TEMAT I

Mie­siąc: WRZESIEŃ 2016

ZNACZENIE 8 BŁOGOSŁAWIEŃSTW (Mt 5,1–12)

W roz­po­czy­na­ją­cym się roku for­ma­cyj­nym, roz­wa­żać będzie­my KAZANIE NA GÓRZE – OSIEM BŁOGOSŁAWIEŃSTW z Ewan­ge­lii św. Mate­usza roz­dział 5, wer­se­ty: 1–12.

Zatem na samym począt­ku war­to przy­po­mnieć to Kaza­nie:

Jezus, widząc tłu­my, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przy­stą­pi­li do Nie­go Jego ucznio­wie. Wte­dy otwo­rzył swo­je usta i nauczał ich tymi sło­wa­mi:

Bło­go­sła­wie­ni ubo­dzy w duchu, albo­wiem do nich nale­ży kró­le­stwo nie­bie­skie.

Bło­go­sła­wie­ni, któ­rzy się smu­cą, albo­wiem oni będą pocie­sze­ni.

Bło­go­sła­wie­ni cisi, albo­wiem oni na wła­sność posią­dą zie­mię.

Bło­go­sła­wie­ni, któ­rzy łak­ną i pra­gną spra­wie­dli­wo­ści, albo­wiem oni będą nasy­ce­ni.

Bło­go­sła­wie­ni miło­sier­ni, albo­wiem oni miło­sier­dzia dostą­pią.

Bło­go­sła­wie­ni czy­ste­go ser­ca, albo­wiem oni Boga oglą­dać będą.

Bło­go­sła­wie­ni, któ­rzy wpro­wa­dza­ją pokój, albo­wiem oni będą nazwa­ni syna­mi Boży­mi.

Bło­go­sła­wie­ni, któ­rzy cier­pią prze­śla­do­wa­nie dla spra­wie­dli­wo­ści, albo­wiem do nich nale­ży kró­le­stwo nie­bie­skie.

Bło­go­sła­wie­ni jeste­ście, gdy /ludzie/ wam urą­ga­ją i prze­śla­du­ją was, i gdy z mego powo­du mówią kłam­li­wie wszyst­ko złe na was. Ciesz­cie się i raduj­cie, albo­wiem wasza nagro­da wiel­ka jest w nie­bie. Tak bowiem prze­śla­do­wa­li pro­ro­ków, któ­rzy byli przed wami.

War­to zauwa­żyć, że naj­częst­szym, a zara­zem klu­czo­wym sło­wem w tym kaza­niu jest sło­wo: Bło­go­sła­wie­ni. Zatem nie­co wyja­śnień.

BŁOGOSŁAWIENI = MAKARIOI

Naj­waż­niej­szą zasa­dą maka­ry­zmów Sta­re­go Testa­men­tu jest uzna­nie Boga za źró­dło i pod­sta­wę praw­dzi­wej szczę­śli­wo­ści. Gdy tyl­ko w jakimś okre­sie histo­rii naród wybra­ny zapo­mni o prze­strze­ga­niu warun­ków przy­mie­rza z Bogiem, od razu pro­ro­cy gło­szą mu: „bia­da”, co sta­no­wi anty­te­zę bło­go­sła­wień­stwa = szczę­śli­wo­ści.

Maka­rios w Nowym Testa­men­cie, zarów­no w for­mie przy­miot­ni­ko­wej, jak i cza­sow­ni­ko­wej czy rze­czow­ni­ko­wej, peł­ni funk­cję wyjąt­ko­wą: pra­wie zawsze słu­ży do ozna­cze­nia jedy­nej w swo­im rodza­ju przy­jaź­ni i Bożej miło­ści, któ­ra powo­łu­je czło­wie­ka do wiecz­nej szczę­śli­wo­ści w spo­łecz­no­ści zba­wio­nych. Maka­ry­zmy NT moż­na by nazwać dosko­na­ły­mi dro­go­wska­za­mi do „domu Ojca”, a to dla­te­go, że wszyst­kie ukie­run­ko­wa­ne są do tej samej rze­czy­wi­sto­ści. To, co je mię­dzy sobą róż­ni, to inny odci­nek dro­gi, jaki każ­de z nich wska­zu­je. Jeśli prze­to uczeń Chry­stu­sa chce osią­gnąć Kró­le­stwo nie­bie­skie, to musi poko­nać wszyst­kie te odcin­ki tra­sy do nie­go wyzna­czo­nej. Chry­stus peł­ni na tej dro­dze rolę wska­zu­ją­ce­go i wyty­cza­ją­ce­go dro­gę swo­ją nauką, oraz rolę tro­skli­we­go opie­ku­na, któ­ry ota­cza ucznia, obda­rza­jąc go wszel­ki­mi środ­ka­mi, jakich ten potrze­bu­je, i usu­wa­jąc trud­no­ści, któ­re mogły­by utrud­niać dotar­cie do mety szczę­śli­wo­ści”.  (Bło­go­sła­wie­ni ubo­dzy w duchu – ks. Jan Łach, Com­mu­nio, 5/35. 1986 r.).

