III TYDZIEŃ WIELKANOCNY

HOMILIA – wto­rek, 02.05.2017 , Ks. Andrzej Szy­mań­ski, CPPS

Msza św. na roz­po­czę­cie reko­lek­cji dla ani­ma­to­rów WKC w Domu Misyj­nym pw. św. Kaspra – Czę­sto­cho­wa

Kon­fe­ren­cja wstęp­na p. Doro­ty Dźwig: Antro­po­lo­gicz­ny wymiar ducho­wo­ści – Boże mój Boże szu­kam Cie­bie

Dz 7,51–59;8,1; J 6,30–35

Kocha­ni.

Kie­dy zasta­na­wia­łem się, co dziś Bóg chciał­by nam powie­dzieć, przy­szły mi na myśl frag­men­ty pie­śni z daw­nych lat; pie­śni śpie­wa­nej przez nas przed matu­rą. – Był to jakiś wstęp­ny egza­min doj­rza­ło­ści. Może i dla nas przy­szedł jakiś kolej­ny prze­ło­mo­wy czas?

Pozwo­lę sobie zacy­to­wać sło­wa, któ­re wró­ci­ły do mnie: Jak szyb­ko mija­ją chwi­le

  1. Upły­wa szyb­ko życie, jak potok pły­nie czas,

Za rok, za dzień, za chwi­lę, razem nie będzie nas. /x2

  1. Powsta­ną nowe rze­ki i set­ki nowych gwiazd,

Za rok, za dzień, za chwi­lę razem nie będzie nas. /x2

  1. A w mej pamię­ci wier­nej wzię­li­śmy w obcy świat

Kocha­ne, jasne twa­rze przy­ja­ciół z daw­nych lat. /x2

Dla nas misjo­na­rzy lub ani­ma­to­rów WKC, zmia­na miej­sca, pozna­wa­nie nowych ludzi, wpi­sa­ne jest w codzien­ność zwią­za­ną z naszym powo­ła­niem gło­sze­nia Ewan­ge­lii całe­mu świa­tu. Zgod­ne to też z pra­gnie­niem św. Kaspra del Bufa­lo: Aby żad­na kro­pla Krwi Chry­stu­sa nie była prze­la­na darem­nie.

Upły­wa szyb­ko życie, jak potok pły­nie czas.

Dopie­ro co przy­go­to­wy­wa­li­śmy się do świąt Wiel­kiej Nocy, a już jeste­śmy po nie­dzie­li i tygo­dniu Miło­sier­dzia. Roz­po­czy­na­my reko­lek­cje, my misjo­na­rze jeste­śmy już po.

Przy­go­to­wu­je­my się do kolej­nych reko­lek­cji, Zebra­nia Kra­jo­we­go i Odpu­stu Mat­ki Bożej Prze­naj­droż­szej Krwi. I tak co roku. U mnie minę­ło już w ten spo­sób 16 lat kapłań­stwa (10 lute­go). Może stąd reflek­sja nad prze­mi­ja­niem?

– Prze­mi­ja­niem nie tyl­ko teraz na tym świe­cie, ale też na potem może przede wszyst­kim, na przej­ście do wiecz­no­ści. Może więc jak w owej pie­śni:

  1. Powsta­ną nowe rze­ki i set­ki nowych gwiazd,

Za rok, za dzień, za chwi­lę razem nie będzie nas. /x2

  1. A w mej pamię­ci wier­nej wzię­li­śmy w obcy świat

Kocha­ne, jasne twa­rze przy­ja­ciół z daw­nych lat.

– Oby­śmy potra­fi­li pamię­tać napo­ty­ka­nych ludzi, a przede wszyst­kim tych z któ­ry­mi przy­cho­dzi nam współ­pra­co­wać, jak przy­ja­ciół o jasnych, spo­koj­nych twa­rzach, z któ­ry­mi będzie­my mogli spo­tkać się w wiecz­no­ści.

Oby Dobry Bóg w swym nie­skoń­czo­nym Miło­sier­dziu, pozwo­lił nam zapo­mnieć wszyst­ko, co było złe, a pamię­tać jedy­nie dobro.

To tyle tytu­łem reflek­sji nad naszym prze­mi­ja­niem.

