre­go  postę­po­wa­nia i mowy  miło­ści.

Dobroć Jezu­sa i zaufa­nie na kre­dyt dla dru­gie­go czło­wie­ka spra­wia­ły, że tak wie­lu ludzi doświad­cza­ło prze­mia­ny życia po spo­tka­niu z Nim. Ewan­ge­lia o Mate­uszu poka­zu­je jak w natu­ral­ny spo­sób Jezus to robił. Po pro­stu przy­cho­dził do czy­je­goś domu sia­dał za sto­łem i roz­ma­wiał. A ile my dziś mamy takich oka­zji?

Roz­mo­wa z Jezu­sem była jed­nak inna niż z każ­dym innym czło­wie­kiem, bo Jezus, Bóg pełen Miło­ści kochał każ­de­go czło­wie­ka i to czu­li ci, któ­rzy mie­li szczę­ście Go spo­tkać. Szcze­gól­nie jed­nak umi­ło­wał swo­ich uczniów, któ­rych powo­łał, aby towa­rzy­szy­li Mu na co dzień, aby potem kon­ty­nu­owa­li Jego dzie­ło, a na przy­kła­dzie Mate­usza widzi­my, że wpro­wa­dzał w życie sło­wa, któ­re wypo­wie­dział do obu­rzo­nych fary­ze­uszy: Nie przy­sze­dłem wezwać do nawró­ce­nia spra­wie­dli­wych, lecz grzesz­ni­ków. A  sko­ro  tak, to  w Jezu­sie  nadzie­ja, że nas  grzesz­ni­ków nauczy  żyć  w  jed­no­ści i  miło­ści. Mamy  ufać  Jezu­so­wi, że poprzez  kon­flikt  pozna­my  lepiej  sie­bie, a w  pojed­na­niu  spo­tka­my żywe­go Zba­wi­cie­la.-

War­to się zasta­no­wić w jaki spo­sób Jezus miło­wał swych uczniów i dla­cze­go ich miło­wał? „O! Nie; na pew­no nie mogły Go pocią­gnąć ich zale­ty natu­ral­ne; gdyż nie­skoń­czo­na odle­głość dzie­li­ła Go od nich. On; Jezus był Wie­dzą, Wie­ku­istą Mądro­ścią, Miło­ścią, Świę­to­ścią; Nie­skoń­czo­ną Dosko­na­ło­ścią, a oni byli bied­ny­mi grzesz­ni­ka­mi, ludź­mi pro­sty­mi i peł­ny­mi przy­ziem­nych trosk i myśli” (Św. Tere­sa od Dzie­ciąt­ka Jezus – Dzie­je Duszy). Mimo to Jezus nazy­wa ich swy­mi przy­ja­ciół­mi, swy­mi brać­mi. Chce, aże­by pano­wa­li z Nim razem w Kró­le­stwie Jego Ojca i pra­gnie umrzeć na krzy­żu, aby im to Kró­le­stwo otwo­rzyć, ponie­waż sam powie­dział: Nikt nie ma więk­szej miło­ści od tej, gdy ktoś życie swo­je odda­je za przy­ja­ciół swo­ich (J 15,13).

W histo­rii Kościo­ła było wie­le osób, któ­re zro­zu­mia­ły Miłość Jezu­sa i pra­gnę­ły swo­im życiem odpo­wie­dzieć na nią. Są to świę­ci, ci zauwa­że­ni i kano­ni­zo­wa­ni oraz ci cisi świę­ci, któ­rzy żyli gdzieś ukry­ci przed ocza­mi innych ludzi żyjąc może gdzieś w ubo­giej wio­sce, małym mia­stecz­ku, czy zamknię­ci za drzwia­mi swe­go domu w cicho­ści cier­piąc, modląc się, speł­nia­jąc swo­je codzien­ne obo­wiąz­ki zasłu­ży­li sobie na to mia­no. To  jest  wła­śnie  naj­lep­sze lekar­stwo we  współ­cze­snym  świe­cie, by  nie powsta­wa­ły  kon­flik­ty, nie­zro­zu­mie­nie i  zawiść. Wspól­no­ta  jest  tym śro­do­wi­skiem,  gdzie  uczy­my  się  życia  w  jed­no­ści i  miło­ści.