Bło­go­sła­wień­stwa są w swej struk­tu­rze zaiste para­dok­sal­ne: od tych, któ­rzy teraz cier­pią, doma­ga­ją się rado­ści wła­śnie teraz, albo­wiem teraz są oni dzie­dzi­ca­mi Kró­le­stwa, któ­re dopie­ro nadej­dzie. Albo raczej Kró­le­stwa już zapo­cząt­ko­wa­ne­go i w isto­cie swej, a nawet w peł­ni, już obec­ne­go w samej oso­bie swe­go Kró­la – Chry­stu­sa i w Jego towa­rzy­stwie. Albo­wiem wraz z Chry­stu­sem Kró­le­stwo sta­je się obec­ne i „przy­cho­dzi”. Bez Chry­stu­sa nato­miast ubo­gi pozo­sta­je nie­ule­czal­nie nie­szczę­śli­wym i zdra­dzo­nym”. (Na „począt­ku” było bło­go­sła­wień­stwo ubó­stwa – Anto­nio Sica­ri, Com­mu­nio, 5/35. 1986 r.).

Pod­czas obcho­dów patro­nal­nych zwią­za­nych z wizy­tą papie­ża Jana Paw­ła II w woje­wódz­twie kujaw­sko – pomor­skim, 7 czerw­ca 2007 r. ks. bp Andrzej Suski w toruń­skiej kate­drze Świę­tych Janów w spra­wo­wa­nej przez sie­bie Mszy św. w wygło­szo­nym kaza­niu prze­pro­wa­dza­jąc wier­nych przez zna­cze­nie kolej­nych wska­zań ośmiu bło­go­sła­wieństw, o któ­rych Jezus mówił w kaza­niu na górze, zauwa­żył, że jest to „kon­sty­tu­cja Kró­le­stwa Boże­go”. Jezus zale­ca­jąc m.in. ubo­gość w duchu, cichość, czy­stość ser­ca, czy miło­sier­dzie poka­zu­je, jak być Jego uczniem. – Za taki­mi war­to­ścia­mi opo­wia­da­ją się ucznio­wie Jezu­sa i z takim pro­gra­mem przy­był do nas św. Jan Paweł II – pod­kre­ślał. – Jeste­śmy wdzięcz­ni św. Jano­wi Paw­ło­wi II za to ducho­we dzie­dzic­two, naucza­nie, świa­dec­two życia i umi­ło­wa­nie nasze­go naro­du – mówił bp Suski (za KAI).

Zaś papież Bene­dykt XVI w Roz­wa­ża­niu przed modli­twą Anioł Pań­ski, 30 stycz­nia 2011 r., pod­jął temat: Bło­go­sła­wień­stwa są nowym pro­gra­mem życia.

Oto skrót tego roz­wa­ża­nia: „Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

