Kon­fe­ren­cję wygło­si­ła dr GABRIELA Jani­ku­la ASC pod­czas Noc­ne­go Czu­wa­nia na Jasnej Górze

-Mary­ja obec­na w życiu świę­tej Marii De Mat­tias
Maryj­ność świę­tej Marii De Mat­tias

  1. Rodzin­ny dom
  2. Dora­sta­nie — sank­tu­aria
  3. Życie zakon­ne
  4. Ducho­wość maryj­na

Razem z wszyst­ki­mi oso­ba­mi nale­żą­cy­mi do Rodzi­ny Krwi Chry­stu­sa pra­gnę dzi­siaj przyj­rzeć się życiu Kobie­ty, któ­ra w swo­jej epo­ce  — wie­ku XIX, prze­ma­wia­ła sobą, a to prze­cież nie jest takie łatwe. Czas ma to do sie­bie, że zbie­ra kurz, zacie­ra podo­bi­znę, spra­wia, że bled­ną kolo­ry, gasną zapa­chy, sta­jąc się czymś nie­wy­raź­nym i nie­ja­snym. Dla nas, Rodzi­ny Krwi Chry­stu­sa — życie świę­tej Marii De Mat­tias jawi się jako wyda­rze­nie cią­gle aktu­al­ne  — nie­zbyt odle­głe, bo mają­ce duszę i cia­ło.

Świę­ta Kobie­ta XIX wie­ku! To okre­śle­nie nie pozwa­la nam w łatwy spo­sób poznać ją i okre­ślić. Świę­to­ści Marii de Mat­tias nie moż­na inter­pre­to­wać jako naiw­nej reli­gij­no­ści.

Każ­do­ra­zo­we pochy­le­nie się nad bio­gra­fią i obec­ną w niej świę­to­ścią Marii De Mat­tias jest czymś w rodza­ju odno­wia­nia ory­gi­na­łu. I tak odkry­wa­my, że kobie­cość i świę­tość nie prze­ciw­sta­wia­ją się sobie, ale ubo­ga­ca­ne są  łaską , któ­ra rodzi wła­ści­we decy­zje.

Maria De Mat­tias to nie legen­da, ale żywa oso­ba, któ­ra nie­ustan­nie pro­wa­dzi. To fak­ty i wyda­rze­nia, te zwy­kłe i nad­zwy­czaj­ne; to gesty i sło­wa, ofiar­ność bez mia­ry i codzien­ne życie na podo­bień­stwo Jezu­sa Chry­stu­sa. Dzi­siaj chce­my się zatrzy­mać nad jed­nym z aspek­tów świę­to­ści Marii De Mat­tias. Gdy mówi­my i myśli­my o niej, przede wszyst­kim widzi­my Jej wiel­ką miłość do Chry­stu­sa ­ Baran­ka, któ­ry prze­lał swo­ją Krew z miło­ści do nas ludzi. W życiu Zało­ży­ciel­ki Ado­ra­to­rek Krwi Chry­stu­sa jest jesz­cze jed­na wiel­ka miłość, któ­ra wypły­wa z miło­ści do Chry­stu­sa, a jest to Mary­ja. Ado­ra­cja Krwi Chry­stu­sa i poboż­ność maryj­na wza­jem­nie się prze­pla­ta­ją w ser­cu tej wiel­kiej kobie­ty. To, co ude­rza zawsze, kie­dy czy­ta­my jej oso­bi­ste listy to są czę­ste odnie­sie­nia do Maryi. Bar­dzo zauwa­żal­na jest, w dzie­le i ducho­wo­ści naszej Zało­ży­ciel­ki obec­ność Maryi. Cha­ry­zmat Zgro­ma­dze­nia – ado­ra­cja Krwi Chry­stu­sa, któ­ry otrzy­ma­ły­śmy w dzie­dzic­twie, nazna­czo­na jest obec­no­ścią Maryi – Dzie­wi­cy kon­tem­plu­ją­cej swo­je­go Syna.

Te dwa wymia­ry ducho­wo­ści Zało­ży­ciel­ki powin­ny prze­ni­kać naszą ducho­wość – ducho­wość Rodzi­ny Krwi Chry­stu­sa.

Mary­ja jest nie­od­łącz­nie zwią­za­na z tajem­ni­cą Odku­pie­nia, któ­rej widzial­nym zna­kiem jest Krew Chry­stu­sa. To za Jej przy­zwo­le­niem Sło­wo Boże wzię­ło z Niej ludz­kie Cia­ło. Od Niej Jezus wziął bio­lo­gicz­ną krew. W żyłach Jezu­sa pły­nie Krew Maryi. Kie­dy na krzy­żu prze­lał swo­ją krew, była to krew, któ­rą wziął od swo­jej Mat­ki.

Kie­dy kona­ją­cy na krzy­żu Jezus zwró­cił się do Jana „Oto Mat­ka two­ja”, wte­dy oddał nas wszyst­kich swo­jej  Mat­ce. Wszy­scy więc uczest­ni­czy­my w tajem­ni­cy Jego Krwi. Sobór Waty­kań­ski II, pod­kre­śla rolę Maryi jako współ­od­ku­pi­ciel­ki w dzie­le zba­wie­nia i rolę Jej macie­rzyń­skie­go zada­nia w Koście­le. Stąd wyni­ka jasno, że nie moż­na ado­ro­wać Krwi Chry­stu­sa i nie odczu­wać bli­sko­ści Jego Mat­ki.