Po tym dłu­gim wstę­pie zasta­nów­my się nad kon­kret­ny­mi spo­so­ba­mi roz­wią­zy­wa­nia kon­flik­tów w gru­pach WKC. Trze­ba jasno powie­dzieć, że do kon­flik­tów docho­dzi w więk­szo­ści mał­żeństw, wspól­not. Cał­ko­wi­ty brak spięć i kon­flik­tów nie­ko­niecz­nie świad­czy o ide­al­nej jed­no­ści, ale może rów­nież ozna­czać tyl­ko zewnętrz­ny spo­kój, pod któ­rym się kry­je ból, poczu­cie krzyw­dy i nara­sta­ją­ce roz­go­ry­cze­nie.

Nie cho­dzi o to, żeby kon­flik­tów za wszel­ką cenę uni­kać, ale o to żeby je dobrze i mądrze roz­wią­zy­wać.

Jakie są zasa­dy roz­wią­zy­wa­nia kon­flik­tów?1)

  1. a) Nie powięk­szać kon­flik­tu(eska­la­cja) sło­wa­mi, pod­nie­sio­nym tonem: kto odpor­niej­szy, kto ma sil­niej­sze ner­wy, powi­nien prze­rwać kłót­nię – zamil­czeć, zająć się czymś innym, obró­cić w żart, pocze­kać, aż miną emo­cje. Ta uwa­ga jest bar­dzo istot­na gdyż w emo­cjach moż­na powie­dzieć wie­le przy­krych słów, któ­rych by się nigdy nor­mal­nie nie powie­dzia­ło, a nie­ste­ty na dłu­go mogą one pozo­stać w pamię­ci dru­giej oso­by.
  2. b) Nie tłu­mić w sobie,nie spy­chać do pod­świa­do­mo­ści, ani też nie zamy­kać się w sobie, to odda­la i wzma­ga wro­gość. Św. Paweł daje radę:Gnie­waj­cie się, a nie grzesz­cie. Niech nad waszym gnie­wem nie zacho­dzi słoń­ce (Ef 4,26). Św. Paweł nie mówi więc – nigdy nie wyra­żaj­cie swo­je­go gnie­wu (bo prze­cież jak ktoś wyra­ża gniew, to zna­czy, że coś chce zmie­nić, na czymś mu zale­ży), ale umiej­cie przejść od gnie­wu do prze­ba­cze­nia i roz­wią­za­nia spra­wy.
  3. c) Nie ucie­kać od pro­ble­mu,któ­ry jest przy­czy­ną bólu, ale trze­ba zasta­no­wić się nad przy­czy­na­mi kon­flik­tu – dla­cze­go zaist­nia­ła taka, a nie inna sytu­acja?Naj­pierw jed­nak nale­ży szu­kać przy­czyn w sobie. Każ­dy czło­wiek ma skłon­ność do tego, aby szu­kać przy­czyn kon­flik­tu poza sobą, a nie w sobie, czy­li obwi­nia­nia dru­giej stro­ny, a nie sie­bie i taka sytu­acja do nicze­go dobre­go nie pro­wa­dzi. Nie ozna­cza to, że zawsze win­na jest tyl­ko jed­na stro­na kon­flik­tu, ale cza­sem i tak bywa. Wów­czas o ile to moż­li­we nale­ży podej­mo­wać kolej­ne pró­by wspól­ne­go roz­wią­za­nia pro­ble­mu.
  4. d) Kon­flik­ty trze­ba roz­wią­zy­wać–wspól­nym wysił­kiem, sta­wia­jąc jako dobro nad­rzęd­ne, dobro wspól­no­ty.

Jak to robić? Przede wszyst­kim przez otwar­tą roz­mo­wę o tym, co mnie boli, rani, z czym się nie zga­dzam – sło­wem, co powo­du­je kon­flikt.

W tej szcze­rej roz­mo­wie, któ­ra może mieć nawet for­mę sprzecz­ki, trze­ba pamię­tać, żeby:

– nasta­wiać się na cel –pogo­dze­nie, szu­ka­nie praw­dy, a nie na obro­nę sie­bie czy pognę­bie­nie dru­giej oso­by racja­mi i argu­men­ta­mi. Ata­ko­wać pro­blem, któ­ry dzie­li i rani, a nie dru­gą oso­bę. Trze­ba więc zakła­dać, że ja mogę się rów­nież mylić np. źle inter­pre­tu­jąc inten­cje dru­giej stro­ny lub odbie­ra­jąc rze­czy­wi­stość przez pry­zmat wła­snych zra­nień. Szcze­ra roz­mo­wa w duchu pojed­na­nia powin­na dać efekt, cho­ciaż nie nale­ży wyma­gać od dru­giej oso­by, aby natych­miast zmie­ni­ła swój pogląd lub postę­po­wa­nie. Nie­któ­rzy ludzie potrze­bu­ją wie­le cza­su na prze­my­śle­nie, a kie­dy już zro­zu­mie­ją na czym pole­ga pro­blem, to ich prze­mia­na jest trwa­ła.

