autor - ks. Woj­ciech Czer­na­to­wicz CPPS. 

Krew i Eucha­ry­stia są ze sobą wza­jem­nie połą­czo­ne. We krwi jest życie, a Eucha­ry­stia, któ­ra jest pamiąt­ką i aktu­ali­za­cją ofia­ry Chry­stu­sa na krzy­żu, jest świę­tem życia, dla­te­go że w niej jest Boże życie dla nas.

Spró­buj­my roz­wa­żyć teraz i pogłę­bić nastę­pu­ją­ce aspek­ty Eucha­ry­stii:

- Eucha­ry­stia wyma­ga od nas pojed­na­nia

- Eucha­ry­stia jest zasie­wem (zasie­wem miło­ści), a zara­zem darem, obda­ro­wa­niem (darem miło­ści)

- Eucha­ry­stia jest odda­niem się Ojcu i bliź­nim

Spró­bu­je­my prze­ana­li­zo­wać te wła­śnie aspek­ty Eucha­ry­stii i przy­bli­żyć ją do nasze­go życia. My ją prze­cież cele­bru­je­my codzien­nie. Pamię­taj­my, by nasze uczest­nic­two w niej nie popa­dło w ruty­nę lub zamie­ni­ło się w jakiś rodzaj poboż­no­ści, czy nabo­żeń­stwa, jakie może­my mieć np. do św. Anto­nie­go, św. Ojca Pio, św. Marii de Mat­tias czy innych świę­tych. Te szcze­gól­ne nabo­żeń­stwa mają, oczy­wi­ście, swo­ją war­tość, jed­nak nie moż­na ich porów­ny­wać do samej Eucha­ry­stii.

Sło­wo Eucha­ry­stia zna­czy dzięk­czy­nie­nie i wie­my, że u jej źró­deł leży pamiąt­ka wspól­nej wie­cze­rzy żydow­skiej, pod­czas któ­rej Żydzi skła­da­li dzięk­czy­nie­nie Panu Bogu za Jego wiel­kie dzie­ła, jakich doko­nał dla całej ludz­ko­ści i każ­de­go czło­wie­ka.

Pod­czas żydow­skiej wie­cze­rzy gło­wa rodzi­ny bło­go­sła­wi każ­dy z posił­ków (dań), dzię­ku­jąc Bogu za otrzy­ma­ne od Nie­go dary, a szcze­gól­nie za dar poży­wie­nia. Na koniec tej wie­cze­rzy ma miej­sce bło­go­sła­wień­stwo kie­li­cha wina, po czym każ­dy z uczest­ni­ków spo­ży­wa to wino ze swo­je­go wła­sne­go kie­li­cha.

Jezus uczy­nił kil­ka zmian w tym rytu­ale pod­czas Ostat­niej Wie­cze­rzy:

- po pierw­sze, nie tyl­ko wyma­wia sło­wa bło­go­sła­wień­stwa, ale je inter­pre­tu­je: „bierz­cie i jedz­cie, to jest Cia­ło moje; bierz­cie i pij­cie, to jest Krew moja

- a po dru­gie, daje do picia wszyst­kim z tego same­go, jed­ne­go kie­li­cha.

To wła­śnie dla­te­go, cele­bra­cja Eucha­ry­stii jest pamiąt­ką i urze­czy­wist­nie­niem tego, że Bóg wszedł w histo­rię każ­de­go czło­wie­ka i całej ludz­ko­ści. My odda­je­my Mu za to cześć i dzięk­czy­nie­nie we wspól­no­cie, czy­li wspól­nie razem, a dzię­ku­je­my Mu za Jego obec­ność pośród nas, za dar życia wspól­no­to­we­go i za wszyst­kie te oso­by, któ­re spo­ty­ka­my na naszej dro­dze.

Jed­nak­że, jak poka­zu­je nasze życie, zda­rza się cza­sa­mi tak, że nasze Eucha­ry­stie zamie­nia­my w wyda­rze­nie socjal­ne, w śro­dek uspo­ka­ja­ją­cy nasze sumie­nie, a w kon­se­kwen­cji doku­je­my oddzie­le­nia sakra­men­tu ołta­rza od sakra­men­tu bliź­nie­go (tro­ski o bliź­nie­go).