Św. Maria De Mat­tias w swo­im życiu przy­ję­ła te praw­dy, prze­ży­wa­ła je i pozo­sta­wi­ła nam jako dzie­dzic­two. A zatem przy­bliż­my sobie nie­któ­re „maryj­ne” momen­ty z życia św. Marii De Mat­tias, w któ­rych moc­no doświad­cza­ła szcze­gól­nej bli­sko­ści i opie­ki Mat­ki Naj­święt­szej.

  • DOM RODZINNY

W dzie­ciń­stwie Maria De Mat­tias mia­ła pro­ble­my w kon­tak­tach ze swo­ją mat­ką.

Była dziec­kiem bar­dzo żywym, a nawet nie­spo­koj­nym. Gio­van­ni Mer­li­ni, jej pierw­szy bio­graf powie, że mia­ła «cha­rak­ter bar­dzo żywy i gorą­cy» tak, iż nie­ustan­nie ska­ka­ła i bie­ga­ła po całym domu, z góry na dół i z dołu do góry, «czy­niąc róż­ne głup­stwa, ale zawsze nie­win­ne», ryzy­ku­jąc skrę­ce­nie sobie kar­ku na porę­czach stro­mych i nie­bez­piecz­nych scho­dów. W sumie, była to dziew­czyn­ka nie­zbyt łatwa i nale­ża­ła do tych, któ­re stwa­rza­ją rodzi­com pro­ble­my i burzą spo­kój oraz porzą­dek życia domo­we­go, pośpiesz­nie wyko­nu­ją czyn­no­ści dni świę­tych, nie prze­strze­ga­ją pla­nów i czy­nią tysią­ce rze­czy, któ­re są przy­czy­ną wie­lu zmar­twień. Mat­ka nie­raz narze­ka­ła na cór­kę, krzy­cza­ła na nią bez koń­ca, a nawet od cza­su do cza­su dała jej klap­sa.

- Jesteś ska­ra­niem boskim — krzy­cza­ła zde­ner­wo­wa­na, kie­dy Maria hała­so­wa­ła lub bie­gnąc wlo­kła za sobą jej ubra­nia.

- Ale co ja złego zro­bi­łam, mamo? — pro­te­sto­wa­ła dziew­czyn­ka, któ­ra nie mogła zro­zu­mieć, dla­cze­go mama jest tak suro­wa.

Nie cho­dzi­ło o to, że Otta­via nie kocha­ła swo­ich dzie­ci, czy też była kobie­tą despo­tycz­ną i nie­to­le­ran­cyj­ną. Fak­tem jed­nak było, że jej czę­sto depre­syj­ny nastrój, zamknię­ty cha­rak­ter
i sys­tem ner­wo­wy osła­bio­ny okre­sa­mi cią­ży i szyb­ki­mi zgo­na­mi wie­lu dzie­ci, ode­bra­ły jej wewnętrz­ną pogo­dę oraz spra­wi­ły, że nie była zdol­na do przy­ję­cia wszyst­kich zadań, pro­ble­mów codzien­nych i rodzin­nych, włą­cza­jąc w to żywio­ło­wość i nie­ustan­ne goni­twy Marii. Była to kobie­ta zawie­dzio­na, zgorzk­nia­ła i narze­ka­ją­ca. W domu De Mat­tias, mimo że rodzi­na była zdro­wa i w głę­bi zjed­no­czo­na, to jed­nak nie pano­wał w niej dobry nastrój, spon­ta­nicz­ność i bez­tro­ska. We wza­jem­nych sto­sun­kach pomię­dzy mat­ką i dzieć­mi trud­no było o prze­ja­wy zapa­łu, czu­ło­ści, uczu­cio­wo­ści, tak­że i dzie­ci pomię­dzy sobą nie były zbyt wylew­ne. Gio­van­ni był dobry, wspa­nia­ło­myśl­ny i ser­decz­niej­szy dla dzie­ci, niż Otta­via. Był gor­li­wym chrze­ści­ja­ni­nem (w domu było wie­le reli­gij­nych ksią­żek jego bra­ta księ­dza), miał swo­ją ducho­wość i ambi­cje na karie­rę w poli­ty­ce. Z cór­ką Marią zawsze miał wspa­nia­ły kon­takt. Kie­dy mama upo­mi­na­ła ją lub nawet biła z wła­ści­wą sobie twar­do­ścią i nie­to­le­ran­cją, wte­dy Gio­van­ni jeże­li był przy tym obec­ny, mil­czał. Jego dyplo­ma­cja poma­ga­ła w rodzi­nie, aby prze­ciw­sta­wić się szorst­kim, a nawet nie­uspra­wie­dli­wio­nym poczy­na­niom żony. Kie­dy to tyl­ko było moż­li­we, zbli­żał się zaraz do Cór­ki, uśmie­chał się do niej, przy­tu­lał w mil­cze­niu, aby oddra­ma­ty­zo­wać sytu­ację i pomóc jej prze­żyć trau­ma­tycz­ne dozna­nia. Wte­dy wołał ją, sta­wiał przed sobą, brał jej ręce w swo­je dło­nie, patrzył jej w oczy i mówił poważ­nie, a rów­no­cze­śnie czu­le: Wiem, że nie robisz nicze­go złe­go, ale musisz zro­zu­mieć, że też i mama nie zawsze jest nie­spra­wie­dli­wa. Cięż­ko pra­cu­je od rana do nocy i jest nor­mal­ne, że może być zmę­czo­na, a cza­sa­mi nawet tro­chę ner­wo­wa.

