czer­wiec — ks. Woj­ciech Czer­na­to­wicz CPPS

3.10    UCZYŃ SERCA NASZE WEDŁUG SERCA TWEGO, PANIE

Ser­ce jest pro­stym zna­kiem, któ­ry zawie­ra w sobie jed­nak wiel­ką tajem­ni­cę. Zna­czy o wie­le wię­cej niż to, czym jest. Odno­sze­nie się do ser­ca jest syn­te­tycz­nym spo­so­bem mówie­nia o wiel­kiej tajem­ni­cy miło­ści i odda­nia. Zako­cha­ni rysu­ją ser­ca wszę­dzie: na pniach drzew, na mostach, na kamie­niach, nawet na ław­kach kościel­nych. Ser­ce jako sym­bol jest: jasne, czy­tel­ne, wyra­zi­ste, kon­kret­ne, głę­bo­kie, wraż­li­we, czu­łe.

Naj­święt­sze Ser­ce Jezu­sa nie jest tyl­ko ilu­stra­cją wraż­li­wo­ści czy czu­ło­ści, a nabo­żeń­stwo do Nie­go nie jest jedy­nie zbio­rem prak­tyk reli­gij­nych. Nabo­żeń­stwo do Ser­ca Jezu­so­we­go przy­wo­łu­je i uka­zu­je miłość Syna Boże­go, któ­ry wcie­lił się, stał się czło­wie­kiem i oddał się na krzy­żu w naj­więk­szym akcie miło­ści. To nabo­żeń­stwo poma­ga w sku­pie­niu życia ducho­we­go na Jezu­so­wej miło­ści, boga­tej w miło­sier­dzie.

Jeśli ktoś jest spra­gnio­ny, a wie­rzy we Mnie, niech przyj­dzie do Mnie i pije! (J 7, 37), mówi Jezus w odnie­sie­niu do swo­je­go ser­ca. Ten kto szu­ka Boga, w modli­twie odnaj­dzie odpo­wiedź i odnaj­dzie Go. Codzien­na medy­ta­cja jest cza­sem łaski, w któ­rym Duch Świę­ty przy­cho­dzi ze swo­ją mocą i moc Naj­wyż­sze­go osła­nia modlą­ce­go się: Duch Świę­ty zstą­pi na Cie­bie i moc Naj­wyż­sze­go osło­ni Cię (Łk 1, 35). To wte­dy miłość zamie­nia się dla modlą­ce­go w jedy­ną czyn­ność, aktyw­ność.

Od dnia, kie­dy żoł­nierz włócz­nią prze­bił bok Jezu­sa wiszą­ce­go na krzy­żu (por. J 19,34), Kościół jest obmy­wa­ny w tym źró­dle, z któ­re­go try­ska życie, życie wiecz­ne. Dla­te­go w oso­bi­stej modli­twie bar­dzo poma­ga kon­tem­pla­cja Jezu­so­we­go prze­bi­te­go boku, rany Jego ser­ca. Razem  z Mary­ją sto­ją­cą pod krzy­żem trze­ba nam patrzeć, jak z tego ser­ca wypły­wa krew i woda, co jest ilu­stra­cją chrztu i eucha­ry­stii. Jest to nie­ustan­ne wyle­wa­nie się na nas Boże­go miło­sier­dzia, któ­re nas obmy­wa, kar­mi i poi poprzez sakra­men­ty i w ten spo­sób zaspo­ka­ja nasze pra­gnie­nie miło­ści. Prze­bi­ty bok Jezu­sa obmy­wa nas w swo­jej nie­skoń­czo­nej miło­ści i miło­sier­dziu, któ­re swo­je źró­dło mają wła­śnie w Naj­święt­szym Ser­cu Jezu­sa. Tak więc, spo­so­bem na kon­tem­plo­wa­nie Jezu­so­wej miło­ści jest patrze­nie na Jego prze­bi­ty bok i ser­ce.