W minio­ną nie­dzie­lę wraz z Kościo­łem, wkro­czy­li­śmy w IX Tydzień Biblij­ny, więc zgod­nie z zale­ce­niem, w spo­sób szcze­gól­ny zatrzy­maj­my się nad sło­wa­mi Pisma Świę­te­go. Zacznie­my od Ewan­ge­lii, a więc chro­no­lo­gicz­nie.

Jezus powie­dział do ludu: Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przy­cho­dzi, nie będzie łak­nął; a kto we Mnie wie­rzy, nigdy pra­gnąć nie będzie.

Cóż zna­czą te pro­ste, a jed­nak trud­ne sło­wa?

Czło­wiek, Bóg Czło­wiek jest chle­bem życia. W tam­tych cza­sach, chleb był pod­sta­wą zaspo­ko­je­nia gło­du i jest nią do dziś. Nawet w modli­twie Ojcze nasz, pro­si­my o chleb powsze­dni; któ­ry jest też sym­bo­lem tego, co jest koniecz­ne do życia. Ten chleb, o któ­rym mówi dziś Jezus w Ewan­ge­lii, to chleb nie­ma­te­rial­ny, ale tak jak ten zwy­kły chleb codzien­ny, koniecz­ny jest do pod­trzy­ma­nia życia cia­ła, tak ten, któ­rym jest sam Jezus, potrzeb­ny jest do pod­trzy­ma­nia i roz­wo­ju życia ducho­we­go w czło­wie­ku.

Gdy brak chle­ba, brak poży­wie­nia, czło­wiek odczu­wa głód. Podob­nie, gdy czło­wiek nie kar­mi się sło­wem Bożym, nie spo­ży­wa Eucha­ry­stycz­ne­go chle­ba, odczu­wa jakiś wewnętrz­ny głód, więc dąży do zaspo­ko­je­nia tego gło­du. Szu­ka spo­so­bów, aby poczuć się lepiej. Stąd się bio­rą róż­ne sub­sty­tu­ty, któ­re zwy­kle nazy­wa się boż­ka­mi. Jed­ni gonią za pie­nią­dzem, inni za sła­wą, jesz­cze inni za sek­sem. Nie­któ­rzy piszą książ­ki, wie­rząc, że w ten spo­sób uzy­ska­ją nie­śmier­tel­ność, gdy przy­szłe poko­le­nia będą czy­tać ich książ­ki. Tym nie­mniej nawet wte­dy, gdy patrząc z boku, ktoś zdo­był wie­le, w swej dzie­dzi­nie za któ­rą goni, to zawsze czu­je, że to zbyt mało. Głód nie male­je, lecz wzra­sta. Dopie­ro wte­dy, gdy ser­ce czło­wie­ka spo­cznie w Bogu, jak mówił św. Augu­styn, otrzy­ma spo­kój. Nie będzie czu­ło gło­du, gdyż Chry­stus jest wszyst­kim, cze­go pra­gnie czło­wiek. Sama świa­do­mość, że jest ze mną Bóg, któ­ry współ­pra­cu­je ze mną, uświę­ca mnie i kie­dyś zabie­rze do sie­bie, abym był szczę­śli­wy już na zawsze, uspo­ka­ja ser­ce, poma­ga zno­sić wszel­kie prze­ciw­no­ści losu. Jezus poka­zał, że tak napraw­dę z per­spek­ty­wy cza­su, wszel­kie ziem­skie pro­ble­my, nie mają więk­sze­go zna­cze­nia, jeśli powie­rzy­my je Bogu. Nawet z naj­więk­sze­go zła, cier­pie­nia, nie­spra­wie­dli­wo­ści, On może nas wyzwo­lić jeśli nawet nie na tym świe­cie, to w życiu przy­szłym. Mimo ran, odrzu­ce­nia, nie­spra­wie­dli­we­go osą­du, pohań­bie­nia, nawet śmier­ci, Jezus Zmar­twych­wstał. W dal­szych wer­se­tach Ewan­ge­lii, znaj­du­je­my też nastę­pu­ją­ce sło­wa Jezu­sa: Wszyst­ko, co Mi daje Ojciec, do Mnie przyj­dzie, a tego, któ­ry do Mnie przy­cho­dzi, precz nie odrzu­cę,… To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każ­dy, kto widzi Syna i wie­rzy w Nie­go, miał życie wiecz­ne. A ja go wskrze­szę w dniu osta­tecz­nym. Zatem każ­dy z nas, musi też sam sobie odpo­wie­dzieć na pyta­nie, czy napraw­dę w swym ser­cu wie­rzy w Syna Boże­go. Jeśli zaś wie­rzy, to wszyst­ko w porząd­ku. Może przez życie iść z poko­jem ser­ca i rado­ścią nadziei na zmar­twych­wsta­nie.