- Ale co ja mogę zro­bić, tatu­siu? — odpo­wia­da­ła dziew­czyn­ka spusz­cza­jąc oczy i powstrzy­mu­jąc łzy.

- Rób to, co możesz zro­bić - wyja­śniał Gio­van­ni tro­skli­wie i prze­ko­nu­ją­co.- Naj­pierw musisz wyba­czyć mamie to, co ci powie­dzia­ła i sta­rać się być spo­koj­ną i lep­szą. Następ­nie mogła­byś jej tak­że pomóc w domo­wych pra­cach. Zga­dzasz się z tym?

Ta domo­wa rze­czy­wi­stość mia­ła wpływ na doj­rza­łość uczu­cio­wą i psy­cho­lo­gicz­ną dora­sta­ją­cej Marii. Czu­ła się nie­pew­na i w okre­sie doj­rze­wa­nia zaczę­ła się zamy­kać w sobie.
Bar­dzo z tego powo­du cier­pia­ła. W jej poko­ju na ścia­nie wisiał obraz Boże­go Macie­rzyń­stwa.
Ten obraz odbi­jał się lustrze przed któ­rym sia­da­ła Maria, ale nigdy nie zwra­ca­ła na ten obraz uwa­gi. Pew­ne­go dnia otrzy­ma­ła szcze­gól­ną łaskę. Sie­dząc jak zwy­kle przed lustrem po raz pierw­szy zauwa­ży­ła obraz i odczu­la bar­dzo moc­no, że Mary­ja ją woła: „chodź; do Mnie”. Maria ze łza­mi w oczach zaczę­ła pro­sić Mary­ję o pomoc i wska­za­nie jej co ma robić. Modli­ła się całym ser­cem tak jak nauczył ją tego jej ojciec, któ­ry powie­dział jej „jeśli się modlisz to módl się całym ser­cem.
To wystar­czy (myślę, że to jest wska­zów­ka dla rodzi­ców, dziad­ków, przy­ja­ciół rodzi­ny, aby mówić dziec­ku nie tyl­ko, że ma się modlić, ale jak ma się modlić — całym ser­cem.) Pod­czas tego prze­ży­cia Maria doświad­czy­ła od Maryi cie­pła mat­czy­nych uczuć, któ­rych nie dala jej mat­ka ziem­ska.
To poczu­cie, że jest kocha­ną i zapro­szo­ną do pój­ścia za Miło­ścią ukształ­to­wa­ło całe jej życie. Wycho­dząc od tego doświad­cze­nia, Maria De Mat­tias uczy­ni­ła krok w wie­rze, któ­ry nazna­czył całe jej życie -wszyst­ko co odtąd czy­ni­ła. Do tego doświad­cze­nia powra­ca­ła w chwi­lach kry­zy­su.

W ten spo­sób roz­po­czął się mistycz­ny dia­log pomię­dzy Mary­ją Mat­ką Jezu­sa i Marią De Mat­tias, któ­ra całym swo­im jeste­stwem mówi­ła do Maryi — : „Mat­ko moja, pomóż mi” i pozdra­wia­ła Ją jed­nym „Zdro­waś Mary­jo”. Z chę­cią zaczę­ła nawie­dzać ten umi­ło­wa­ny obraz. Czę­sto zatrzy­my­wa­ła się przed nim. Czu­ła, że wzra­sta w niej wewnętrz­ne przy­wią­za­nie do tego dro­gie­go obra­zu. Coś ją do nie­go cią­gnę­ło. Gdy 1 mar­ca 1834 odcho­dzi­ła z Vale­cor­sa , aby udać się do Acu­to, zapi­sa­ła Obraz Macie­rzyń­stwa Maryi w swym ser­cu i pra­gnę­ła znów do nie­go powró­cić.

Pod­czas roz­mo­wy ze swym Ojcem, pyta­ła go, jak ma się modlić do Mat­ki Bożej, a on jej odpo­wie­dział: „Powiedz: Mat­ko Naj­święt­sza, udziel mi świa­tła.” Cho­dzi­ła więc przed Obraz i powta­rza­ła czę­sto te sło­wa. Nigdy jed­nak nie była zado­wo­lo­na, bo zda­wa­ło się jej, że nie mówi z całe­go ser­ca. I modli­ła się z wiel­kim wysił­kiem. Tym­cza­sem Bło­go­sła­wio­na Dzie­wi­ca sama zaczę­ła ją for­mo­wać -wycho­wy­wać. Wszyst­ko dzia­ło się w tajem­ni­cy ser­ca. Mary­ja poucza­ła ją, wypo­mi­na­jąc próż­ność, „odry­wa­jąc ją od lustra”. Poka­zu­jąc jej swe­go dro­gie­go Syna, Jego pra­gnie­nie, aby kocha­ły Go dusze, któ­re odku­pił swo­ją Naj­droż­szą Krwią. Bar­dzo czę­sto Maria Matyl­da trwa­ła przed obra­zem Maryi bez słów z ocza­mi peł­ny­mi łez, utkwio­ny­mi w uko­cha­ny wize­ru­nek, co chwi­lę powta­rza­ła: „Mary­jo, wspo­móż mnie”. Obraz ten, jak sama opo­wia­da­ła z pro­sto­tą, wzbu­dzał w jej ser­cu uczu­cie poboż­no­ści.