A zatem:

- pozba­wia­my Eucha­ry­stię zna­cze­nia

- idzie­my na Mszę św., bo inni idą, z przy­zwy­cza­je­nia

- zain­te­re­so­wa­ni jeste­śmy tyl­ko tym, aby jedy­nie być w koście­le (kapli­cy)

- idzie­my na Mszę św. tyl­ko dla­te­go, by uspo­ko­ić wła­sne sumie­nie, a przy oka­zji, by Eucha­ry­stia zapew­ni­ła nam zba­wie­nie.

A w kon­se­kwen­cji:

- nudzi­my się i jeże­li Eucha­ry­stia prze­dłu­ża się nie­co, męczy­my się i zasta­na­wia­my, czy przyjść następ­nym razem

- jeste­śmy, ale nie uczest­ni­czy­my: nie śpie­wa­my, nie modli­my się razem z inny­mi, roz­ma­wia­my, patrzy­my, kto jest a kogo nie ma

- cza­sa­mi sta­je się to dla nas dobrą meto­dą na odstre­so­wa­nie się, zapo­mnie­nie na chwi­lę o kon­flik­tach życio­wych, albo prze­ciw­nie – cały czas krą­ży­my myśla­mi wokół naszych pro­ble­mów życio­wych

- Eucha­ry­stia nie ma nic wspól­ne­go z życiem, są to jak­by dwa osob­ne i róż­ne ele­men­ty (Msza św. sobie, a życie sobie), i dla­te­go do nicze­go nas ona nie zobo­wią­zu­je

- obu­rza­my się, gdy jakiś kapłan pomi­ja jakieś nor­my litur­gicz­ne, lecz nie przej­mu­je­my się tym, by nasza wspól­no­ta funk­cjo­no­wa­ła dobrze, albo lepiej (jeśli funk­cjo­nu­je nie­źle), byśmy trak­to­wa­li się nawza­jem po bra­ter­sku, by nie było kon­fron­ta­cji i kon­flik­tów pomię­dzy róż­ny­mi gru­pa­mi w naszej wspól­no­cie

- nie zaj­mu­je­my się tym, by we wspól­no­cie żyło nam się jak naj­le­piej, byśmy trosz­czy­li się o naj­bar­dziej potrze­bu­ją­cych opie­ki i ochro­ny

- kwa­li­fi­ku­je­my nasze Eucha­ry­stie jako dobre albo złe zależ­nie od tego, czy:

- atmos­fe­ra była świą­tecz­na, rado­sna i wszy­scy w niej uczest­ni­czy­li i są zado­wo­le­ni (wte­dy jest dobra)

- czy nami wstrzą­śnie (jeże­li tak nie jest, to uwa­ża­my ją za nud­ną, ruty­no­wą)

- czy jest dobra albo zła zależ­nie od tego, jaki ksiądz odpra­wia Mszę św.: czy jest weso­ły czy nie, czy krą­ży dooko­ła tema­tu w kaza­niu, albo czy ude­rza w sed­no spra­wy.

A czy nie powin­ni­śmy doce­niać Eucha­ry­stii za to, co wno­si do nasze­go życia, do życia każ­de­go z nas? Albo za to, czy moty­wu­je nas i spra­wia, że sta­je­my się bar­dziej otwar­ci na wolę Bożą? Albo za to, że nam poma­ga oddać się bliź­nim, ukie­run­ko­wać nasze życie na innych?