Naj­święt­sze Ser­ce Jezu­sa jest ser­cem prze­bi­tym. Przy­wy­kli­śmy pro­sić Go, aby uczy­nił nasze ser­ce na wzór swo­je­go. Co ozna­cza ta proś­ba? Co ona w sobie zawie­ra? Co za sobą pocią­ga? Czy tak napraw­dę wie­my o co pro­si­my?

Zna­my to porów­na­nie i ana­lo­gię, któ­re mówią o róż­ni­cy pomię­dzy ser­cem z kamie­nia, a ser­cem z cia­ła (por. Ez 36, 26–27). Ser­ce kamien­ne to ser­ce twar­de i zim­ne, któ­re nie czu­je i jest obo­jęt­ne na wszyst­ko. Nie ma nic bar­dziej odda­lo­ne­go i obce­go w sto­sun­ku do Jezu­so­we­go ser­ca, niż wła­śnie takie ser­ce. Ser­ce z cia­ła ozna­cza ser­ce żywe, któ­re bije i czu­je, jest kocha­ją­ce i zdol­ne do miło­ści. Ser­ce Jezu­sa nie jest jed­nak tyl­ko ser­cem z cia­ła. Ten opis nie odda­je wszyst­kie­go, czym jest to Jego ser­ce. Ale nie cho­dzi o to, że ono takie nie jest, prze­cież — aby mieć ser­ce z cia­ła — wystar­czy mieć tro­chę współ­czu­cia i wyro­zu­mia­ło­ści, lito­ści i empa­tii. Naj­święt­sze Ser­ce Jezu­sa to coś wię­cej.

O co zatem pro­si­my mówiąc: Panie, uczyń ser­ca nasze według ser­ca Twe­go? Pro­si­my o prze­bi­te ser­ce. Już sam fakt, że z taką wła­śnie proś­bą zwra­ca­my się do Jezu­sa wyma­ga sza­cun­ku i czci. Mieć prze­bi­te ser­ce to zna­czy być zra­nio­nym i mieć bar­dzo głę­bo­ką ranę, a ta głę­bo­kość ozna­cza prze­bi­cie na wskroś. Taka rana czy­ni zra­nio­ne­go bar­dzo sła­bym, bez­sil­nym, bo jest otwar­ta od wewnątrz i od zewnątrz. Ser­ce z kamie­nia jest zim­ne i nie­czu­łe, nato­miast ser­ce z cia­ła czu­je i kocha. Zra­nio­ne ser­ce wie, co zna­czy współ­czuć i czym jest miło­sier­dzie i miłość.

Kon­tem­plu­jąc prze­bi­te ser­ce Jezu­sa odkry­wa­my, że:

