Arty­kuł do „Żyć Ewan­ge­lią”, Czę­sto­cho­wa 2021

EUCHARYSTIA – KOMUNIA ŚWIĘTA

Ks. Andrzej Szy­mań­ski, CPPS

Jezus ukry­ty w Eucha­ry­stii jest naj­więk­szą tajem­ni­cą naszej wia­ry i jed­no­cze­śnie źró­dłem siły, aby żyć tak, żeby to podo­ba­ło się Bogu i mieć już teraz w sobie zada­tek życia wiecz­ne­go. Eucha­ry­stia jako Msza świę­ta jest nato­miast cen­trum kul­tu naszej reli­gii kato­lic­kiej. Ona jed­no­czy wszyst­kich wie­rzą­cych w Chry­stu­sa wokół ołta­rza, aby prze­pro­si­li Boga za swo­je winy, wysłu­cha­li sło­wa Boże­go, odda­li cześć Bogu Ojcu razem z bez­kr­wa­wą ofia­rą Chry­stu­sa, aby uczest­ni­czy­li w prze­isto­cze­niu wina w Krew Chry­stu­sa, a chle­ba w Jego Cia­ło. To wszyst­ko dzie­je się przez oso­bę kapła­na, któ­ry darem łaski otrzy­ma­nej od Boga w sakra­men­cie kapłań­stwa, czy­ni to w Imie­niu Same­go Chry­stu­sa, a na koniec sam Jezus ukry­ty pod posta­cią małe­go opłat­ka, chce pójść z nami przez życie, gdy Go przyj­mie­my w Komu­nii Świę­tej. On chce pójść do naszych domów, do naszych miejsc pra­cy, do szkół, czy­li tam, gdzie­kol­wiek jeste­śmy.

Kate­chizm Kościo­ła Kato­lic­kie­go w roz­dzia­le o Eucha­ry­stii poda­je m.in.

1382 Msza świę­ta jest rów­no­cze­śnie i nie­roz­dziel­nie pamiąt­ką ofiar­ną, w któ­rej prze­dłu­ża się ofia­ra Krzy­ża, i świę­tą ucztą Komu­nii w Cie­le i Krwi Pana. Spra­wo­wa­nie Ofia­ry eucha­ry­stycz­nej jest nasta­wio­ne na wewnętrz­ne zjed­no­cze­nie wier­nych z Chry­stu­sem przez Komu­nię. Przy­stę­po­wać do Komu­nii świę­tej ozna­cza przyj­mo­wać same­go Chry­stu­sa, któ­ry ofia­ro­wał się za nas.

1384 Pan kie­ru­je do nas usil­ne zapro­sze­nie, aby­śmy przyj­mo­wa­li Go w sakra­men­cie Eucha­ry­stii: „Zapraw­dę, zapraw­dę, powia­dam wam: Jeże­li nie będzie­cie spo­ży­wa­li Cia­ła Syna Czło­wie­cze­go i nie będzie­cie pili Krwi Jego, nie będzie­cie mie­li życia w sobie” (J 6, 53).

Przyj­mo­wa­nie Komu­nii Świę­tej ma swo­je kon­se­kwen­cje w życiu codzien­nym i ducho­wym.

Kate­chizm poda­je że:

– Komu­nia świę­ta pogłę­bia nasze zjed­no­cze­nie z Chry­stu­sem. KKK 1391

– Komu­nia świę­ta w prze­dziw­ny spo­sób doko­nu­je w naszym życiu ducho­wym tego, cze­go pokarm mate­rial­ny w życiu cie­le­snym. Przyj­mo­wa­nie w Komu­nii Cia­ła Chry­stu­sa Zmar­twych­wsta­łe­go, „oży­wio­ne­go i oży­wia­ją­ce­go Duchem Świę­tym”, pod­trzy­mu­je, pogłę­bia i odna­wia życie łaski otrzy­ma­ne na chrzcie. Wzrost życia chrze­ści­jań­skie­go potrze­bu­je pokar­mu Komu­nii eucha­ry­stycz­nej, Chle­ba naszej piel­grzym­ki, aż do chwi­li śmier­ci, gdy zosta­nie nam udzie­lo­ny jako Wia­tyk. KKK 1392

