opra­co­wał Ks. Krzysz­tof Suro­wa­niec CPPS

Roz­po­czy­na­jąc omó­wie­nie powyż­sze­go tema­tu chciał­bym zacząć od zapro­sze­nia do modli­twy, woła­nia o potrzeb­ne dary Ducha Świę­te­go, bez któ­rych trud­no jest mówić o świę­to­ści, wspól­no­cie i ranach:

Duchu Świę­ty, Ty nas uświę­casz, wspo­ma­ga­jąc w pra­cy nad sobą, Ty nas pocie­szasz, wspie­ra­jąc, gdy jeste­śmy sła­bi i bez­rad­ni. Pro­si­my Cię o Two­je dary.

Pro­si­my Cię o dar mądro­ści, aby­śmy pozna­li i umi­ło­wa­li Praw­dę wie­ku­istą, któ­rą jesteś Ty, Boże nasz. Amen

Zagad­nie­niem nad któ­rym chce­my się pochy­lić, któ­ry roz­wa­ża­my jest nie­ła­twy, wręcz trud­ny i kry­je w sobie ogrom­ne bogac­two tre­ści. Wspól­no­ta, świę­tość, cier­pie­nie, to skład­ni­ki two­rzą­ce pewien zarys w któ­rych będzie­my się poru­szać.

Wspól­no­ta- sło­wo dobrze zna­ne, czę­sto wypo­wia­da­nie i bar­dzo waż­ne dla wie­lu ludzi. Czym jest? Wie­le jest defi­ni­cji, nio­są­cych odpo­wiedź na to pyta­nie. Dla nas, ludzi zgro­ma­dzo­nych wokół ducho­wo­ści Krwi Chry­stu­sa jest to gro­ma­dze­nie się wokół Tajem­ni­cy Pas­chal­nej Jezu­sa Chry­stu­sa, czy­li Jego męki, śmier­ci i chwa­leb­ne­go zmar­twych­wsta­nia. Krew Chry­stu­sa sta­no­wi fun­da­ment w któ­rym odkry­wa­my nie­skoń­czo­ną Miłość Boga do czło­wie­ka. Żyjąc ducho­wo­ścią we Wspól­no­cie Krwi Chry­stu­sa uczy­my cię dostrze­gać krzyk, lub woła­nie Krwi Chry­stu­sa w miej­scach gdzie cier­pi czło­wiek w spo­sób ducho­wy lub fizycz­ny przez grzech i zra­nie­nia.

Tym co pozwa­la odkry­wać pięk­no Wspól­no­ty jest Sło­wo Boże, któ­re słu­cha­my, roz­wa­ża­my i nim się dzie­li­my. Wie­le wspól­not kon­cen­tru­je się na poboż­no­ści, róż­nych modli­twach, nabo­żeń­stwach, tym co cha­rak­te­ry­zu­je Wspól­no­tę krwi Chry­stu­sa to ducho­wość Krwi Chry­stu­sa, czy­li coś głęb­sze­go, więk­sze­go niż sama tyl­ko poboż­ność. Ducho­wość pro­wa­dzi do spo­tka­nia z oso­bą, Bogiem peł­nym miło­sier­dzia, któ­ry oka­zu­je miłość każ­de­mu czło­wie­ko­wi, szcze­gól­nie dotknię­te­mu cier­pie­niem. Prze­le­wa­jąc wła­sną krew, zapra­sza nas do bycia otwar­tym by w pierw­szej kolej­no­ści przy­jąć dar Bożej miło­ści a póź­niej nim żyć tzn. dzie­lić się z inny­mi. Chia­ra Lubich zało­ży­ciel­ka ruchu „Dzie­ło Maryi” pisze w książ­ce pt. „Tyl­ko jed­no”: „Dzie­ci Boga to dzie­ci miło­ści… Jedy­nie miłość w duszy, jedy­nie Bóg w duszy może roz­wi­nąć jej pięk­no…. Dusza któ­ra kocha jest w świe­cie małym słoń­cem pro­mie­niu­ją­cym Bogiem”.