W Ewan­ge­lii dzi­siej­szej, czwar­tej nie­dzie­li okre­su zwy­kłe­go czy­ta­my pierw­sze wiel­kie prze­mó­wie­nie, któ­re Pan kie­ru­je do ludzi, zgro­ma­dzo­nych na łagod­nych wzgó­rzach wokół Jezio­ra Gali­lej­skie­go. «Jezus, widząc tłu­my — pisze św. Mate­usz — wyszedł na górę. A gdy usiadł, przy­stą­pi­li do Nie­go Jego ucznio­wie. Wte­dy otwo­rzył usta i nauczał ich» (5,1–2). Jezus, jako nowy Moj­żesz, «zaj­mu­je miej­sce na ‘kate­drze’, jaką jest Góra» (Jezus z Naza­re­tu, Kra­ków 2007, s. 66), i nazy­wa «bło­go­sła­wio­ny­mi» ludzi ubo­gich duchem, zasmu­co­nych, miło­sier­nych, odczu­wa­ją­cych głód spra­wie­dli­wo­ści, czy­stych ser­cem, prze­śla­do­wa­nych (por. Mt 5,3–10). Nie jest to jakaś nowa ide­olo­gia, ale naucza­nie, któ­re pocho­dzi z wyso­ka i doty­czy kon­dy­cji ludz­kiej, wła­śnie tej, któ­rą Pan, wcie­la­jąc się, zechciał przy­jąć, aby zba­wić czło­wie­ka. Dla­te­go «Jezus kie­ru­je swe Kaza­nie na Górze do całe­go świa­ta, ku teraź­niej­szo­ści i przy­szło­ści (…) i moż­na je zro­zu­mieć i prze­ży­wać tyl­ko przez naśla­do­wa­nie Jezu­sa i towa­rzy­sze­nie Mu w dro­dze» (Jezus z Naza­re­tu, s. 69). Bło­go­sła­wień­stwa są nowym pro­gra­mem życia, poma­ga­ją­cym uwol­nić się od fał­szy­wych war­to­ści świa­ta i otwo­rzyć się na praw­dzi­we dobra, teraź­niej­sze i przy­szłe. Gdy bowiem Bóg pocie­sza, zaspo­ka­ja głód spra­wie­dli­wo­ści, ocie­ra łzy smut­ku, ozna­cza to, że poza odczu­wal­nym wyna­gra­dza­niem każ­de­mu otwie­ra kró­le­stwo nie­ba. «Bło­go­sła­wień­stwa są reali­za­cją Krzy­ża i Zmar­twych­wsta­nia w egzy­sten­cji uczniów» (tam­że, s.72). Odzwier­cie­dla­ją one życie Syna Boże­go, któ­ry daje się prze­śla­do­wać i wzgar­dzić aż po ska­za­nie na śmierć, aby ludzie mogli być zba­wie­ni.

Sta­ro­żyt­ny pustel­nik pisze: «Bło­go­sła­wień­stwa są darem Boga i win­ni­śmy oka­zy­wać Mu za nie wiel­ką wdzięcz­ność, i za korzy­ści, jakie z nich wypły­wa­ją, to zna­czy kró­le­stwo nie­bie­skie w przy­szłym wie­ku, pocie­chę tutaj, peł­nię wszel­kich dóbr i miło­sier­dzie od Boga (…) jed­nym sło­wem, aby­śmy się sta­li obra­zem Chry­stu­sa na zie­mi» (Piotr z Damasz­ku w Filo­ka­lia, t. 3, Tori­no 1985, s.79). Komen­ta­rzem do Ewan­ge­lii Bło­go­sła­wieństw jest sama histo­ria Kościo­ła, dzie­je świę­to­ści chrze­ści­jań­skiej, gdyż — jak pisze św. Paweł — «Bóg wybrał (…), co nie­moc­ne, aby moc­nych poni­żyć; i to, co nie­szla­chet­nie uro­dzo­ne według świa­ta oraz wzgar­dzo­ne, i to, co [w ogó­le] nie jest, wyróż­nił Bóg, by to, co jest, uni­ce­stwić» (1 Kor 1,27–28). Dla­te­go Kościół nie boi się ubó­stwa, wzgar­dy, prze­śla­do­wań w spo­łe­czeń­stwie czę­sto pocią­ga­nym przez dobro­byt mate­rial­ny i wła­dzę docze­sną. Św. Augu­styn przy­po­mi­na nam, że «nie wystar­cza cier­pieć zła, ale trze­ba zno­sić je ze wzglę­du na imię Jezu­sa, nie tyl­ko ze spo­koj­ną duszą, ale tak­że z rado­ścią» (De ser­mo­ne Domi­ni in mon­te, I 5,13: CCL 35,13).

Dro­dzy bra­cia i sio­stry, wzy­waj­my Mary­ję Pan­nę, Bło­go­sła­wio­ną z samej swej isto­ty, pro­sząc Ją o siłę w szu­ka­niu Pana (por. So 2, 3) i w nie­ustan­nym postę­po­wa­niu za Nim z rado­ścią dro­gą Bło­go­sła­wieństw”.