Nie­ste­ty, nie wszy­scy mają wia­rę. Do nie­któ­rych mógł­by Jezus wypo­wie­dzieć te same sło­wa, co kie­dyś do swych słu­cha­czy: Powie­dzia­łem wam…: Widzie­li­ście Mnie, a prze­cież nie wie­rzy­cie.

Nie­ste­ty, mia­łem oka­zję spo­tkać takich, któ­rzy doświad­czy­li w swo­im życiu moc­ne­go dzia­ła­nia Boga, a nawet cudów, a jed­nak nie wie­rzą. Wszyst­ko przy­pi­su­ją przy­pad­ko­wi lub po pro­stu zapo­mi­na­ją. Mia­łem też oka­zję uczest­ni­czyć w cier­pie­niu osób, któ­rym przy­szło żyć z takim, odrzu­ca­ją­cym Boga czło­wie­kiem. Jed­nym sło­wem, to kosz­mar. – Czy się ktoś taki nawró­ci? Sam Bóg to wie. Więk­szość Żydów do dziś się nie nawró­ci­ła, a więc i coś takie­go Bóg dopusz­cza, więc jest to moż­li­we.

Naszym zada­niem zaś jest, pomoc innym odna­leźć Boga, pod­pro­wa­dzić do Chry­stu­sa, ukry­te­go w Eucha­ry­stii. Resz­ty doko­na On sam.

Dzie­je Apo­stol­skie zaś mówią o ducho­wej wal­ce i cenie, jaką pła­ci­li i pła­cą dziś po 2000 lat, nie­któ­rzy gor­li­wi wyznaw­cy Chry­stu­sa. Ostat­nio w mediach moż­na usły­szeć np. o prze­śla­do­wa­niu chrze­ści­jan na Bli­skim Wscho­dzie, a szcze­gól­nie w Syrii. W Dz. czy­ta­my:

Szcze­pan mówił do ludu i star­szych, i uczo­nych: Twar­de­go kar­ku i opor­nych serc i uszu!

Te sło­wa zosta­ły skie­ro­wa­ne do nich ok. 2000 lat temu, ale czy wie­le stra­ci­ły na swej aktu­al­no­ści?

Czyż to wła­śnie nie star­si, ucze­ni nie są naj­bar­dziej opor­ni na przy­ję­cie słów Chry­stu­sa o pokor­nej służ­bie, uni­że­niu, przy­ję­ciu krzy­ża i umi­ło­wa­niu sła­bych, cho­rych, bied­nych?

Czyż to nie im naj­trud­niej zoba­czyć umi­ło­wa­ne­go bra­ta i sio­strę w tych pro­stych, utru­dzo­nych ludziach, któ­rych umy­sły nie są tak świa­tłe, a rozu­mie­nie wia­ry wręcz na pozio­mie dzie­ci?

Czyż nie chcie­li­by prze­mie­nić ich na wła­sny model mówiąc w ten spo­sób bez słów, że są gor­si, a ucze­ni lep­si?

Czyż to nie wła­śnie z tego powo­du inży­nie­ria gene­tycz­na daje moż­li­wo­ści sztucz­nych zapłod­nień ze z góry okre­ślo­nych zarod­ków roku­ją­cych two­rze­nie nad­zwy­czaj­nych ludzi?

Czyż to nie wła­śnie z tego powo­du na świe­cie są bada­nia pre­na­tal­ne, by nie rodzi­li się ludzie kale­cy, a w tym z zespo­łem Downa?

– To taka reflek­sja nad spra­wa­mi poru­sza­ny­mi nie­jed­no­krot­nie też w mediach odno­śnie usta­wy anty­abor­cyj­nej i nie tyl­ko.

Jak daw­niej tak i teraz czło­wiek star­szy w hie­rar­chii wła­dzy lub uczo­ny uzur­pu­je sobie pra­wo osą­du tego co dobre, a co złe, kto ma pra­wo żyć, a kto nie, komu wol­no oszu­ki­wać, kraść, a komu nie.

A jak mówi Szcze­pan do ludzi jemu współ­cze­snych:

Wy zawsze sprze­ci­wia­cie się Ducho­wi Świę­te­mu. Jak ojco­wie wasi, tak i wy!