Świę­tość- kolej­ne zagad­nie­nie wyni­ka­ją­ce z poru­sza­ne­go tema­tu. Czym jest, czy jest moż­li­wa dla współ­cze­sne­go czło­wie­ka, jak zostać świę­tym? Te i wie­le innych pytań rodzi się gdy zacznie­my roz­wa­żać tema­ty­kę świę­to­ści. Świę­ty to zna­czy oddzie­lo­ny od pro­fa­num, od powsze­dnie­go świa­ta. Rozu­mia­na jest rów­nież jako czy­stość, nie­ska­zi­tel­ność. Dla wie­lu wią­że się z przy­ję­ciem i wypeł­nia­niem pew­nych zasad wyni­ka­ją­cych np. z Deka­lo­gu. Naj­czę­ściej mówiąc o świę­to­ści myśli­my o Panu Bogu i bar­dzo dobrze, bo Bóg jest źró­dłem świę­to­ści. Każ­dy z nas w chwi­li chrztu świę­te­go został poświę­co­ny Bogu, przez co jest powo­ła­ny do życia w świę­to­ści. Osią­gnię­cie świę­to­ści dla wie­lu z nas gra­ni­czy z cudem. Zare­zer­wo­wa­na jest dla mni­chów i zakon­nic. Tym­cza­sem Kościół wyno­sząc do chwa­ły ołta­rzy zwy­kłych świec­kich poka­zu­je że bycie świę­tym jest moż­li­we w każ­dym sta­nie. Fun­da­men­tem świę­to­ści jest życie w Bogu. To ozna­cza życie w miło­ści. Uczy­my się całe życie przyj­mo­wa­nia miło­ści Boga któ­ra pro­wa­dzi do prze­mia­ny, nawró­ce­nia, zmia­ny ser­ca. Trze­ba pamię­tać w dąże­niu do świę­to­ści, że Chry­stus przy­szedł do grzesz­ni­ków, sła­bych, tych któ­rzy się źle mają, a nie do zdro­wych sil­nych i dobrze się mają­cych, pole­ga­ją­cych tyl­ko i wyłącz­nie na wła­snych siłach.

Cier­pie­nie – to sło­wo wywo­łu­je wie­le emo­cji. Nikt z nas nie otwie­ra się na to doświad­cze­nie w spo­sób rado­sny, ocze­ki­wa­ny, chcia­ny. Naj­czę­ściej doświad­cze­nie to przy­cho­dzi nie­ocze­ki­wa­nie, nie­za­po­wie­dzia­nie i nie­chcia­nie. Cier­pie­nie może doty­kać cia­ła i ducha. W wie­lu hospi­cjach, domach pomo­cy, szpi­ta­lach, domach moż­na spo­tkać ludzi dotknię­tych cier­pie­niem, przy­ku­tych do łóż­ka czy inwa­lidz­kie­go wóz­ka. Oprócz nie­mo­cy fizycz­nej oso­by te doświad­cza­ją rów­nież nie­jed­no­krot­nie cier­pie­nia duszy. Naj­częst­szym źró­dłem takie­go cier­pie­nia jest samot­ność, świa­do­mość że jest się zupeł­nie nie­po­trzeb­nym, zbęd­nym bala­stem. Chrze­ści­jań­skie rozu­mie­nie cier­pie­nia nie zatrzy­mu­je się tyl­ko na powierz­chow­nym zna­cze­niu tego doświad­cze­nia, przez cier­pie­nie same­go Boga dostrze­ga w nim sens i ogrom­ną war­tość. W Piśmie Świę­tym może­my odna­leźć wie­le frag­men­tów mówią­cych o róż­nym rodza­ju cier­pie­nia: poczu­cie nie­bez­pie­czeń­stwa śmier­ci, doświad­cze­nie śmier­ci kogoś bli­skie­go, bez­dziet­ność, tęsk­no­ta za wła­sną ojczy­zną, wyszy­dze­nie, odrzu­ce­nie, pozba­wie­nie praw itp. Świę­ty Jan Paweł II w liście apo­stol­skim Salvi­fi­ci Dolo­ris o chrze­ści­jań­skim sen­sie ludz­kie­go cier­pie­nia naucza, że cier­pie­nie jest wpi­sa­ne w tajem­ni­cę jaką jest czło­wiek. Tę tajem­ni­cę czło­wie­ka może­my zro­zu­mieć, jak naucza Sobór Waty­kań­ski II, tyl­ko w Chry­stu­sie.