Chrze­ści­jań­stwo jako orę­dzie szczę­śli­wo­ści spra­wia jed­nak i to, że Bło­go­sła­wień­stwa uka­zu­ją rów­nież fakt, iż praw­dzi­we szczę­ście musi być zawsze budo­wa­ne według Bożych kry­te­riów, a nie zgod­nie z ludz­ki­mi obli­cze­nia­mi, a więc, mówiąc inny­mi sło­wy, w posta­wie słu­że­nia innym – zgod­nie z wyja­śnie­niem poda­nym przez same­go Jezu­sa: „Dałem wam bowiem przy­kład, aby­ście i wy tak czy­ni­li, jak Ja wam uczy­ni­łem” (J 13,15). W obli­czu uprze­my­sło­wio­ne­go świa­ta współ­cze­sne­go, zor­ga­ni­zo­wa­ne­go zgod­nie z kry­te­ria­mi pro­duk­cji i kon­sump­cji, koniecz­ne jest dzi­siaj, bar­dziej niż kie­dy­kol­wiek, odwo­ły­wa­nie się do wyzwa­nia Bło­go­sła­wieństw po to, aby nie zagu­bi­ły się gdzieś w tym świe­cie dyna­mi­zmy szczę­ścia zawar­te w tych wyzwa­niach”. (Bło­go­sła­wie­ni, któ­rzy łak­ną i pra­gną spra­wie­dli­wo­ści – Joao Louren­co OFM, Com­mu­nio, 5/59. 1990 r.).

Dobrą rze­czą jest zawsze czy­ta­nie i roz­wa­ża­nie Bło­go­sła­wieństw! Jezus pro­kla­mo­wał je w swo­im pierw­szym wiel­kim kaza­niu, na brze­gu Jezio­ra Gali­lej­skie­go. Był tam wiel­ki tłum, a On wyszedł na wzgó­rze, aby nauczać swo­ich uczniów, dla­te­go jest ono nazy­wa­ne «Kaza­niem na Górze». W Biblii góra jest postrze­ga­na jako miej­sce, gdzie obja­wia się Bóg, a Jezus gło­szą­cy kaza­nie na wzgó­rzu jawi się jako Boży Nauczy­ciel, jako nowy Moj­żesz. A co gło­si? Jezus wska­zu­je dro­gę życia, tę dro­gę, któ­rą On sam idzie, a wręcz któ­rą On sam jest i przed­sta­wia ją jako dro­gę do praw­dzi­we­go szczę­ścia. W całym swym życiu, od naro­dzin w gro­cie w Betle­jem, aż po śmierć na krzy­żu i zmar­twych­wsta­nie, Jezus był ucie­le­śnie­niem Bło­go­sła­wieństw. W Nim wypeł­ni­ły się wszyst­kie obiet­ni­ce kró­le­stwa Boże­go.

Gło­sząc Bło­go­sła­wień­stwa, Jezus zachę­ca nas, byśmy Go naśla­do­wa­li, byśmy wraz z Nim szli dro­gą miło­ści, jedy­ną, któ­ra pro­wa­dzi do życia wiecz­ne­go. Nie jest to dro­ga łatwa, ale Pan nam zapew­nia swo­ją łaskę i nigdy nie pozo­sta­wia nas samych. W naszym życiu obec­ne są ubó­stwo, ucisk, upo­ko­rze­nia, wal­ka o spra­wie­dli­wość, tru­dy codzien­ne­go nawró­ce­nia, wal­ka, by żyć powo­ła­niem do świę­to­ści, prze­śla­do­wa­nia i wie­le innych wyzwań. Ale jeśli otwo­rzy­my drzwi Jezu­so­wi, jeśli pozwo­li­my, aby był On obec­ny w naszej histo­rii, jeśli będzie­my z Nim dzie­lić rado­ści i smut­ki, to doświad­czy­my poko­ju i rado­ści, któ­re może dać tyl­ko Bóg, nie­skoń­czo­na miłość.