Któ­re­goż z pro­ro­ków nie prze­śla­do­wa­li wasi ojco­wie? Poza­bi­ja­li nawet tych, któ­rzy prze­po­wia­da­li przyj­ście Spra­wie­dli­we­go.

A wyście zdra­dzi­li Go teraz i zamor­do­wa­li.

Wy, któ­rzy otrzy­ma­li­ście Pra­wo za pośred­nic­twem anio­łów, lecz nie prze­strze­ga­li­ście go.

My też, ludzie XXI w. otrzy­ma­li­śmy pra­wo nie tyl­ko przez samych anio­łów, ale przez Jezu­sa Chry­stu­sa, któ­ry nas krwią Swo­ją odku­pił.

– Czy jed­nak to pra­wo zawsze prze­strze­ga­my?

Czy prze­strze­ga­my tak­że wów­czas, gdy jest nam nie­wy­god­ne, lub sprzecz­ne z naszy­mi ludz­ki­mi odczu­cia­mi spra­wie­dli­wo­ści? Czy zgod­nie z naszym powo­ła­niem, mamy odwa­gę upo­mi­nać błą­dzą­cych?

– Prze­cież jak wte­dy tak i teraz moż­na się nara­zić. Czy­ta­my bowiem:

Gdy to usły­sze­li, zawrza­ły gnie­wem ich ser­ca i zgrzy­ta­li zęba­mi na nie­go.

A on pełen Ducha Świę­te­go patrzył w nie­bo i ujrzał chwa­łę Bożą i Jezu­sa, sto­ją­ce­go po pra­wi­cy Boga. I rzekł: Widzę nie­bo otwar­te i Syna Czło­wie­cze­go, sto­ją­ce­go po pra­wi­cy Boga.

A oni pod­nie­śli wiel­ki krzyk, zatka­li sobie uszy i rzu­ci­li się na nie­go wszy­scy razem. Wyrzu­ci­li go poza mia­sto i kamie­no­wa­li, a świad­ko­wie zło­ży­li swe sza­ty u stóp mło­dzień­ca, zwa­ne­go Szaw­łem. Tak kamie­no­wa­li Szcze­pa­na, któ­ry modlił się: Panie Jezu, przyj­mij ducha mego! Sza­weł zaś zga­dzał się na zabi­cie Szcze­pa­na.

Mam nadzie­ję, że w tym gro­nie bez dodat­ko­wych wyja­śnień, moż­na dodać: A potem Sza­weł, stał się Paw­łem, naj­więk­szym apo­sto­łem naro­dów.

Kocha­ni, to też wiel­ka nadzie­ja dla każ­de­go z nas. Nie­waż­ne, jak jest teraz. Zawsze póź­niej może być dobrze, bar­dzo dobrze, ale tyl­ko wte­dy, gdy swo­je ser­ca otwo­rzy­my dla Tego, Któ­ry nas wezwał swo­im świę­tym powo­ła­niem do życia w Koście­le, a w nim w WKC. Amen!

 

NIESZPORY

III Tydzień Wiel­ka­noc­ny

II dzień reko­lek­cji dla ani­ma­to­rów WKC

Dom Misyj­ny św. Kaspra – Czę­sto­cho­wa – śro­da, 03.05.2017

Hbr 7,24–27

 

Jezus ponie­waż trwa na wie­ki, ma kapłań­stwo nie­prze­mi­ja­ją­ce. Prze­to i zba­wiać na wie­ki może cał­ko­wi­cie tych, któ­rzy przez Nie­go zbli­ża­ją się do Boga, bo zawsze żyje, aby się wsta­wiać za nimi. Takie­go bowiem potrze­ba nam było arcy­ka­pła­na: świę­te­go, nie­win­ne­go, nie­ska­la­ne­go, oddzie­lo­ne­go od grzesz­ni­ków, wywyż­szo­ne­go ponad nie­bio­sa, takie­go, któ­ry nie jest obo­wią­za­ny, jak inni arcy­ka­pła­ni, do skła­da­nia codzien­nej ofia­ry naj­pierw za swo­je grze­chy, a potem za grze­chu ludu. To bowiem uczy­nił raz na zawsze, ofia­ru­jąc same­go sie­bie.