Moż­li­we, że na koń­cu nasze­go życia, robiąc rachu­nek sumie­nia, powie­my Panu Bogu, że czę­sto cho­dzi­li­śmy na Mszę św. Lecz On nie zapy­ta nas o to, ile razy w niej uczest­ni­czy­li­śmy, ale o to, czy Eucha­ry­stia pomo­gła nam nakar­mić głod­ne­go i napo­ić spra­gnio­ne­go. A wte­dy powie­my, być może, jaki ci z Ewan­ge­lii (Mt 25,37–46): „Panie, kie­dyż to widzie­li­śmy Cię głod­nym i nakar­mi­li­śmy Cię, spra­gnio­nym i dali­śmy Ci pić? Kie­dyż widzie­li­śmy Cię obcym i przy­ję­li­śmy Cię, nagim i przy­odzia­li­śmy Cię, albo cho­rym i w wię­zie­niu i poszli­śmy Cię odwie­dzić?” A On powie: „cze­go­kol­wiek nie uczy­ni­li­ście jed­ne­mu spo­śród naj­mniej­szych, nie uczy­ni­li­ście tego i Mnie”.

I odpo­wie nam dokład­nie to samo, co powie­dział w przy­po­wie­ści o pan­nach roz­trop­nych i nie­roz­trop­nych (Mt 25,1–13): „Przy­szły wresz­cie pozo­sta­łe pan­ny i zaczę­ły wołać: Panie, Panie, otwórz nam. Lecz on odpo­wie­dział: Zapraw­dę mówię wam, nie znam was. Czu­waj­cie więc, bo nie zna­cie ani dnia, ani godzi­ny”.

Nawet jeśli powo­ła­my się na ilość naszych modlitw (i nie chcę powie­dzieć przez to, by się nie modlić), na to, jak czę­sto byli­śmy na Mszy św. (codzien­nie, być może), On może powie­dzieć do nas: „Nie znam Was”, bo jak tyl­ko wyszli­ście z Eucha­ry­stii zaraz zapo­mnie­li­ście o tym, by nią żyć.

Łatwo jest patrzeć na Chry­stu­sa obec­ne­go w Naj­święt­szym Sakra­men­cie, ale kosz­tu­je nas odkryć Go w potrze­bu­ją­cym bliź­nim, któ­re­go spo­tka­my na dro­dze nasze­go życia. Może nawet czu­je­my się zgor­sze­ni stwier­dze­niem, że Jezus jest obec­ny w każ­dym z nas, nawet w tych odrzu­co­nych, zapo­mnia­nych, w tych, któ­rzy nie myślą czy nie żyją tak jak my. Nie gor­szą nas jed­nak rze­czy o wie­le więk­sze.

Dla­cze­go nie obu­rza­my się:

- gdy czy­ni­my jakieś posta­no­wie­nia, a potem nie pamię­ta­my już o Sło­wie Bożym, o Ewan­ge­lii, a zaj­mu­je­my się tym, co mówią inni i co mówi świat, któ­ry wzy­wa do tego, by być czymś wię­cej niż inni, by nie dać się prze­ści­gnąć innym, by mieć i zdo­by­wać wię­cej niż inni, nie patrząc nawet na kon­se­kwen­cje?

- dla­cze­go nie obu­rza­my się, gdy przyj­mu­je­my Pana Jezu­sa w Komu­nii św., a póź­niej nie jed­no­czy­my się z Nim obec­nym w nas samych i w bliź­nich, zapo­mi­na­my o bra­ter­stwie i szu­ka­my rywa­li­za­cji; zapo­mi­na­my, że tak wie­lu wokół nas umie­ra z pra­gnie­nia chle­ba soli­dar­no­ści, obec­no­ści kogoś w bli­sko­ści obok, rado­ści, wspar­cia, tro­ski; zapo­mi­na­my o prze­ciw­sta­wie­niu się nie­spra­wie­dli­wo­ściom, jakie doko­nu­ją się wokół nas i pozwa­la­my, by na nowo sta­wa­ły się powo­dem ukrzy­żo­wa­nia Chry­stu­sa w bliź­nich i to w spo­sób krzyw­dzą­cy, nie­słusz­ny, nie­uczci­wy, agre­syw­ny i bez­praw­ny?