Bło­go­sła­wień­stwa Jezu­sa nio­są rewo­lu­cyj­ną nowość, wzór szczę­ścia będą­ce­go prze­ci­wień­stwem tego, co jest zwy­kle prze­ka­zy­wa­ne przez media, przez domi­nu­ją­cy spo­sób myśle­nia. Dla men­tal­no­ści świa­ta zgor­sze­niem jest to, że Bóg przy­szedł, aby być jed­nym z nas, że umarł na krzy­żu! W logi­ce tego świa­ta ci, któ­rych Jezus nazy­wa bło­go­sła­wio­ny­mi, są uwa­ża­ni za «prze­gra­nych», za sła­bych. Glo­ry­fi­ku­je się nato­miast suk­ces za wszel­ką cenę, dobro­byt, aro­gan­cję wła­dzy, auto­afir­ma­cję kosz­tem innych”. (Orę­dzie papie­ża Fran­cisz­ka na XXX Świa­to­we Dni Mło­dzie­ży – 21 stycz­nia 2014).

Sło­wo bło­go­sła­wie­ni, czy­li szczę­śli­wi, poja­wia się dzie­więć razy w tym pierw­szym wiel­kim kaza­niu Jezu­sa (Mt 5,1–12). Brzmi ono jak refren, przy­po­mi­na­ją­cy nam o wezwa­niu Pana, aby wraz z Nim poko­ny­wać dro­gę, któ­ra pomi­mo wszyst­kich wyzwań jest dro­gą do praw­dzi­we­go szczę­ścia.

Tak, dro­dzy mło­dzi, dąże­nie do szczę­ścia jest wspól­ne wszyst­kim ludziom wszyst­kich cza­sów i w każ­dym wie­ku. Bóg zaszcze­pił w ser­cu każ­de­go męż­czy­zny i każ­dej kobie­ty nie­po­ha­mo­wa­ne pra­gnie­nie szczę­ścia, speł­nie­nia. Czy nie czu­je­cie, że wasze ser­ca są nie­spo­koj­ne i zawsze szu­ka­ją dobra, któ­re mogło­by zaspo­ko­ić ich pra­gnie­nie nie­skoń­czo­no­ści?

W Psal­mach znaj­du­je­my woła­nie, któ­re ludz­kość kie­ru­je z głę­bi duszy do Boga: «Któż nam uka­że to szczę­ście? Wznieś ponad nami, o Panie, świa­tłość Two­je­go obli­cza!» (Ps 4,7). Ojciec w swo­jej nie­skoń­czo­nej dobro­ci odpo­wia­da na to bła­ga­nie, posy­ła­jąc swe­go Syna. W Jezu­sie Bóg przy­bie­ra ludz­kie obli­cze. Poprzez swo­je wcie­le­nie, życie, śmierć i zmar­twych­wsta­nie zba­wia On nas od grze­chu i otwie­ra nowe per­spek­ty­wy, dotych­czas nie do pomy­śle­nia.

W Chry­stu­sie zatem, dro­dzy mło­dzi, znaj­du­je się cał­ko­wi­te speł­nie­nie waszych marzeń o dobru i szczę­ściu. Tyl­ko On może speł­nić wasze ocze­ki­wa­nia, tak czę­sto zawo­dzo­ne przez fał­szy­we obiet­ni­ce świa­ta. Jak powie­dział św. Jan Paweł II: «To On jest pięk­nem, któ­re tak was pocią­ga. To On wzbu­dza w was pra­gnie­nie rady­kal­nych wybo­rów, któ­re nie pozwa­la wam iść na kom­pro­mi­sy. To On każe wam zrzu­cać maski, któ­re zakła­mu­ją wasze życie. To On odczy­tu­je w waszych ser­cach decy­zje naj­bar­dziej auten­tycz­ne, któ­re inni chcie­li­by stłu­mić. To Jezus wzbu­dza w was pra­gnie­nie, byście uczy­ni­li ze swe­go życia coś wiel­kie­go» (czu­wa­nie modli­tew­ne w Tor Ver­ga­ta, 19 sierp­nia 2000 r.: «L’Osservatore Roma­no», wyd. pol­skie, n.10/2000, s. 21). (Orę­dzie papie­ża Fran­cisz­ka na XXX Świa­to­we Dni Mło­dzie­ży – 31 stycz­nia 2015).