  1. Jest to ser­ce otwar­te. Rana prze­bi­te­go ser­ca jest raną, któ­ra się nie zabliź­nia, lecz pozo­sta­je otwar­ta jak drzwi, nawet po zmar­twych­wsta­niu Jezu­sa. Pozo­sta­wie­nie otwar­tych drzwi zachę­ca, by wejść do środ­ka. A kto miał­by tam wejść? Ten, kogo się kocha, uko­cha­ny. On ma pozwo­le­nie wej­ścia takim, jaki jest, bez­wa­run­ko­we, bez żad­nych zastrze­żeń i ogra­ni­czeń. Tajem­ni­cą tej rany jest to, że jest otwar­ta i nie może się zamknąć. Gdy­by się zamy­ka­ła, wte­dy uko­cha­ny mógł­by oba­wiać się, że przy jakiejś oka­zji znaj­dzie ser­ce zamknię­te. Ale ono się nie zamy­ka, bo z nie­go nie­ustan­nie wypły­wa krew i woda. Woda, któ­ra obmy­wa, oczysz­cza i uzdra­wia. A krew użyź­nia i daje życie. To ser­ce jest nie­skoń­czo­nym źró­dłem miło­sier­dzia, a miło­sier­dzie jest pierw­szym klu­czem do zro­zu­mie­nia tego ser­ca.
  2. Jest to ser­ce wraż­li­we. Cho­dzi o ser­ce, któ­re wzru­sza się i pła­cze na widok pła­czą­ce­go bliź­nie­go, cier­pi na widok jego cier­pie­nia i radu­je się jego rado­ścią wspól­nie z nim. Jest ono ser­cem współ­czu­ją­cym i dla­te­go posia­da wraż­li­wość. Jest ser­cem, któ­re potra­fi prze­nik­nąć do naj­głęb­szych uczuć pozna­jąc emo­cje dru­gie­go. Kocha tyl­ko ten, kto pozna­je. Praw­dzi­wie poko­chać moż­na tyl­ko tego, kogo się pozna. Naj­święt­sze Ser­ce Jezu­sa pra­gnie poznać dogłęb­nie nasze ser­ca. Wte­dy radu­je się i cier­pi razem z nami. Pra­gnie prze­nik­nąć do tego, co w nas naj­bar­dziej intym­ne i poko­chać nas, odda­jąc się nam w cało­ści. Ono jest nie­wy­czer­pa­nym źró­dłem miło­ści. To tutaj jest dru­gi klucz do zro­zu­mie­nia Jezu­so­we­go ser­ca: ser­ce Jezu­sa jest serem kocha­ją­cym.

Miłość i miło­sier­dzie – w zasa­dzie cho­dzi o to samo. Miło­sier­na miłość jest miło­ścią kocha­ją­cą. Jeśli ser­ce z cia­ła może i zdol­ne jest, by kochać, ser­ce prze­bi­te nie potra­fi nie kochać miło­ścią, któ­ra wypły­wa z miło­sier­dzia. Miło­sier­dzie, któ­re rodzi się z otwar­tej rany czy­ni Naj­święt­sze Ser­ce Jezu­sa tak czu­łym i wraż­li­wym, że nie potra­fi nie kochać. To jest tym naj­głęb­szym darem prze­bi­te­go ser­ca.

Pro­sić o uczy­nie­nie nasze­go ser­ca według ser­ca Jezu­so­we­go to trud­na proś­ba. Nie moż­na o to pro­sić ina­czej, niż tyl­ko z ser­cem na dło­ni i z ręką na ser­cu, tak jak On to czy­ni. Jego ser­ce jest tym, któ­re się daje i ofia­ru­je poprzez miło­sier­dzie, aby w ten spo­sób kochać. Ono nie boi się włócz­ni, lecz prze­ciw­nie, pozo­sta­jąc otwar­te i goto­we zapra­sza wszyst­kich do wej­ścia.

Na koniec tego roz­wa­ża­nia chcę podzie­lić się opo­wie­ścią o pięk­nym, nie­do­sko­na­łym ser­cu. Pew­ne­go dnia mło­dy czło­wiek sta­nął w cen­trum mia­sta i ogło­sił, że ma naj­pięk­niej­sze ser­ce w całym regio­nie. Wiel­ki tłum zebrał się wokół nie­go i wszy­scy podzi­wia­li jego ser­ce potwier­dza­jąc, że jest ide­al­ne, ponie­waż nie zauwa­ży­li na nim żad­ne­go zna­ku zadra­pa­nia ani wady. Tak więc, wszy­scy zgo­dzi­li się, że jest to naj­pięk­niej­sze ser­ce, jakie kie­dy­kol­wiek widzie­li. Widząc, że jest podzi­wia­ny, mło­dzie­niec był jesz­cze bar­dziej dum­ny i tym żar­li­wiej pod­kre­ślał, że ma naj­pięk­niej­sze ser­ce ze wszyst­kich w tym mie­ście.