- dla­cze­go nie obu­rza­my się, pod­czas gdy uczest­ni­czy­my w Eucha­ry­stii – świę­cie bra­ter­sko­ści – a potem daje­my się ponieść naszym ego­izmom, indy­wi­du­ali­zmom, naszej śle­po­cie, wyda­je­my osą­dy o innych i osa­dza­my ich za to, jak wyglą­da­ją; albo też — nie oka­zu­je­my empa­tii w sytu­acjach trud­nych i życio­wo skom­pli­ko­wa­nych dla naszych bliź­nich, cza­sa­mi tych naj­bliż­szych, tych, z któ­ry­mi miesz­ka­my albo się spo­ty­ka­my?

- dla­cze­go nie gor­szy­my się, gdy uczest­ni­czy­my w Eucha­ry­stii, sakra­men­cie miło­ści, a póź­niej zapo­mi­na­my o wszel­kich nie­spra­wie­dli­wo­ściach, jakie doko­nu­ją się wokół nas?

Trze­ba nam, być może, dodać do tej zna­nej pie­śni: „gdzie miłość wza­jem­na i dobroć, tam znaj­dziesz Boga żywe­go” (albo „ubi cari­tas et amor”) sło­wa: „tam gdzie nie ma miło­ści ani spra­wie­dli­wo­ści, tam nie ma nabo­żeń­stwa i tam nie ma Boga”.

Do cze­go jest nam potrzeb­ne spo­tkać się na Eucha­ry­stię, jeże­li nie robi­my nic, aby wyeli­mi­no­wać i skoń­czyć z wro­go­ścią, kon­flik­ta­mi, podzia­ła­mi, barie­ra­mi pomię­dzy nami? Dla­cze­go nie burzy­my muru pomię­dzy tymi, któ­rzy nie mają nic albo mają nie­wie­le, a tymi, któ­rzy mają wszyst­ko lub za wie­le?

Czy nie jest zgor­sze­niem to, że uczest­ni­czy­my w Eucha­ry­stii, a póź­niej gnę­bi­my, drę­czy­my czy nęka­my innych, albo nie wypeł­nia­my sumien­nie naszych obo­wiąz­ków, wyko­rzy­stu­je­my innych, albo oszu­ku­je­my innych, aby od nich coś zdo­być?

Eucha­ry­stia nie może być czymś w rodza­ju „uspo­ka­ja­cza”, ale ma nas pro­wa­dzić do prze­ko­na­nia, że waż­ne jest wypeł­nia­nie naszych obo­wiąz­ków życio­wych i reli­gij­nych, to zna­czy – kochać innych jak sie­bie same­go, co ozna­cza czy­nić innym to, co chcie­li­by­śmy, aby i nam czy­ni­li, i ozna­cza też poświę­cić dla innych to, co jestem zdol­ny poświę­cić dla same­go sie­bie.

Eucha­ry­stii nie moż­na cele­bro­wać w spo­sób ruty­no­wy, to zna­czy pozba­wio­ny życia, bra­ter­stwa, soli­dar­no­ści z inny­mi, spra­wie­dli­wo­ści, miło­ści do Boga i bliź­nich, ponie­waż Pan Bóg powie kie­dyś: „cze­go­kol­wiek nie uczy­ni­li­ście jed­ne­mu spo­śród naj­mniej­szych, nie uczy­ni­li­ście tego i Mnie”.

Uczest­nic­two w Eucha­ry­stii musi pro­wa­dzić nas do nawró­ce­nia, to zna­czy do zmia­ny nasze­go myśle­nia, do bycia naśla­dow­ca­mi Jezu­sa, do złą­cze­nia się z tym, co On powie­dział i uczy­nił: „miłuj­cie się, jak Ja was umi­ło­wa­łem; czyń­cie to na moją pamiąt­kę”.

Chciał­bym teraz powie­dzieć o kil­ku aspek­tach Eucha­ry­stii w kon­tek­ście naszej ducho­wo­ści.