Nasza Zało­ży­ciel­ka tak jak inne dziew­czę­ta tam­tej epo­ki w realiach małych księstw wło­skich, nie umia­ła czy­tać, nie umia­ła pisać , nie cho­dzi­ła do szko­ły i zna­ła tyl­ko kil­ka liter, skła­da­ją­cych się na wyra­zy ŚWIĘTY KRZYŻ. Pew­ne­go dnia Maria wzię­ła książ­kę św. Alfon­sa Marii Ligu­ori[1], (kapła­na zako­cha­ne­go w Maryi – wska­zu­ją­ce­go dro­gę zawie­rze­nia Maryi) i wpa­dła jej „w oko” modli­twa do Naj­święt­szej Dzie­wi­cy. Zapa­trzo­na w sło­wa tej modli­twy, krzyk­nę­ła: „Ach, umiem czy­tać modli­twę”. Od tego cza­su polu­bi­ła czy­ta­nie dobrych ksią­żek. A zatem może­my powie­dzieć, że Mary­ja pierw­sza nauczy­ciel­ka Marii, nauczy­ła ją czy­ta­nia i pisa­nia.

Po tym wyda­rze­niu Maria dalej „odwie­dza­ła” swój dro­gi Obraz. Czę­sto przy­cho­dzi­ła do swo­je­go poko­ju jak do naj­więk­sze­go sank­tu­arium, i tam przed Mary­ją wyja­wia­ła swo­je lęki o pie­kle. Drżąc cała pła­ka­ła zwró­co­na do Mat­ki Naj­święt­szej mówiąc: „Mary­jo, pomóż mi, abym pała­ła miło­ścią do Jezu­sa i do Cie­bie. Powiedz mi, co mam czy­nić, aby podo­bać się Two­je­mu Syno­wi?” W tym modli­tew­nym i mistycz­nym spo­tka­niu Mary­ja wska­zu­jąc na Kal­wa­rię wzy­wa­ła ją do wstę­po­wa­nia na tę dro­gę. Maria de Mat­tias ze szcze­ro­ścią dziec­ka, mówi­ła: „Ach jestem za sła­ba, nie podo­łam”. Mary­ja zaś krze­pi­ła ją mówiąc: „Nie bój się, pomo­gę ci”.

  • PIELGRZYMOWANIE DO MARYI — Sank­tu­aria
  1. Maria ODKRYŁA sank­tu­arium w swo­im poko­ju.
  2. Wraz ze swo­im Ojcem odwie­dzi­ła też sank­tu­arium Świę­te­go Domu w Lore­to.
    Uda­jąc się na tę piel­grzym­kę, Maria zawal­czy­ła o swo­ją czy­stość. W trak­cie podró­ży nie chcia­ła zająć miej­sca w powo­zie widząc, że sie­dzą w nim sami męż­czyź­ni. Nikt nie mógł zro­zu­mieć jej opo­rów. Woź­ni­ca pona­glał do wsia­da­nia, ale Maria była nie­złom­na w swo­im posta­no­wie­niu. Wszyst­ko jed­nak wkrót­ce się wyja­śni­ło. Maria spo­strze­gł­szy, że w dru­gim powo­zie są same kobie­ty, uspo­ko­iła się i spiesz­nie zaję­ła miej­sce wśród nich i tak uda­ła się do Maryi w Loret­to.
  3. Oko­ło dzie­się­ciu kilo­me­trów od mia­sta Itria, na szczy­cie góry Fusco (zwa­nej tak­że górą Civi­ta) na wyso­ko­ści 673 m n.p.m., znaj­du­je się jed­no z naj­star­szych we Wło­szech sank­tu­ariów Madon­na del­la Civi­ta[2]. Tam wła­śnie mia­ło miej­sce kolej­ne piel­grzym­ko­we spo­tka­nie MDM z Mary­ją.

Po spo­tka­niu z kano­ni­kiem Kac­prem del Bufa­lo i za jego radą, Maria uda­ła się do tego sank­tu­arium, w towa­rzy­stwie swe­go bra­ta Miche­le. Podą­ża­ła na spo­tka­nie z dwo­ma oso­ba­mi: Pierw­szą oso­bą jest Mary­ja obec­na w zna­ku cudow­ne­go obra­zu. Tam też spo­tka­ła się z księ­dzem Gius­sep­pe Bal­da­sa­rii, któ­ry w oczach ówcze­snych ucho­dził za świę­te­go i świa­tłe­go kapła­na.
Przed obra­zem Madon­ny del­la Civi­ta, Maria odkry­ła wolę Boga i pod wpły­wem tego świę­to­bli­we­go kapła­na roze­zna­ła, że Bóg nie chce zamknię­cia się jej w klasz­to­rze klau­zu­ro­wym, lecz wzy­wa ją do czyn­ne­go apo­stol­stwa.