– Komu­nia chro­ni nas przed grze­chem. KKK 1393

– Jak pokarm cie­le­sny słu­ży do przy­wra­ca­nia utra­co­nych sił, tak Eucha­ry­stia umac­nia miłość, któ­ra słab­nie w życiu codzien­nym, a oży­wio­na miłość gła­dzi grze­chy powsze­dnie. KKK 1394

– Eucha­ry­stia przez miłość, któ­rą w nas roz­pa­la, zacho­wu­je nas od przy­szłych grze­chów śmier­tel­nych. Im bar­dziej uczest­ni­czy­my w życiu Chry­stu­sa i pogłę­bia­my przy­jaźń z Nim, tym trud­niej jest nam zerwać więź z Nim przez grzech śmier­tel­ny. KKK 1395

– Komu­nia odna­wia, umac­nia i pogłę­bia wsz­cze­pie­nie w Kościół, doko­na­ne już w sakra­men­cie chrztu. KKK 1396

– Eucha­ry­stia zobo­wią­zu­je do pomo­cy ubo­gim. By przyj­mo­wać w praw­dzie Cia­ło i Krew Chry­stu­sa za nas wyda­ne, musi­my dostrze­gać Chry­stu­sa w naj­uboż­szych, Jego bra­ciach: Skosz­to­wa­łeś Krwi Pana, a nie zauwa­żasz nawet swe­go bra­ta. KKK 1397

Czy moż­na wyobra­zić sobie czło­wie­ka, któ­ry jadł­by tyl­ko raz w roku i miał siłę nor­mal­nie żyć i pra­co­wać? Myślę, że trud­no, by było choć zda­rza­ją się przy­pad­ki, że ktoś żyje przez wie­le lat tyl­ko Eucha­ry­stią. Ale w nor­mal­nym,  codzien­nym życiu jest to prze­cież nie­moż­li­we. Podob­nie jest i z naszym duchem jeśli nie kar­mi­my go Cia­łem i Krwią Chry­stu­sa. Jeśli przyj­mu­je­my Eucha­ry­stię, to na życie wiecz­ne może­my spo­koj­nie ocze­ki­wać mając siłę wal­czyć ze złem, któ­re nas ota­cza, a któ­re jest dzie­łem same­go sza­ta­na. Czyż zatem nie war­to sko­rzy­stać z ogrom­ne­go Daru jaki daje nam Chry­stus przez Kościół, daru, któ­rym jest Eucha­ry­stia?

Gdy­by­śmy wgłę­bi­li się w to, czym napraw­dę jest Eucha­ry­stia, to myślę, że niko­mu nie było­by cięż­ko przyjść na nie­dziel­ną Mszę świę­tą, a nawet w mia­rę moż­li­wo­ści sta­ra­li­by­śmy się uczest­ni­czyć w niej nie tyl­ko w nie­dzie­lę. Gdy­by­śmy byli w sta­nie pojąć ten oczy­wi­sty fakt, że pod­czas Komu­nii Świę­tej, sam Jezus przy­cho­dzi do nas, do naszych serc, aby razem z nami dzie­lić tru­dy nasze­go życia, aby też z nami iść tam, gdzie są inni ludzie, aby poprzez nasze dło­nie przy­tu­lić samot­nych, cier­pią­cych, aby darzyć uśmie­chem smut­nych, aby nieść pomoc sła­bym, aby udzie­lać rady wąt­pią­cym, aby nieść sło­wa nadziei zroz­pa­czo­nym, aby po pro­stu posłu­żyć się naszym cia­łem, aby inni mogli odczuć Jego obec­ność. Sami jeste­śmy sła­bi i tak napraw­dę nie wie­my, co kry­je się w ser­cu dru­gie­go czło­wie­ka, ale z Jezu­sem może­my wszyst­ko, jeśli tyl­ko chce­my pozwo­lić Mu dzia­łać w nas i przez nas.

Bóg mimo, że może sam zro­bić wszyst­ko, to od same­go począt­ku posłu­gu­je się ludź­mi, aby nie tyl­ko wszyst­ko doko­ny­wa­ło się darem Jego łaski, ale pozwa­la też ludziom uczest­ni­czyć w Jego dzie­le zba­wie­nia, aby dzie­lić się z nami wszyst­kim, nawet rado­ścią uczest­nic­twa w zba­wie­niu dru­gich.