Eucha­ry­stia jest Wie­cze­rzą Pań­ską. I w tym kon­tek­ście nasza ducho­wość Krwi Chry­stu­sa wyma­ga od nas tego, że:

- jeże­li Chry­stus oddał się nam cał­ko­wi­cie, to my też mamy kochać wszyst­kich napraw­dę, nie tyl­ko sło­wa­mi, mamy kochać tak­że tych pokrzyw­dzo­nych, odrzu­co­nych, zra­nio­nych, któ­rzy nie mają war­to­ści wobec świa­ta

- jeże­li Jezus sta­wał po stro­nie tych, któ­rzy nie mie­li racji (ani gło­su), to i my mamy bro­nić sła­bych

- jeże­li Jezus nie potę­piał niko­go: ani jaw­no­grzesz­ni­cy, ani tych, któ­rzy ją chcie­li uka­mie­no­wać, to i my nie może­my znie­wa­lać, uci­skać, ujarz­miać naszy­mi sło­wa­mi albo czy­na­mi tych, któ­rzy w jaki­kol­wiek spo­sób sta­ną na naszej dro­dze

- jeże­li Jezus, zanim został ukrzy­żo­wa­ny, oddał się cał­ko­wi­cie, to i my mamy sta­rać się o to, byśmy oczy­ści­li się przed cele­bra­cją Eucha­ry­stii, Wie­cze­rzy Pań­skiej i prze­sta­li życzyć i czy­nić źle bliź­nim, byśmy prak­ty­ko­wa­li spra­wie­dli­wość i miło­sier­dzie wobec wszyst­kich; a jeśli nie mamy w sobie takie­go pra­gnie­nia, to tak napraw­dę musi­my prze­my­śleć nasz udział w Eucha­ry­stii.

Eucha­ry­stia wyma­ga od nas prze­mia­ny, wyma­ga nawró­ce­nia z posta­wy ego­istycz­nej i indy­wi­du­ali­zmu, postaw tak obec­nych w naszym dzi­siej­szym świe­cie. Wte­dy to może­my god­nie spra­wo­wać ten Naj­święt­szy Sakra­ment.

Eucha­ry­stia jest łama­niem chle­ba. Ducho­wość Krwi Chry­stu­sa wyma­ga od nas, byśmy po zakoń­cze­niu Eucha­ry­stii i wyj­ściu z kościo­ła czy kapli­cy, nadal nią żyli:

- Jezus dzie­lił się z inny­mi wszyst­kim, co posia­dał, aż do ostat­niej kro­pli krwi (jak mówi­my, cytu­jąc naszych świę­tych), do ostat­nie­go tchnie­nia; my tak­że mamy oddać się innym, któ­rych może nawet nie dostrze­ga­my w pogo­ni życia, a to dla­te­go, że być może jeste­śmy zbyt wpa­trze­ni w sie­bie, w nasze wła­sne spra­wy i pro­ble­my

- Jezus oddał swo­je życie na krzy­żu za wszyst­kich, nawet za swo­ich nie­przy­ja­ciół; dla­te­go uczest­ni­cze­nie w Eucha­ry­stii wyma­ga od nas akcep­ta­cji wszyst­kich ludzi, tych, któ­rych lubi­my i tych, któ­rych nie lubi­my, tych, któ­rzy nam przy­ta­ku­ją i tych, któ­rzy nas kry­ty­ku­ją

- Jezus w swo­jej modli­twie do Ojca pro­sił o jed­ność dla świa­ta; dla­te­go Eucha­ry­stia wyma­ga od nas „gasze­nia ognia, a nie dole­wa­nia oli­wy do ognia”, wyma­ga tego, aby­śmy sta­wa­li się narzę­dziem jed­no­ści, a nie wro­go­ści, nie­zgo­dy i krzywd, albo byśmy byli powo­dem kon­flik­tów i ura­zów

- Jezus powie­dział do swo­ich uczniów: „Wie­cie, że wład­cy naro­dów uci­ska­ją je, a wiel­cy dają im odczuć swą wła­dzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by mię­dzy wami chciał stać się wiel­kim, niech będzie waszym słu­gą. A kto by chciał być pierw­szym mię­dzy wami, niech będzie nie­wol­ni­kiem waszym, na wzór Syna Czło­wie­cze­go, któ­ry nie przy­szedł, aby Mu słu­żo­no, lecz aby słu­żyć i dać swo­je życie na okup za wie­lu” (Mt 20,25–28); dla­te­go udział w Eucha­ry­stii wyma­ga od nas bycia słu­ga­mi wszyst­kich, usta­wie­nia się na koń­cu kolej­ki.