 

  • Życie zakon­ne

Doświad­cze­nie miło­ści popy­cha Marię de Mat­tias do dzia­łal­no­ści apo­stol­skiej, do współ­pra­cy w zbaw­czym pla­nie Boga. Na wszyst­kich dro­gach nowo zało­żo­ne­go zgro­ma­dze­nia, Marii towa­rzy­szą sło­wa Maryi z doświad­cze­nia prze­ży­te­go w mło­do­ści. Mary­ja powie­dzia­ła wów­czas ‚Ja cie­bie nie opusz­czę”

Dzie­wi­ca Mary­ja sta­ła się  „uciecz­ką” w klu­czo­wych momen­tach życia Marii de Mat­tias i nowo powsta­łej wspól­no­ty zakon­nej. Znaj­du­je to wyraz w jej listach, w któ­rych pisze:

  • Jest tyl­ko jed­na tar­cza zba­wie­nia, a jest nią imię Mary­ja (L.126)
1.       Pole­cam wszyst­kim nabo­żeń­stwo do naszej Dro­giej Mat­ki Naj­święt­szej Maryi. W oba­wach, bra­kach, zmar­twie­niach bie­gnij­my […] z ufno­ścią do naszej Wyba­wi­ciel­ki, a zoba­czy­my cuda. L. 138 kwie­cień 1843
2.       Ze swo­imi sła­bo­ścia­mi i potrze­ba­mi stań­my w obec­no­ści naszej Wyba­wi­ciel­ki Maryi. Ufaj­my, że Jej lito­ści­we ser­ce nie opu­ści nas w naszej nędzy. L.145 05.08.1843
3.       Ze spo­ko­jem złóż­my wszyst­ko w ręce Naj­święt­szej Maryi Pan­ny. L.118 bez daty
4.       Nie­kie­dy upust naszym cier­pie­niom daj­my we łzach u stóp Naj­święt­szej Maryi, odda­jąc je wszyst­kie w Jej ręce. […] do niej bie­gnij­my we wszyst­kich naszych potrze­bach, a w szcze­gól­no­ści, aby napra­wić nasze wady. L.53 lipiec 1840
5.       Wszyst­ko otrzy­mu­je­my dzię­ki łasce naszej dro­giej Mat­ki Naj­święt­szej Maryi, któ­rą zawsze pro­śmy, aby­śmy potra­fi­li być posłusz­ni. L.143 05.08.1843
6.       Wie­le łask otrzy­muj­my za pośred­nic­twem Wyba­wi­ciel­ki, Naj­święt­szej Pan­ny Maryi. Nasze nadzie­je i zaufa­nie złóż­my Maryi, a nie będzie­my zawie­dze­ni. L.108 07.01.1842
7.       Dużej pomo­cy udzie­la nam Naj­słod­sze Imię Maryi, i kie­dy je wzy­wa­my czę­sto spra­wia, że w spo­ko­ju odpo­czy­wa­my w Jezu­sie. L.133 13.01.1843
8.       Mat­ka Naj­święt­sza spra­wi, że wszyst­ko będzie dobrze. Módl­my się do niej z całe­go ser­ca. L.1064 czer­wiec 1853
9.       Upa­daj­my czę­sto u stóp Maryi i módl­my się z całe­go ser­ca. Przy­bie­gaj­my zawsze do tak dro­giej Mat­ki i wzy­waj­my czę­sto jej naj­słod­sze­go Imie­nia: Mary­jo, Mary­jo… L.761 03.02.1863
10.   Bądź­my rado­śni bo Jezus nas kocha, a Jego Mat­ka jest i naszą naj­droż­szą Mat­ką, któ­ra pra­gnie naszej świę­to­ści i nie odmó­wi nam potrzeb­nej pomo­cy. L.397 18.02.1855
11.   Zwra­caj­my się do Mat­ki Bożej wzy­wa­jąc Jej Naj­święt­sze­go Imie­nia i wzmoc­nie­ni łaską, opła­kuj­my ze spo­ko­jem swo­je grze­chy. L.129 bez daty
12.   Pro­śmy bar­dzo naszą Mat­kę Mary­ję, by łaska­wie wej­rza­ła
na nasze gorą­ce pra­gnie­nie, by Jezus był miło­wa­ny przez innych. Ufaj­my moc­no, wzbu­dza­jąc czę­sto akt ufno­ści do Boga i bądź­my szczę­śli­wi, kie­dy nawie­dza nas rózgą utra­pień.
L.470 28.02.1856
13.   Dąż do świę­to­ści. Pogłę­biaj nabo­żeń­stwo do Mat­ki Naj­święt­szej. Pra­cuj nad cno­tą mil­cze­nia. O Boże, jak bar­dzo nie podo­ba­ją się Maryi nie­po­trzeb­ne roz­mo­wy, w któ­rych nie­uchron­ne są uchy­bie­nia. L.630 19.09.1859
14.   Nie martw się zbyt­nio, rób to co możesz, resz­ty doko­na Mary­ja. Bądź rado­sna. L.869 17.06.1865
15.   Niech nasza miłość do Mat­ki Naj­święt­szej będzie gor­li­wa, a zoba­czy­my, że ta dro­ga Mat­ka nigdy nas nie opu­ści i udzie­li ducha mocy oraz gor­li­wo­ści apo­stol­skiej, aby­śmy gło­si­li chwa­łę Jej dro­gie­go Syna. L.718 05.04.1862