Jezus zgod­nie z tym, co sam obie­cał, daje nam pokarm ponad­cza­so­wy – Eucha­ry­stię. On chce nas umocnić i pomóc żyć już teraz – tu gdzie jeste­śmy. Wła­śnie Eucha­ry­stia jest tym umoc­nie­niem. Jest ona pokar­mem dają­cym siły ducho­we zgod­nie z tym, co powie­dział Jezus: Przyjdź­cie do Mnie wszy­scy, któ­rzy utru­dze­ni i obcią­że­ni jeste­ście, a Ja was pokrze­pię (Mt 11, 28). Prze­cież czło­wiek ma cia­ło i ducha. Jeśli duch jest sła­by, to trud­no podo­łać codzien­nym obo­wiąz­kom. Moż­na nawet mieć zdro­wie, dobre warun­ki mate­rial­ne, a jed­nak smu­tek na twa­rzy. Bywa tak, bo w każ­dym czło­wie­ku jest tęsk­no­ta za Bogiem uświa­do­mio­na lub nie. Jeśli ktoś poznał Boga, to jest szczę­śli­wy pomi­mo wszyst­ko, a jeśli nie, to w jego ser­cu jest jakaś wciąż nie zapeł­nio­na pust­ka.

  1. Zbi­gniew Musie­lak, kami­lia­nin, któ­ry peł­ni obo­wiąz­ki kape­la­na w sank­tu­arium Mat­ki Bożej z Lour­des mówi, że naj­wię­cej uzdro­wień cie­le­snych, prze­żyć i prze­mian ducho­wych nastę­pu­je pod­czas pro­ce­sji eucha­ry­stycz­nych, lub pod­czas zjed­no­cze­nia z Panem Bogiem w Komu­nii świę­tej, a tak­że w cza­sie kąpie­li w wodzie ze źró­dła, zgod­nie z tym co Mary­ja pole­ci­ła uczy­nić Ber­na­de­cie: Idź do źró­dła, napij się z nie­go i obmyj się.

Znam pew­ne­go chłop­ca, któ­ry kie­dy miał ok. 10 lat zaczął nosić oku­la­ry bo miał bar­dzo sła­by wzrok. Chłop­cu było trud­no przy­zwy­cza­ić się do nich, tym bar­dziej, że miał żywe i rado­sne uspo­so­bie­nie, więc lubił bie­gać, grać w pił­kę, a zimą rzu­cać się śnież­ka­mi. Oprócz tego nie­któ­rzy kole­dzy i kole­żan­ki zaczę­ły wyśmie­wać się z nie­go: oku­lar­nik. Krót­ko przed Wiel­ka­no­cą, jego mamie przy­po­mnia­ło się przy­kre wyda­rze­nie z cza­sów jej dzie­ciń­stwa, kie­dy to w kla­sie szó­stej jed­ne­mu z jej kole­gów wybi­to oko kul­ką śnie­go­wą, któ­ra tra­fi­ła w szkło oku­la­rów. To wspo­mnie­nie sko­ja­rzy­ło się jej z oku­la­ra­mi syna, więc bar­dzo chcia­ła, aby on nie musiał nosić oku­la­rów. W świę­to Wiel­kiej Nocy pod­czas Mszy świę­tej, po przy­ję­ciu Komu­nii świę­tej, mama i syn cichut­ko pro­si­li Pana Jezu­sa, któ­ry przy­szedł do ich serc, aby chło­piec nie musiał nosić oku­la­rów.

Aż trud­no było sobie wyobra­zić radość mat­ki, kie­dy wie­czo­rem z rado­ścią synek przy­biegł z ksią­żecz­ką woła­jąc rado­śnie: Mamu­siu, ja widzę. Jezus mnie ule­czył. Teraz ów chło­piec jest doro­sły, ale od tam­te­go cza­su zawsze, gdy miał jakieś kło­po­ty w szko­le, czy był cho­ry, to pro­sił mamę o modli­twę w jego spra­wie, a sam rów­nież gorą­co się modlił i zwy­kle Jezus mu poma­gał i poma­ga. Zobacz­cie więc, że Jezus napraw­dę jest obec­ny wśród nas, a szcze­gól­nie w Eucha­ry­stii. On nas sły­szy, kie­dy do Nie­go mówi­my i chęt­nie poma­ga, bo nas kocha.

