Refleksje z rekolekcji:

W dniach od 3 do 5 maja b.r. uczest­ni­czy­łam w reko­lek­cjach, zor­ga­ni­zo­wa­nych przez Misjo­na­rzy Krwi Chry­stu­sa, w domu św. Kaspra w Czę­sto­cho­wie. Pro­wa­dzi­ła je reko­lek­cjo­nist­ka, pani Doro­ta Dźwig z Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go.

Naj­bar­dziej zain­te­re­so­wa­ła mnie jej kon­fe­ren­cja na temat cier­pie­nia. Pani dok­tor powo­ła­ła się na sło­wa z Pisma Świę­te­go: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze same­go sie­bie, niech weź­mie krzyż swój i niech Mnie naśla­du­je (Mt 16, 24). Tak, jak Jezus i ja dźwi­gam w życiu swój krzyż. Jest nim moje cier­pie­nie fizycz­ne (w cie­le), moral­ne, czy­li ból z powo­du grze­chów lub ducho­we, zwią­za­ne z moją doj­rza­ło­ścią ducho­wą. Wie­lu narze­ka na krzyż. Nie­je­den go odrzu­ca, chcąc żyć na tej zie­mi w szczę­ściu i zdro­wiu. Czę­sto cier­pią­cy oskar­ża Boga o to, że zesłał mu na przy­kład cho­ro­bę lub kalec­two.

Pani dok­tor Doro­ta tak wyja­śnia sens cier­pie­nia, cytu­ję: Jeśli cier­pi­my, to nie pytaj, „dla­cze­go”, lecz „ku cze­mu”. To Jezus „wypo­ży­cza” nas, chce byśmy pomo­gli Mu cier­pieć, by zba­wić kogoś. Nie tyl­ko Jezus, cho­ciaż był Synem Bożym, cier­piał. Od mała sied­mio­krot­nie prze­le­wał swo­ją Krew za nas. Rów­nież i Mat­ka Boża dozna­ła ogrom­nych cier­pień, będąc świad­kiem strasz­nych cier­pień i śmier­ci swe­go uko­cha­ne­go Syna.

Dzien­nicz­ka św. Sio­stry Fau­sty­ny dowie­dzia­łam się, jakie cier­pie­nia zno­si­ła ta wspa­nia­ła, pol­ska sio­stra zakon­na, apo­stoł­ka Miło­sier­dzia Boże­go, poma­ga­jąc Jezu­so­wi rato­wać dusze ludz­kie przed potę­pie­niem, np. dusze samo­bój­ców. Od pani dr Doro­ty usły­sza­łam, że św. Tere­sa z Avi­la radzi­ła, by wszyst­kie cier­pie­nia oddać dla Boga i ofia­ro­wać je za kogoś lub w imie­niu kogoś. Oto sło­wa tej świę­tej: Cierp i skła­daj w ofie­rze te drob­ne przy­kro­ści, małe nie­do­god­no­ści, któ­re spa­da­ją na cie­bie każ­de­go dnia; ból zębów, ból gło­wy, prze­zię­bie­nie, pogar­da, czy szy­der­stwo. Wszyst­kie te małe ofia­ry miłe dla Bożej Dobro­ci, Jezu­sa, któ­ry za kubek chłod­nej wody obie­cał może wie­ku­iste­go szczę­ścia.

Słu­cha­jąc kon­fe­ren­cji pani dok­tor o cier­pie­niu, zro­zu­mia­łam, że według świa­ta jest ono czymś złym, a według Jezu­sa to skarb, któ­ry może­my ofia­ro­wać za grzesz­ni­ków. Daw­niej zada­wa­łam sobie wie­le pytań, na któ­re nie mogłam zna­leźć odpo­wie­dzi, np. dla­cze­go innym powo­dzi się lepiej, a ja co dnia muszę bory­kać się z bra­kiem pie­nię­dzy, z cho­ro­ba­mi swo­ich dzie­ci lub uza­leż­nie­niem od alko­ho­lu jed­nej z osób w rodzi­nie? Nie mogąc zna­leźć na nie odpo­wie­dzi, bun­to­wa­łam się prze­ciw Bogu. Nawet popa­dłam w depre­sję, od któ­rej dłu­go nie mogłam się uwol­nić.

Dzię­ki pani dok­tor Doro­cie zro­zu­mia­łam, że dane mi przez Boga cier­pie­nie, zawsze ma sens. Według niej Jezus dopa­so­wu­je cier­pie­nia do czło­wie­ka, bo chce w nas cier­pieć. Im więk­sze życie ducho­we, tym więk­sze cier­pie­nie. Moje życie modli­twą, to życie otwar­te na nie. Wspo­mnia­na wyżej św. Tere­sa tak się wypo­wia­da na ten temat: Tym któ­rzy kocha­ją wię­cej, Jezus daje wię­cej cier­pie­nia, tym zaś któ­rzy kocha­ją mniej, daje go mniej.

Cie­szę się, że uczest­ni­czy­łam w tych reko­lek­cjach, Bo poda­ły mi one „recep­tę” na życie.  Modląc się, będę teraz wszyst­kie swo­je cier­pie­nia fizycz­ne lub udrę­ki ducho­we zanu­rzać we Krwi Jezu­sa, ofia­ro­wu­jąc je jed­no­cze­śnie za grzesz­ni­ków, albo za kona­ją­cych, czy w innych inten­cjach, aby w ten spo­sób, cho­ciaż w małym stop­niu, poma­gać Jezu­so­wi zba­wiać świat.

Pani dok­tor Dźwig wypo­wia­da­ła się też na temat ducho­wo­ści Maryj­nej. Dzię­ki tej pani dowie­dzia­łam się, jakie są warun­ki dobrej modli­twy. Prze­ko­nu­je mnie jej stwier­dze­nie: Tak się modlisz jak żyjesz. Nie mogę Bogu sta­wiać warun­ków, ani poda­wać Mu ter­mi­nów. Modląc się powin­nam mówić: Panie Boże niech się sta­nie wola two­ja.

Dzię­ku­ję pani dok­tor Dźwig oraz księ­żom Misjo­na­rzom Krwi Chry­stu­sa z Czę­sto­cho­wy i oso­bom świec­kim, za zor­ga­ni­zo­wa­nie tych reko­lek­cji, któ­re były dla mnie wspa­nia­łą „ucztą” ducho­wą.

Geno­we­fa z Opo­la