16.   Sta­raj­my się prze­zwy­cię­żać swo­ją natu­rę i pro­śmy Mat­kę Mary­ję o łaskę dobro­ci i uprzej­mo­ści do wszyst­kich. L.705 24.11.1861
17.   Jesteś ulu­bie­ni­cą Naj­święt­szej Mat­ki Maryi: bądź wytrwa­ła i czę­sto wzy­waj­my Ją i z ufno­ścią mów do Niej. Niech Mary­ja roz­pa­li cię cał­ko­wi­cie miło­ścią do Jezu­sa. Niech two­je myśli będą skie­ro­wa­ne ku Naj­święt­szej Męce Jej Syna i na Jego bole­ści. L.499 21.08.1856
18.   Pamię­taj­my o Mat­ce Naj­święt­szej i jak naj­czę­ściej pro­śmy Ją o radę. Ufaj­my i powie­rzaj­my wszyst­ko Maryi naszej Naj­czul­szej Mat­ce. L.1225 26.05.1865
19.   Szu­kaj­my pokrze­pie­nia w Naj­droż­szej Krwi i w Naj­święt­szej Mat­ce, któ­ra nie prze­sta­je zle­wać na nas swo­je­go Miło­sier­dzia. L.124 Sier­pień 1842
20.   Pole­cam… wiel­ką miłość ku Mat­ce Naj­święt­szej i sta­raj się zaszcze­pić we wszyst­kich ser­cach praw­dzi­we nabo­żeń­stwo do tej tak czu­łej Mat­ki. L.654 03.04.1860
21.   O, ileż łask udzie­li­ła każ­de­mu z nas Mary­ja! Od daw­na powin­ni­śmy pło­nąć w pie­kle, a Mary­ja nas wyba­wi­ła. Niech będzie zawsze bło­go­sła­wio­na ta naj­lep­sza Mat­ka. Dzię­kuj­my Jej nie­ustan­nie i sze­rzy­my Jej chwa­łę. Niech w naszych ser­cach zawsze żyją Jezus i Mary­ja. L.1340 01.11.1854
22.   Proś naszą naj­uko­chań­szą Mat­kę Mary­ję, by udzie­li­ła nam wszyst­kim czy­stej miło­ści ku Bogu, gdyż Ona jest Skarb­nicz­ką. Módl­my się dużo, bar­dzo dużo. L.867 15.06.1865
23.   Służ­my Bogu z całe­go ser­ca i uświę­caj­my się. To jest bowiem nasze powo­ła­nie. Jezus i Mary­ja niech będą zawsze w naszych ser­cach. L.138 kwie­cień 1843
24.   Pra­gnę, byś była bar­dziej odważ­na i żebyś mia­ła więk­sze nabo­żeń­stwo do Mat­ki Naj­święt­szej oraz byś wzy­wa­ła Ją czę­sto. L.472 05.03.1856
25.   Bądź spo­koj­na i oddaj się w ręce Mat­ce Naj­święt­szej. Miej wia­rę. Uczmy się od Mat­ki Maryi świę­tej poko­ry, miło­ści do Jezu­sa, i do dro­gie­go bliź­nie­go. Niech Bóg cię bło­go­sła­wi i dopro­wa­dzi do świę­to­ści. L.459 28.01.1856
26.   Spiesz­cie we wszyst­kich waszych potrze­bach z dzie­cię­cą miło­ścią do stóp tak kocha­nej Mat­ki łask i miło­sier­dzia, niech je wyle­je na was oraz na waszych bli­skich. Módl­my się dużo, by nasz dobry Jezus bło­go­sła­wił nasze dobre inten­cje. L.889 12.01.1866
27.   Mary­jo, Mat­ko Boża wspo­móż mnie. Nicze­go inne­go nie pra­gnę, jak tyl­ko Naj­święt­szej Woli Pana moje­go, Two­je­go Syna Jezu­sa. Dla two­ich Bole­ści Mat­ko, udziel mi tej łaski. Boże mój Stwo­rzy­cie­lu, udziel mi łaski speł­nie­nia two­jej Naj­święt­szej Woli, tego pra­gnę bo to jest Wola Two­ja. Zniszcz we mnie wszyst­ko, co nie pocho­dzi od Cie­bie Boże. Przyjdź moja Miło­ści. L.641 bez daty
28.   Módl­my się do Jezu­sa i Naj­święt­szej Mat­ki, naszej dro­giej mamy, aby zjed­no­czy­ła nas wszyst­kie w Nie­bie. Odwa­gi i wiel­kiej ufno­ści w Bogu. L.869 17.06.1865
29.   Módl­my się z ufno­ścią do Maryi Mat­ki Pięk­nej Miło­ści, a tak­że do chwa­leb­ne­go św. Józe­fa. Zasta­na­wiaj­my się nad tymi świę­ty­mi posta­cia­mi, któ­re w mil­cze­niu kocha­ły bar­dzo i bar­dzo się tru­dzi­ły. L.750 23.12.1862
30.   Wzy­waj­my zawsze wszyst­kie stwo­rze­nia zie­mi do miło­wa­nia Maryi, a Krew Jej Syna niech będzie uwiel­bia­na na wie­ki. L.497 19.07.1856
31.   Modli­twa, poko­ra, miłość, poboż­ność. Musi­my być goto­wi czy­nić to wszyst­ko, co naj­bar­dziej podo­ba się Ser­cu Mat­ki Naj­święt­szej. L.155 08.06.1844