Oddaj­my raz jesz­cze głos papie­żo­wi Fran­cisz­ko­wi i wysłu­chaj­my jego kaza­nia, któ­re wygło­sił pod­czas Mszy św. na rzym­skim cmen­ta­rzu Cam­po Vera­no:

W Ewan­ge­lii usły­sze­li­śmy Jezu­sa naucza­ją­ce­go swo­ich uczniów oraz rze­sze zgro­ma­dzo­ne na wzgó­rzu nad jezio­rem Gali­lej­skim (por. Mt 5,1–12). Sło­wo Pana, zmar­twych­wsta­łe­go i żyją­ce­go rów­nież nam dzi­siaj wska­zu­je dro­gę do osią­gnię­cia praw­dzi­we­go szczę­ścia, dro­gę, któ­ra pro­wa­dzi do nie­ba. Jest to piel­grzym­ka trud­na do zro­zu­mie­nia, bo zmie­rza pod prąd, ale Pan mówi nam, że ten, kto idzie tą dro­gą jest szczę­śli­wy, wcze­śniej czy póź­niej sta­je się szczę­śli­wym.

Bło­go­sła­wie­ni ubo­dzy w duchu, albo­wiem do nich nale­ży kró­le­stwo nie­bie­skie”. Może­my posta­wić sobie pyta­nie, jak może być szczę­śli­wą oso­ba ubo­ga w duchu, któ­rej jedy­nym skar­bem jest kró­le­stwo nie­bie­skie? Ale powo­dem jest wła­śnie to, że posia­da­jąc ser­ce ogo­ło­co­ne i wol­ne od wie­lu rze­czy świa­to­wych oso­ba ta jest „ocze­ki­wa­na” w kró­le­stwie nie­bie­skim.

Bło­go­sła­wie­ni, któ­rzy się smu­cą, albo­wiem oni będą pocie­sze­ni”. Jak mogą być szczę­śli­wi ludzie, któ­rzy pła­czą? Jed­nak, ten kto w życiu nigdy nie doświad­czył smut­ku, stra­pie­nia, bólu nigdy nie pozna mocy pocie­chy. Szczę­śli­wy­mi mogą być nato­miast ci, któ­rzy potra­fią się wzru­szyć, potra­fią odczuć w ser­cu cier­pie­nie obec­ne w ich życiu a tak­że w życiu innych. Tacy ludzie będą szczę­śli­wi! Ponie­waż czu­ła ręka Boga Ojca ich pocie­szy i pogłasz­cze.

Bło­go­sła­wie­ni cisi”. A my, prze­ciw­nie ileż razy jeste­śmy nie­cier­pli­wi, ner­wo­wi, zawsze goto­wi do narze­kań! Mamy wie­le pre­ten­sji wobec innych, ale kie­dy doty­czą nas, reagu­je­my pod­nie­sio­nym gło­sem, jak byśmy byli wład­ca­mi świa­ta, pod­czas gdy w rze­czy­wi­sto­ści wszy­scy jeste­śmy dzieć­mi Boży­mi. Pomy­śli­my raczej o tych mat­kach i ojcach, któ­rzy są bar­dzo cier­pli­wi wobec dzie­ci „dopro­wa­dza­ją­cych ich do sza­leń­stwa”. To jest dro­ga Pana: dro­ga łagod­no­ści i cier­pli­wo­ści. Jezus prze­szedł tę dro­gę: jako dziec­ko zno­sił prze­śla­do­wa­nie i wygna­nie; a póź­niej, jako doro­sły, oszczer­stwa i zasadz­ki, fał­szy­we oskar­że­nia w sądzie; a wszyst­ko to zno­sił z łagod­no­ścią. Z miło­ści dla nas dźwi­gał nawet krzyż.

Bło­go­sła­wie­ni, któ­rzy łak­ną i pra­gną spra­wie­dli­wo­ści, albo­wiem oni będą nasy­ce­ni”. Tak, ci któ­rzy mają sil­ne poczu­cie spra­wie­dli­wo­ści, i nie tyl­ko wobec innych, ale przede wszyst­kim wobec sie­bie, zosta­ną nasy­ce­ni, ponie­waż są goto­wi na przy­ję­cie więk­szej spra­wie­dli­wo­ści, tej, któ­rą może dać tyl­ko Bóg.