 

Kocha­ni! Jezus, ponie­waż trwa na wie­ki, ma kapłań­stwo nie­prze­mi­ja­ją­ce. Prze­to i zba­wiać na wie­ki może cał­ko­wi­cie tych, któ­rzy przez Nie­go zbli­ża­ją się do Boga, bo zawsze żyje, aby się wsta­wiać za nimi.

To pięk­ne i peł­ne opty­mi­zmu sło­wa. Bóg może nam wszyst­ko prze­ba­czyć, może nas zba­wić, tyl­ko jeden mały waru­nek, zbli­żać się do Boga przez Chry­stu­sa.

Zda­wać by się mogło, że to nic trud­ne­go i tak napraw­dę każ­dy czło­wiek może być zba­wio­ny, bo wystar­czy przyjść do Jezu­sa ze swy­mi pro­ble­ma­mi, cier­pie­nia­mi, wąt­pli­wo­ścia­mi. Oddać Mu grze­chy w sakra­men­cie poku­ty i już wszyst­ko będzie dobrze. A Bóg, jak dobry Ojciec, popro­wa­dzi nas za rękę pro­sto do nie­ba.

Kocha­ni. W rze­czy­wi­sto­ści, to nie jest tak pro­sto. Życie poka­zu­je, że nie­ste­ty czę­sto jest brak zro­zu­mie­nia wła­śnie tego, co to zna­czy przez Chry­stu­sa zbli­żyć się do Boga. Szcze­gól­nie my, Misjo­na­rze Krwi Chry­stu­sa i Ani­ma­to­rzy Wspól­no­ty Krwi Chry­stu­sa, powin­ni­śmy mieć na uwa­dze fakt odku­pie­nia przez Krew Chry­stu­sa. Trze­ba nam pamię­tać, jaką cenę zapła­cił Chry­stus – nasz Zba­wi­ciel, za nasze grze­chy, aby­śmy mogli być zba­wie­ni. Szcze­gól­ną uwa­gę na tę prze­naj­święt­szą Krew zwró­cił zało­ży­ciel nasze­go zgro­ma­dze­nia św. Kasper del Bufa­lo. Jego pra­gnie­niem było, aby żad­na kro­pla Krwi Chry­stu­sa nie była prze­la­na darem­nie. Tzn., aby jak naj­wię­cej ludzi sko­rzy­sta­ło z owo­ców miło­ści Chry­stu­sa, któ­ry oddał swe życie, prze­lał krew do koń­ca, aby każ­dy mógł żyć wiecz­nie razem z Nim, mimo swych sła­bo­ści, swych grze­chów. Sam Kasper swo­im życiem dał przy­kład, jak to robić. W tym gro­nie, mam nadzie­ję, że nie trze­ba teraz o tym mówić. Jeśli jed­nak ktoś chciał­by raz jesz­cze wró­cić do życio­ry­su św. Kaspra i pogłę­bić wie­dzę o jego życiu, o jego rozu­mie­niu miło­ści ukrzy­żo­wa­nej, to zachę­cam do naszej lite­ra­tu­ry. – Przy­po­mnień, nigdy zbyt wie­le.

War­to też moż­li­wie czę­sto roz­wa­żać 7 prze­lań Krwi Chry­stu­sa, choć­by odma­wia­jąc z uwa­gą Róża­niec do Krwi Chry­stu­sa. W tajem­ni­cach tego różań­ca, każ­dy też może odna­leźć sie­bie, swo­je pro­ble­my, swo­je cier­pie­nia i wziąć przy­kład z Jezu­sa, któ­ry jako pierw­szy prze­szedł przez nie w mak­sy­mal­nym wymia­rze, bo jako cał­ko­wi­cie nie­win­ny, spra­wie­dli­wy i pełen miło­ści, doświad­czył nie­spra­wie­dli­wo­ści, poni­że­nia, cier­pie­nia bez gra­nic, zarów­no ducho­we­go, jak i fizycz­ne­go. W koń­cu został ukrzy­żo­wa­ny i wła­śnie tam doko­na­ło się zwy­cię­stwo nad śmier­cią, sza­ta­nem, ludz­kim grze­chem, sła­bo­ścią. To wła­śnie gasną­ce życie Jezu­sa wraz ze stru­mie­nia­mi krwi wypły­wa­ją­cy­mi z Jego ran, a w koń­cu z otwar­te­go boku włócz­nią, sta­ło się źró­dłem nowe­go życia. Sta­ło się źró­dłem życia szcze­gól­nie dla tych wszyst­kich, któ­rzy przez grzech śmier­tel­ny, nie mie­li­by życia w sobie, nie mie­li­by szans na życie wiecz­ne w obec­no­ści Boga.