Kie­dyś pod­szedł do nie­go pewien sta­rzec i powie­dział: Dla­cze­go mówisz w ten spo­sób, sko­ro two­je ser­ce nie jest ani tro­chę tak pięk­ne jak moje? Zasko­cze­ni, zarów­no tłum jak i mło­dzie­niec, spoj­rzaw­szy na ser­ce star­ca zoba­czy­li, że cho­ciaż biło ener­gicz­nie, było pokry­te bli­zna­mi i nawet mia­ło miej­sca, gdzie bra­ko­wa­ło kawał­ków. Widać też tam było czę­ści, któ­re zosta­ły zastą­pio­ne przez inne, abso­lut­nie nie­pa­su­ją­ce do tego miej­sca, powo­du­jąc nie­re­gu­lar­ne kra­wę­dzie i naroż­ni­ki wokół. Co wię­cej, były w tym ser­cu miej­sca puste, gdzie bra­ko­wa­ło głę­bo­kich kawał­ków. Prze­wa­ża­ją­ce było w tłu­mie stwier­dze­nie: Jak on może powie­dzieć, że jego ser­ce jest pięk­niej­sze? Mło­dy czło­wiek spoj­rzał na ser­ce star­ca, a widząc je pozba­wio­ne wszel­kie­go wdzię­ku, roze­śmiał się. Chy­ba żar­tu­jesz — powie­dział — porów­naj swo­je ser­ce do moje­go… Moje jest dosko­na­łe, a two­je to tyl­ko kolek­cja blizn i zra­nień. Praw­da — powie­dział sta­rzec — two­je ser­ce wyglą­da ide­al­nie, ale ja nigdy nie zwią­zał­bym się z tobą… Spójrz, każ­da bli­zna na moim ser­cu ozna­cza oso­bę, któ­rej dałem całą moją miłość. Ode­rwa­łem kawał­ki moje­go ser­ca, aby dać je każ­dej z tych osób, któ­re uko­cha­łem. Wie­le z nich, z kolei, poda­ro­wa­ło mi kawa­łek swo­je­go ser­ca, a ja umie­ści­łem go w miej­scu, któ­re pozo­sta­wa­ło otwar­te. Jako że te kawał­ki nie były takie same, pozo­sta­ły nie­rów­ne kra­wę­dzie; jestem z nich dum­ny, bo przy­po­mi­na­ją mi o miło­ści, któ­rą dzie­li­li­śmy wspól­nie. Cza­sa­mi dałem kawa­łek swo­je­go ser­ca komuś, kto nie dał mi w zamian swo­je­go kawał­ka. Stąd wła­śnie pocho­dzą te wyrwy i puste miej­sca. Dawa­nie miło­ści jest ryzy­kiem, ale mimo bólu, jaki powo­du­ją te rany, któ­re pozo­sta­ły otwar­te, przy­po­mi­na­ją mi, że wciąż je kocham i żywię nadzie­ję, że któ­re­goś dnia powró­cą i wypeł­nią pust­kę, jaką pozo­sta­wi­ły w moim ser­cu. Teraz rozu­miesz, co jest napraw­dę pięk­ne? Mło­dzie­niec pozo­stał mil­czą­cy. Łzy spły­wa­ły mu po policz­kach. Zbli­żył się do star­ca, wyrwał kawa­łek ze swo­je­go pięk­ne­go ser­ca i ofia­ro­wał mu go. Sta­ry czło­wiek przy­jął go i umie­ścił w swo­im ser­cu, a następ­nie wyrwał kawa­łek swo­je­go, już sta­re­go i poobi­ja­ne­go ser­ca, i nim zapeł­nił otwar­tą ranę w ser­cu mło­dzień­ca. Kawa­łek uło­żył się, ale nie per­fek­cyj­nie. Nie będąc iden­tycz­nym kawał­kiem pozo­sta­wił widocz­ne kra­wę­dzie. Mło­dzie­niec spoj­rzał wte­dy na swo­je ser­ce, któ­re nie było już ide­al­ne ale wyglą­da­ło pięk­niej niż przed­tem, ponie­waż była w nim miłość star­ca.

                                                                                              Ks. Woj­ciech Czer­na­to­wicz, CPPS