Nie­ży­ją­cy już O. Sla­vko Bar­ba­rić, w książ­ce pt. Prze­ży­waj­cie Mszę świę­tą ser­cem, pisze:

My, jako chrze­ści­ja­nie mamy nie­ustan­nie wzra­stać, aby sta­wać się cią­głym darem dla Boga i ludzi. Mamy zatem sta­wać się jak­by nowym chle­bem, ma się też w nas rodzić nowe sło­wo, któ­re powin­no wycho­dzić z nowe­go, odno­wio­ne­go ser­ca. Tu wła­śnie zaczy­na się to wcie­le­nie poko­ju Chry­stu­so­we­go w życie, do któ­re­go jeste­śmy wezwa­ni przez Eucha­ry­stię. Duch Eucha­ry­stycz­ny ozna­cza goto­wość do roz­da­wa­nia sie­bie innym. Sprze­ci­wia się temu cał­ko­wi­cie duch miło­ści wła­snej i pychy, któ­rą czło­wiek przej­mu­je od innych i w ten spo­sób rani ich i zabi­ja. A to jest wła­śnie prze­ci­wień­stwo poko­ju. Wte­dy zaczy­na się woj­na, znisz­cze­nie, prze­moc, zabój­stwo. Chry­stus nato­miast pra­gnie, aby­śmy się sta­li nie tyl­ko darem jeden dla dru­gie­go i wszy­scy dla wszyst­kich, lecz aby­śmy rów­nież byli goto­wi dać jako dar wszyst­ko, co posia­da­my i czym dys­po­nu­je­my, ponie­waż to, co ofia­ru­je­my innym z miło­ścią eucha­ry­stycz­ną, zosta­je prze­two­rzo­ne w coś nowe­go i pięk­niej­sze­go. Rodzą się wów­czas nowe, zdro­we rela­cje.

Jed­ną z waż­nych czę­ści Mszy św. sta­no­wi ule­cze­nie, uzdro­wie­nie ducho­we, psy­chicz­ne i cie­le­sne. Grzech w swej isto­cie jest zawsze tym, co nisz­czy w czło­wie­ku war­to­ści już ist­nie­ją­ce lub prze­szka­dza temu, co powin­no w nim wzra­stać i roz­wi­jać się. Wszyst­ko więc, co nisz­czy przy­jaźń, radość, miłość, zaufa­nie, nadzie­ję, wia­rę lub blo­ku­je ich wzrost, jest grzesz­ne. A tam, gdzie jest grzech, tam czło­wiek jest zra­nio­ny, cho­ry i nie­zdol­ny do takie­go życia, do jakie­go został stwo­rzo­ny. Nie umniej­sza­jąc roli ludz­kiej zło­ści i odpo­wie­dzial­no­ści za grzech, trze­ba tak­że pod­kre­ślić i ludz­ką nie­moc w wal­ce prze­ciw­ko wła­sne­mu, oso­bi­ste­mu grze­cho­wi i sła­bość w odpie­ra­niu wspól­ne­go zła, znisz­cze­nia, wszel­kich spu­sto­szeń i zra­nień, któ­re ono czy­ni.

Chrze­ści­ja­nin bio­rą­cy udział w uro­czy­sto­ści eucha­ry­stycz­nej współ­uczest­ni­czy w wiel­kim dzie­le uzdro­wie­nia; bar­dzo czę­sto rów­nież i fizycz­ne­go uzdro­wie­nia, będą­ce­go potwier­dze­niem, iż naj­pierw doko­na­ło się uzdro­wie­nie wewnętrz­ne. Nie powin­ni­śmy zatem wycho­dzić z kościo­ła, dopó­ki nie dozna­my wewnętrz­ne­go uzdro­wie­nia, dopó­ki nie wyzwo­li­my się z grze­chu i nie poczu­je­my się wol­ni, a tym samym uzdol­nie­ni do nowe­go prze­ista­cza­nia świa­ta.