Jezus Zmar­twych­wstał i w ten spo­sób poka­zał, że żaden krzyż, żad­ne poni­ża­nie, a nawet śmierć, nie zamy­ka dro­gi do zmar­twych­wsta­nia. On Zmar­twych­wsta­ły uchy­lił rąbek tajem­ni­cy, co zna­czy zmar­twych­wsta­nie. Jest ono real­ne, war­to więc się tru­dzić i cał­ko­wi­cie zaufać Chry­stu­so­wi.

Wciąż jesz­cze prze­ży­wa­my okres Wiel­ka­noc­ny. On żyje, jak pisze św. Paweł w Liście do Hebraj­czy­ków. Każ­dy może być zba­wio­ny, jeśli przy­bli­ży się do Boga przez Nie­go, jak już wspo­mnia­łem na począt­ku. To przy­bli­że­nie w naszej ducho­wo­ści szcze­gól­nie, wyma­ga od nas naśla­do­wa­nia Chry­stu­sa w Jego miło­ści ofiar­nej dla innych, jak i za innych. Wyma­ga zro­zu­mie­nia war­to­ści każ­dej oso­by ludz­kiej, war­to­ści tak wiel­kiej, że Jezus tak­że za nią prze­lał swo­ją Krew, aby tak­że ją zba­wić. Jezus niko­mu grze­chów nie wypo­mi­na, ale zawsze kie­ru­je do każ­de­go sło­wa, któ­re nie­gdyś kie­ro­wał do uzdro­wio­nych, a tak­że do oca­lo­nej kobie­ty cudzo­łoż­nej: Idź, a od tej chwi­li już nie grzesz.

Te sło­wa kie­ru­je On dziś tak­że do każ­de­go z nas, po otrzy­ma­niu roz­grze­sze­nia, po otrzy­ma­niu łask pły­ną­cych z sakra­men­tów świę­tych. Zatem w prak­ty­ce, będąc posłusz­ni Jezu­so­wi, sta­ra­my się tak­że o nasze udo­sko­na­le­nie, aby zbli­żać się do ide­ału nasze­go Mistrza i Zba­wi­cie­la Jezu­sa Chry­stu­sa. Odku­pie­ni krwią Jego ran, sta­raj­my się też przy­bli­żyć innym Chry­stu­sa, tak­że przy­kła­dem wła­sne­go życia. Amen!

 

NIESZPORY

III Tydzień Wiel­ka­noc­ny

III dzień reko­lek­cji dla ani­ma­to­rów WKC

Dom Misyj­ny św. Kaspra – Czę­sto­cho­wa – czwar­tek, 04.05.2017

1 P 3,18. 22

 

Chry­stus raz umarł za grze­chy, spra­wie­dli­wy za nie­spra­wie­dli­wych, aby was do Boga przy­pro­wa­dzić, zabi­ty wpraw­dzie na cie­le, ale powo­ła­ny do życia Duchem. On jest po pra­wi­cy Bożej, gdyż poszedł do nie­ba, gdzie pod­da­ni Mu zosta­li Anio­ło­wie i Wła­dze, i Moce.

Kocha­ni. Jak­że moż­na wpaść w zachwyt nad dzia­ła­niem Ducha Świę­te­go w Koście­le, któ­re­go prze­cież jeste­śmy człon­ka­mi. Nasze reko­lek­cje powo­li dobie­ga­ją koń­ca. Prze­ży­li­śmy je zarów­no w ciszy przed Naj­święt­szym Sakra­men­tem, jak i uważ­nie słu­cha­jąc kon­fe­ren­cji, homi­lii. Mie­li­śmy czas reflek­sji nad sobą i nad naszym powo­ła­niem do świę­to­ści. Zapew­ne każ­dy z nas cze­goś nowe­go dowie­dział się o czło­wie­ku,  tak­że o sobie, aby roz­wi­jać w sobie to co dobre, a sta­rać się pra­co­wać nad tym, co jest jesz­cze złe, nie­do­sko­na­łe.