Ta wiel­ka miłość do Maryi wyra­zi­ła się tak­że w tym, że więk­szość nabo­żeństw pro­wa­dzo­nych przez MDM dla ludu, było modli­twą maryj­ną (Było to ewe­ne­men­tem w tam­tych cza­sach, aby kobie­ta pro­wa­dzi­ła nabo­żeń­stwa publicz­ne).

W Acu­to, Zało­ży­ciel­ka wpro­wa­dzi­ła nabo­żeń­stwo do Sied­miu Bole­ści Mat­ki Bożej, ofia­ro­wa­ne za grze­chy, któ­ry­mi obra­ża­ny jest Jej Syn. Te nabo­żeń­stwa mia­ły okre­ślo­ny cel: razem
z Dzie­wi­cą Mary­ją i z Jej pomo­cą — zbli­żać ludzi do Chry­stu­sa tj. przy­go­to­wać ich i uczy­nić dys­po­zy­cyj­ny­mi do przy­ję­cia Sakra­men­tów świę­tych.

W listach skie­ro­wa­nych do róż­nych osób (MDM napi­sa­ła ich oko­ło 3000), znaj­du­ją się wezwa­nia do pokła­da­nia wiel­kiej ufno­ści w Maryi:

  • Czyń co możesz, resz­ty doko­na Mary­ja
  • Oddaj się w ręce dobrej Mat­ki
  • Ukryj się pod płasz­czem Maryi Naj­święt­szej
  • Ufaj Maryi, a zoba­czysz cuda
  • NASZA DUCHOWOŚĆ

Pierw­szy kościół powsta­ją­ce­go Zgro­ma­dze­nia naby­ty w 1840 r. został poświę­co­ny Dzie­wi­cy Nie­po­ka­la­nej i stal się cen­trum nabo­żeń­stwa maryj­ne­go dla sióstr i dla miesz­kań­ców Acu­to.
Ta tra­dy­cja jest bar­dzo żywa do cza­sów współ­cze­snych.

Św. Maria De Mat­tias uwa­ża­ła Mat­kę Jezu­sa za pierw­szą ado­ra­tor­kę, któ­ra ado­ro­wa­ła Krew Jezu­sa. Obra­zu Mat­ki Bożej Bole­snej towa­rzy­szył jej na spo­tka­niach modli­tew­nych dla kobiet, a jed­nym z głów­nych tema­tów roz­wa­żań na tych spo­tka­niach był temat Maryi uczest­ni­czą­cej w Męce Jej Syna. W spo­sób szcze­gól­ny zapra­sza­ła do prze­by­wa­nia u stóp Jezu­sa Ukrzy­żo­wa­ne­go i Mat­ki Bole­snej, aby móc czer­pać siły w życiu ducho­wym.

Nasza posta­wa w Koście­le i w świe­cie ma być taka sama jaką mia­ła Mary­ja sto­ją­ca pod krzy­żem Chry­stu­sa, któ­ry cier­pi w ludz­ko­ści; z Mary­ją zbie­ra­my Krew Mistycz­ne­go Cia­ła Chry­stu­sa i ofia­ru­je­my ją Ojcu dla zba­wie­nia wszyst­kich. Czy­ni­my to w spo­sób szcze­gól­ny pod­czas uczest­ni­cze­nia we Mszy św., gdy kapłan wle­wa do kie­li­cha wino i wodę my jeste­śmy powo­ła­ni, aby w spo­sób ducho­wy umie­ścić tam cier­pie­nia wspól­no­ty Kościo­ła, a tych cier­pień jest tak wie­le. Dowia­du­je­my się o nich z pra­sy i tele­wi­zji. To są cier­pie­nia naszych bli­skich i przy­ja­ciół, a tak­że nasze wła­sne. Nie brak tych wie­ści dziś w cza­sie pan­de­mii. Zresz­tą nawet fakt, że nie może­my się wszy­scy spo­tkać fizycz­nie, tu w Kapli­cy Kró­lo­wej Pol­ski jest dla nas też rodza­jem krzy­ża.

Św. Jan Paweł II papież mówiąc o obec­no­ści Męki Chry­stu­sa na Gol­go­cie pod­czas Prze­isto­cze­nia, powie­dział, że jest tam obec­na rów­nież Mary­ja. Czy­li w każ­dej Mszy św. jest obec­na Mary­ja Mat­ka Boża Bole­sna i Ją może­my pro­sić, aby­śmy umie­li całym ser­cem, całym swo­im życiem kochać Jezu­sa, któ­ry wylał cała swo­ją Krew za nas: za mnie, za cie­bie, za każ­de­go czło­wie­ka. Amen

  1. dr GABRIELA Jani­ku­la ASC

 ado­ra­tor­ka Krwi Chry­stu­sa, adiunkt Uni­wer­sy­tet im. Ada­ma Mic­kie­wi­cza w Pozna­niu, wykła­dow­ca kate­che­ty­ki w Wyż­szym  Insty­tu­cie Teo­lo­gicz­nym w Czę­sto­cho­wie.

mail: janikulag@adoratorki.pl

[1] Św. Alfons Ligu­ori był wiel­kim czci­cie­lem Mat­ki Bożej – pośred­nicz­ki wszel­kich łask. W każ­dym nie­mal trak­ta­cie wspo­mi­na imię i odda­je się pod opie­kę Tej, któ­ra jest naj­do­sko­nal­szym stwo­rze­niem Boga. Tym bar­dziej nie­zro­zu­mia­łym, a wręcz bole­snym jest fakt, że nie­któ­rzy dzi­siej­si bio­gra­fo­wie świę­te­go chcąc nie­ja­ko umniej­szyć czy nawet pomi­nąć jego cześć dla Bożej Rodzi­ciel­ki, ase­ku­ra­cyj­nie pod­kre­śla­ją jego „chry­sto­cen­tryzm”. A jakimż może być świę­ty Kościo­ła kato­lic­kie­go, jeśli nie „chry­sto­cen­trycz­nym”, uzna­ją­cym Jezu­sa Chry­stu­sa za jedy­ne­go Zba­wi­cie­la świa­ta? On tyl­ko, jak wszy­scy świę­ci, dosko­na­le rozu­miał, że Mary­ja jest naszą Mat­ką, któ­rą dał nam Ukrzy­żo­wa­ny Chry­stus i jako taka jest prze­wod­nicz­ką pew­ną do Nie­ba. Wie­dział, że Mary­ja jako wzór poboż­no­ści i odda­nia, w spo­sób dosko­na­ły pro­wa­dzi do Swe­go Syna. Pisał pięk­nie w Wysła­wia­niu Maryi: Tyle jest powo­dów, dla któ­rych powin­ni­śmy miło­wać naszą naj­li­to­ściw­szą Kró­lo­wą nie­bie­ską, że gdy­by na całym świe­cie wiel­bio­no Mary­ję, gdy­by we wszyst­kich kaza­niach mówio­no tyl­ko o Maryi, gdy­by wszy­scy ludzie wyda­li swe życie za Mary­ję, jesz­cze by to była mała wdzięcz­ność i małe nabo­żeń­stwo za Jej nie­zmier­ną miłość ku ludziom.