Eucha­ry­stia jest akcją dzięk­czyn­ną (dzięk­czy­nie­niem). Nasza ducho­wość Krwi Chry­stu­sa wyma­ga od nas, by nasze życie sta­wa­ło się nie­ustan­nym dzięk­czy­nie­niem:

- dzięk­czy­nie­niem Bogu pod­czas samej Eucha­ry­stii, ale i póź­niej w życiu: za Krew Chry­stu­sa prze­la­ną na krzy­żu za całą ludz­kość, za wszyst­kich ludzi

- dzięk­czy­nie­niem Bogu za to, że jest dobrym Ojcem, któ­ry nie pozo­sta­wia nas samy­mi i odda­ny­mi śle­pe­mu loso­wi, lecz zawsze szu­ka pla­nu zba­wie­nia dla nas, któ­rzy jeste­śmy uczest­ni­ka­mi Jego Kró­le­stwa

- dzięk­czy­nie­niem Bogu, bo poprzez Krew Chry­stu­sa oka­zał swo­ją soli­dar­ność, miło­sier­dzie i współ­czu­cie dla wszyst­kich nas

- dzięk­czy­nie­niem Boga za wszyst­kie dobre rze­czy, jakie w życiu otrzy­mu­je­my, pomi­mo trud­no­ści, nie­szczęść i kło­po­tów, jakie napo­ty­ka­my

- dzięk­czy­nie­niem Bogu za posta­wie­nie na naszej dro­dze naszej rodzi­ny, przy­ja­ciół, współ­bra­ci i współ­sióstr i wszyst­kich tych osób, któ­re nas kocha­ją i życzą nam dobrze.

Eucha­ry­stia jest pamiąt­ką Chry­stu­sa ukrzy­żo­wa­ne­go. Ducho­wość Krwi Chry­stu­sa wzy­wa nas do:

- wyko­rze­nia­nia wszel­kich przy­czyn nie­spra­wie­dli­wo­ści w świe­cie i pomię­dzy ludź­mi

- upodob­nia­nia się do Ukrzy­żo­wa­ne­go i nie ucie­ka­nia od krzy­ża wte­dy, gdy jest to koniecz­ne i gdy wezwa­ni jeste­śmy do dawa­nia życiem świa­dec­twa bycia ucznia­mi Chry­stu­sa

- wal­ki o wspól­no­tę i spo­łe­czeń­stwo bar­dziej spra­wie­dli­we, mniej ukie­run­ko­wa­ne na pra­gnie­nie posia­da­nia i wła­dzy

- pozby­wa­nia się ego­izmów, by móc odda­wać się cał­ko­wi­cie innym, szcze­gól­nie tym, któ­rzy cier­pią

- odda­wa­nia życia tym, któ­rzy go potrze­bu­ją, dawa­nia rado­ści tym, któ­rzy się smu­cą, nadziei zroz­pa­czo­nym, świa­tła tym, któ­rzy cho­dzą w ciem­no­ściach, opty­mi­zmu pesy­mi­stom, wia­ry tym, któ­rzy wąt­pią, dzie­le­nia się Jezu­so­wą praw­dą z tymi, któ­rzy tkwią w błę­dzie, miło­ści tym, któ­rzy żyją w nie­na­wi­ści czy zazdro­ści i nią się kar­mią, pojed­na­nia tym, któ­rzy go potrze­bu­ją

- uwol­nie­nia się od tego wszyst­kie­go, co nam prze­szka­dza być Eucha­ry­stią (czy­li pokar­mem) dla innych, a to ozna­cza odda­nie się Bogu (posta­wie­nie Jego na pierw­szym miej­scu w naszym życiu) i bliź­nim (kocha­jąc bliź­nie­go swe­go jak sie­bie same­go).