Św. Piotr w swym liście, któ­re­go frag­ment mamy roz­wa­żyć, nie­ja­ko pod­su­mo­wu­je wszyst­ko, co do tej pory było powie­dzia­ne. Chry­stus raz umarł za grze­chy, spra­wie­dli­wy za nie­spra­wie­dli­wych, aby was do Boga przy­pro­wa­dzić, zabi­ty wpraw­dzie na cie­le, ale powo­ła­ny do życia Duchem. On jest po pra­wi­cy Bożej, gdyż poszedł do nie­ba, gdzie pod­da­ni Mu zosta­li Anio­ło­wie i Wła­dze, i Moce.

– Chry­stus raz umarł za grze­chy, spra­wie­dli­wy za nie­spra­wie­dli­wych.

Cóż to zna­czy dla nas, misjo­na­rzy, ani­ma­to­rów?

Powin­ni­śmy Go naśla­do­wać, choć nie przez śmierć cia­ła, nie przez prze­le­wa­nie swej krwi pły­ną­cej w naszych żyłach, ale przez uśmier­ca­nie swe­go ego­izmu, swe­go ludz­kie­go poczu­cia spra­wie­dli­wo­ści, swe­go ludz­kie­go spoj­rze­nia na dru­gie­go czło­wie­ka wg jego zasług, jego dosko­na­ło­ści.

Powin­ni­śmy z miło­ścią ofia­ro­wać swój cen­ny czas, któ­ry mogli­by­śmy spę­dzić wg wła­sne­go pla­nu, dla wła­snych korzy­ści lub w gro­nie miłych osób, ludziom potrze­bu­ją­cym pomo­cy zarów­no mate­rial­nej jak i ducho­wej. Powin­ni­śmy ofia­ro­wać czas, aby i oni doświad­czy­li dobro­ci i miło­ści tak­że po to, aby łatwiej było im zro­zu­mieć, że Bóg ich nie odrzu­ca, ale kocha i cze­ka na ich nawró­ce­nie.

Może na naszej dro­dze życia sta­nie ktoś, kto nam spra­wił przy­krość lub zacho­wu­je się jak­by był naszym nie­przy­ja­cie­lem, więc w prak­ty­ce moż­na będzie odpo­wie­dzieć Jezu­so­wi na Jego wezwa­nie do miło­ści nie­przy­ja­ciół. Zamiast się zra­żać, zamiast się znie­chę­cać, lub pod­sy­cać swój ból, żal, a może nawet gniew, nie opusz­czać tych naszym zda­niem, nie­spra­wie­dli­wych.

Jeśli czy­ny i sło­wa dla nich już nic nie zna­czą, zawsze jesz­cze pozo­sta­je modli­twa za nich, gdyż jak mówi św. Piotr. On (Jezus) jest po pra­wi­cy Bożej, gdyż poszedł do nie­ba, gdzie pod­da­ni Mu zosta­li Anio­ło­wie i Wła­dze, i Moce.

Zatem Jezus Zmar­twych­wsta­ły może wszyst­ko. Tyl­ko On zna każ­de­go czło­wie­ka i wie, jak prze­mó­wić do Jego ser­ca, aby zro­zu­miał swe złe postę­po­wa­nie. To wła­śnie Jezus kie­dyś powie­dział, że nie potrze­bu­ją leka­rza zdro­wi, ale ci któ­rzy się źle mają. On jed­nak nie chce niko­mu odbie­rać wol­nej woli, ani zba­wiać sam. Chce, aby z Nim współ­pra­co­wać w zba­wia­niu dru­gich nio­sąc swój krzyż życia codzien­ne­go na dro­dze nasze­go powo­ła­nia  w sta­nie, w jakim jeste­śmy. To jest w rodzi­nie lub w samot­no­ści, we wspól­no­cie tej lub innej, lub tyl­ko i aż we wspól­no­cie Kościo­ła kato­lic­kie­go, któ­re­go prze­cież jeste­śmy człon­ka­mi.

Jezus powie­dział też, że żni­wo jest wiel­kie, ale robot­ni­ków mało. Sta­raj­my się modlić o powo­ła­nia kapłań­skie, misyj­ne, a tak­że do wspól­not, aby nie zabra­kło robot­ni­ków dla kró­le­stwa Boże­go, aby żad­na kro­pla Krwi Chry­stu­sa nie była prze­la­na darem­nie choć­by z powo­du bra­ku robot­ni­ków, tru­dzą­cych się nie tyl­ko nad zba­wie­niem wła­snym, ale tak­że dru­gich. Amen!