– nie prze­ce­niać zna­cze­nia wła­snych słów i argu­men­tów (zwłasz­cza męż­czyź­ni), bo kobie­ta myśli ser­cem, a nie sylo­gi­zma­mi.2) W takiej sytu­acji wszel­kie argu­men­ty są opacz­nie tłu­ma­czo­ne i wte­dy naj­lep­szym roz­wią­za­niem jest poka­za­nie w dzia­ła­niu swo­ich war­to­ści, a nie w sło­wach. Wte­dy też nale­ży pro­sić Pana Boga, aby napra­wił to, co złe­go sta­ło się w rela­cji do dru­giej oso­by i na nowo przy­czy­nił się do pojed­na­nia. Oprócz tego każ­dy czło­wiek ma swe­go Anio­ła Stró­ża, któ­re­go też war­to pro­sić o pomoc.

– nie wycho­dzić, nawet w kłót­ni, poza to, co jest jej przed­mio­tem, a więc nie uogól­niać kon­kret­ne­go przy­pad­ku stwier­dze­niem – „a bo ty to zawsze jesteś…”.

            – nie wypo­mi­nać daw­nych błę­dów i grze­chów.

– doświad­cze­nie potwier­dza, że lepiej powie­dzieć dzie­sięć słów za mało, ani­że­li jed­no za dużo. Cho­dzi zwłasz­cza o takie sło­wa, któ­re ranią god­ność. „No, tego to już za dużo, tego ci nie poda­ru­ję”.

War­to tu obiek­tyw­nie spoj­rzeć na wła­sne życie, a wte­dy oka­że się, że było w nim wie­le błę­dów, któ­rych nie chcie­li­by­śmy wspo­mi­nać tym bar­dziej, gdy już ich nie popeł­nia­my. Raczej nale­ży się cie­szyć z pozy­tyw­nej prze­mia­ny czło­wie­ka niż wypo­mi­nać mu to, co kie­dyś złe­go zro­bił.

Popa­trz­my na Jezu­sa, któ­ry sam wolał umrzeć na krzy­żu niż stra­cić w pie­kle wie­lu ludzi. On też zawsze prze­ba­cza w sakra­men­cie poku­ty zapo­mi­na­jąc o tym, co było złe. Zatem my ludzie powin­ni­śmy tym bar­dziej sobie prze­ba­czać i nie wra­cać do prze­szło­ści, w któ­rej ktoś spra­wił nam ból.

– nie prze­kre­ślać nigdy całe­go czło­wie­ka.

– pro­po­no­wać roz­wią­za­nie i zmie­rzać do roz­wią­za­nia, to zło­ta zasa­da pro­wa­dzą­ca do dosko­na­le­nia rela­cji mię­dzy­ludz­kich we Wspól­no­cie, do dosko­na­le­nia sie­bie w miło­ści.

Kon­flikt,  jak  drze­wo,  im  dłu­żej  rośnie,  tym  głę­biej  zapusz­cza  korze­nie,  powięk­sza  kona­ry i  tym więk­szy  rzu­ca  cień.” – Tere­sa  Świ­der­ska

—————————————————————————————-

  1. Spo­so­by roz­wią­zy­wa­nia kon­flik­tów zaczerp­nię­te zosta­ły z pra­cy zbio­ro­wej pt. Przy­go­to­wa­nie do mał­żeń­stwa, pod redak­cją ks. Wła­dy­sła­wa Szew­czy­ka, s. 274–276
  2. Sylo­gizm (– kon­klu­zja, wnio­sek) – sche­mat wnio­sko­wa­nia na pod­sta­wie dwóch prze­sła­nek, któ­re zawie­ra­ją wspól­ny ele­ment, a każ­dy ele­ment wnio­sku zawar­ty jest w dokład­nie jed­nej prze­słan­ce.