Pod­su­mo­wu­jąc: my jako Wspól­no­ta Krwi Chry­stu­sa jeste­śmy powo­ła­ni, by w swo­im czło­wie­czeń­stwie nazna­czo­nym róż­no­rod­nym doświad­cze­niem cier­pie­nia, ado­ro­wać Miste­rium Pas­chal­ne tzn. mękę, śmierć i zmar­twych­wsta­nie Jezu­sa Chry­stu­sa, by odna­leźć tam samych sie­bie i dążyć do świę­to­ści. Bóg daje nam pięk­ne narzę­dzie w posta­ci ducho­wo­ści Krwi Chry­stu­sa, któ­ra uwraż­li­wia na dru­gie­go czło­wie­ka, pozwa­la­jąc w nim dostrzec bra­ta i sio­strę, za któ­rych Chry­stus rów­nież prze­lał wła­sną Krew.
Czę­sto napraw­dę nie trze­ba robić rze­czy wiel­kich, wystar­czy, uśmiech, potrzy­ma­nie za rękę, wspól­na modli­twa, obec­ność. Poda­ro­wa­nie poczu­cia miło­ści, akcep­ta­cji, sen­su.

Świa­dec­two

Pięk­nym doświad­cze­niem wspól­no­ty było spo­tka­nie z rodzi­ną nie­daw­no zmar­łe­go nasze­go bra­ta Arka. Jego śmierć sta­ła się powo­dem bólu Jego rodzi­ców, rodzeń­stwa. Odszedł zbyt wcze­śnie, nie w porę. Dwa­dzie­ścia parę lat życia, któ­re dał mu Pan, a szcze­gól­nie ostat­nie lata były wiel­kim świa­dec­twem życia Ewan­ge­lią. W swo­jej cicho­ści, pro­sto­cie, sub­tel­nym uśmie­chu, męż­nym zno­sze­niu cho­ro­by nowo­two­ro­wej poka­zy­wał co zna­czy wie­rzyć Opatrz­no­ści Bożej. Jako Wspól­no­ta Krwi Chry­stu­sa towa­rzy­szy­li­śmy Arko­wi naszą modli­twą, dobrym sło­wem, pomoc­ną dło­nią, po śmier­ci posta­no­wi­li­śmy dalej ota­czać modli­twą Arka ale rów­nież towa­rzy­szyć jako bra­cia i sio­stry całej jego rodzi­nie, szcze­gól­nie rodzi­com w prze­ży­wa­niu żało­by. Nie­ste­ty nie mogłem być na pogrze­bie Arka, bar­dzo chcia­łem przy­tu­lić jego rodzi­ców i zapew­nić o modli­twie. Posta­no­wi­li­śmy Wspól­no­to­wo zor­ga­ni­zo­wać spo­tka­nie. Rodzi­ce bar­dzo to prze­ży­wa­li, przy­go­to­wa­li się jak na przy­jazd kogoś bar­dzo waż­ne­go, widać, że było to dla nich bar­dzo waż­ne. Na dłu­go pozo­sta­ną mi w ser­cu sło­wa mamy Arka: stra­ci­łam syna ale jako wspól­no­ta dali­ście mi i cią­gle daje­cie poczu­cie, że nie jestem sama.

Cier­pie­nia nie da się usu­nąć z ota­cza­ją­ce­go nas świa­ta, ale moż­na spra­wić że sta­nie się ono narzę­dziem jego uświę­ce­nia.

Nikt z nas nie jest zbyt sta­ry, cho­ry, zapra­co­wa­ny by kochać.

Ks. Krzysz­tof Suro­wa­niec CPPS