[2] Pierw­sza wia­do­mość o sank­tu­arium pocho­dzi z 1147 roku. Sank­tu­arium Madon­na del­la Civi­ta znaj­du­je się 3 km od mia­sta ITRIA. W 1491 roku sank­tu­arium zaczę­ło mieć obec­ne kono­ta­cje. Nowy kościół został kon­se­kro­wa­ny został dedy­ko­wa­ny Maryi pod wezwa­niem  Nie­po­ka­la­ne­go Poczę­cia, jak kil­ka lat wcze­śniej Sobór Bazy­lej­ski zachę­cał do odda­wa­nia czci Maryi. Iko­na Mat­ki Bożej  znaj­du­ją­ca się w sank­tu­arium jest nie­wąt­pli­wie orien­tal­ne­go wyko­na­nia (przy­pi­sy­wa­na nawet św. Łuka­szo­wi ze wzglę­du na obec­ność trzech liter, teraz wybla­kłych, umiesz­czo­nych u pod­sta­wy obra­zu: LMP, czy­li „Lucas Me Pinxit”), dotar­ła do Gaety przy­wie­zio­na przez Bazy­lia­nów, któ­rzy ucie­kli ze Wscho­du, uda­li się do jakie­goś klasz­to­ru w Lacjum. Obraz pozo­sta­wio­no mni­chom z klasz­to­ru San Gio­van­ni in Figli­ne, któ­rzy wysta­wi­li go w nie­wiel­kiej odle­gło­ści na górze Civi­ta, w pustel­ni nale­żą­cej do ich klasz­to­ru. Obraz został koro­no­wa­ny przez papie­ża Piu­sa VII Mówiąc o obra­zie Mat­ki Boskiej, w akcie kon­se­kra­cyj­nym z 20 czerw­ca 1491 r. pod­kre­śla się cią­głą cześć sank­tu­arium i obra­zu Madon­ny „antycz­ne czcze­nie” (kult sta­ro­żyt­ny). Według wie­rzeń, spo­śród licz­nych i nie­usta­ją­cych łask, jakich Dzie­wi­ca obda­rza­ła czci­cie­li, naj­więk­szą była ta z 21 lip­ca 1527 r., kie­dy miesz­kań­cy oko­licz­nych wio­sek zosta­li uwol­nie­ni od zara­zy.. Na pamiąt­kę tego dnia  każ­de­go roku obcho­dzo­na jest  uro­czy­stość litur­gicz­na w dniu 21 lip­ca.  Ponow­na koro­na­cja obra­zu zosta­ła doko­na­na  przez Piu­sa IX,  20 lip­ca  1877 roku. W 1849 roku król Fer­dy­nand II z Neapo­lu odwie­dził to miej­sce. W cza­sie II woj­ny świa­to­wej obraz nie został znisz­czo ny dzię­ki księ­dzu  Lidio Bor­ge­se, ówcze­sne­mu rek­to­ro­wi sank­tu­arium, któ­re­mu uda­ło się ukryć obraz pod płasz­czem. W ten spo­sób rek­tor, nie będąc odkry­tym przez Niem­ców, podró­żo­wał mię­dzy góra­mi Lepi­ni, aż do Son­ni­no i Cister­na di Lati­na, a następ­nie zwró­cił obraz do Itri. W 1988 roku, dzię­ki księ­dzu Giu­sep­pe Pol­sel­li, I rek­to­ro­wi Pasyj­ne­mu, naro­dzi­ło się Radio Civi­ta, któ­re pozwa­la tysiąc­om ludzi na udział w mszach odby­wa­ją­cych się w sank­tu­arium.  W dniu 25 czerw­ca 1989 r. Do sank­tu­arium przy­był tak­że Jan Paweł II z piel­grzy­mem do Madon­ny del­la Civi­ta, z kard. Ugo Polet­tim, arcy­bi­sku­pem die­ce­zjal­nym Fara­no, ówcze­snym mini­strem spraw zagra­nicz­nych Giu­lio Andre­ot­tim i bur­mi­strzem Itri Pasqu­ale Cic­co­ne.

Napływ piel­grzy­mów wzra­sta, zwłasz­cza w ostat­nich latach, do tego stop­nia, że w nie­któ­rych nie­dziel­nych uro­czy­sto­ściach msza świę­ta jest odpra­wia­na na pla­cu. Z tego powo­du trwa­ją obec­nie pra­ce roz­bu­do­wy sank­tu­arium.