Eucha­ry­stia jest obec­no­ścią Zmar­twych­wsta­łe­go. Ducho­wość Krwi Chry­stu­sa poka­zu­je nam:

- że tam, gdzie była śmierć (przez grzech, jako kon­se­kwen­cja grze­chu), Bóg usta­no­wił życie przez Krew Chry­stu­sa i Jego zmar­twych­wsta­nie; stąd Krew Chry­stu­sa wzy­wa nas do dawa­nia życia, eli­mi­nu­jąc w nas to, co pro­wa­dzi do śmier­ci: zazdrość, pycha, ego­izm, chci­wość, a wypeł­nia­jąc swo­je życie dzie­le­niem się, dobro­cią, życz­li­wo­ścią, uprzej­mo­ścią

- że trze­ba nam wejść w tajem­ni­cę Zmar­twych­wsta­nia: wal­czyć o życie w nas i w ogó­le o życie, i prze­ciw­sta­wiać się śmier­ci we wszyst­kich jej obja­wach

- że zmar­twych­wsta­nie Chry­stu­sa jest odpo­wie­dzią Boga na nie­spra­wie­dli­wość, któ­ra ska­za­ła Jezu­sa na śmierć za gło­sze­nie praw­dy o Kró­le­stwie Bożym; na nie­spra­wie­dli­wość Bóg odpo­wia­da spra­wie­dli­wo­ścią i dla­te­go Krew Chry­stu­sa pro­wa­dzi nas do sta­nia po stro­nie tych, któ­rzy doświad­cza­ją nie­spra­wie­dli­wo­ści, tych, któ­rych może my samy krzy­żu­je­my za to, że nie myślą jak my, nie wie­rzą jak my, że popeł­ni­li w życiu błę­dy, że mówią to, co nam się nie podo­ba, a może zaszli w swo­im życiu dalej niż my; pamię­taj­my, że może­my krzy­żo­wać innych naszą okrut­ną cza­sa­mi, bru­tal­ną i bez­względ­ną kry­ty­ką

- że cele­bru­jąc Eucha­ry­stię musi­my spy­tać się, czy sto­imy po stro­nie tych, któ­rzy krzy­żu­ją albo tych ukrzy­żo­wa­nych, po stro­nie tych, któ­rzy zabi­ja­ją życie i nisz­czą ludzi, czy tych, któ­rzy tego życia bro­nią, po stro­nie tych, któ­rym nie zale­ży na innych czy tych, któ­rym zale­ży na każ­dym czło­wie­ku. Krew Chry­stu­sa wzy­wa nas, byśmy niko­go nie krzy­żo­wa­li, aby­śmy byli soli­dar­ni i mie­li odwa­gę publicz­nie mówić o nie­spra­wie­dli­wo­ściach; aby­śmy nigdy nie zabi­ja­li w innych życia, nadziei, pra­gnień, marzeń

- Eucha­ry­stia poka­zu­je nam, że jest spo­tka­niem ze zmar­twych­wsta­łym i żywym Chry­stu­sem, a nie poboż­no­ścio­wym aktem, nabo­żeń­stwem, czymś ruty­no­wym w naszym życiu; jeśli uczest­ni­cze­nie w Eucha­ry­stii nie poma­ga nam żyć w inny spo­sób niż dotych­czas i patrzeć na innych w inny spo­sób niż dotych­czas, może stać się tyl­ko stra­tą cza­su; trze­ba nam być bar­dziej rado­sny­mi, peł­ny­mi nadziei, bar­dziej zaan­ga­żo­wa­ny­mi i gor­li­wy­mi w Boże spra­wy i w dobro naszych bliź­nich.

Trze­ba nam sta­le pamię­tać, że za każ­dym razem, gdy cele­bru­je­my Eucha­ry­stię, budu­je­my sie­bie samych, Kościół, wspól­no­tę i czy­ni­my ją bar­dziej widzial­ną.