Następ­nie „Bło­go­sła­wie­ni miło­sier­ni, albo­wiem oni miło­sier­dzia dostą­pią”. Szczę­śli­wi ci, któ­rzy potra­fią prze­ba­czać, któ­rzy mają miło­sier­dzie dla innych, któ­rzy nie osą­dza­ją wszyst­kie­go i wszyst­kich, ale pró­bu­ją posta­wić się w sytu­acji innych. Miło­sier­dzie jest tym, cze­go wszy­scy potrze­bu­je­my, bez wyjąt­ku. Dla­te­go na począt­ku Mszy św. uzna­je­my sie­bie za takich, jaki­mi jeste­śmy – to zna­czy grzesz­nych. Nie jest to figu­ra reto­rycz­na, for­mal­ność: jest to akt praw­dy. „Panie, oto jestem, zmi­łuj się nade mną”. A jeśli umie­my obda­rzyć innych prze­ba­cze­niem, o któ­re pro­si­my dla nas, to jeste­śmy bło­go­sła­wie­ni. Jak mówi­my w modli­twie „Ojcze nasz”: „Odpuść nam nasze winy, jako i my odpusz­cza­my naszym wino­waj­com”.

Bło­go­sła­wie­ni, któ­rzy wpro­wa­dza­ją pokój, albo­wiem oni będą nazwa­ni syna­mi Boży­mi”. Spójrz­my w twa­rze tych, któ­rzy cho­dzą i sie­ją kąkol: czy są szczę­śli­wi? Czy są szczę­śli­wi ci, któ­rzy zawsze szu­ka­ją oka­zji do sia­nia zamę­tu, wyko­rzy­sta­nia innych? Nie, nie mogą być szczę­śli­wi. Nato­miast ci, któ­rzy każ­de­go dnia cier­pli­wie sta­ra­ją się siać pokój, są twór­ca­mi poko­ju, pojed­na­nia, – tacy ludzie są bło­go­sła­wie­ni, bo są praw­dzi­wy­mi dzieć­mi nasze­go Ojca Nie­bie­skie­go, któ­ry sie­je zawsze i tyl­ko pokój, do tego stop­nia, że posłał na świat swo­je­go Syna jako ziar­no poko­ju dla ludz­ko­ści.

Dro­dzy bra­cia i sio­stry, to jest dro­ga do świę­to­ści i jest to zara­zem dro­ga do szczę­ścia. Tę dro­gę prze­był Jezus, wię­cej – to On sam jest tą Dro­gą: kto idzie z Nim i przez Nie­go prze­cho­dzi, wcho­dzi do życia, do życia wiecz­ne­go. Pro­śmy Pana o łaskę, aby­śmy byli oso­ba­mi pro­sty­mi i pokor­ny­mi, łaskę, byśmy umie­li pła­kać, łaskę bycia łagod­ny­mi, łaskę dzia­ła­nia na rzecz spra­wie­dli­wo­ści i poko­ju, a przede wszyst­kim łaskę pozwo­le­nia Bogu, aby nam prze­ba­czył, aby­śmy sta­li się narzę­dzia­mi Jego miło­sier­dzia.

Tak czy­ni­li świę­ci, któ­rzy ode­szli przed nami do nie­bie­skiej ojczy­zny. Oni nam towa­rzy­szą w naszej ziem­skiej piel­grzym­ce, zachę­ca­jąc, byśmy szli naprzód. Niech ich wsta­wien­nic­two pomo­że nam kro­czyć na dro­dze Jezu­sa i wyjed­na szczę­ście wiecz­ne dla zmar­łych bra­ci i sióstr, za któ­rych ofia­ro­wu­je­my tę Mszę św. Niech się tak sta­nie”.

To tyle tytu­łem wstę­pu na temat bło­go­sła­wieństw, nasze współ­cze­sne auto­ry­te­ty w wie­rze i trzej ostat­ni papie­że.

A czy ja zasta­na­wia­łem się nad dro­gą Ośmiu Bło­go­sła­wieństw?

Czy sta­ram się wpro­wa­dzać je w moje życie codzien­ne?

Czy poma­gam innym je zro­zu­mieć, a szcze­gól­nie tym za któ­rych pono­szę odpo­wie­dzial­ność jako ani­ma­tor Wspól­no­ty Krwi Chry­stu­sa, nauczy­ciel, ojciec, mat­ka,…?