KONFERENCJE DLA ANIMATORÓW I SYMPATYKÓW WSPÓLNOTY KRWI CHRYSTUSA NA ROK FORMACYJNY 2017/2018

Ks. Andrzej Szy­mań­ski CPPS

Temat roku for­ma­cyj­ne­go:

REGUŁA ŻYCIA – WG STATUTÓW WKC

TEMAT IV

Mie­siąc: GRUDZIEŃ 2017 

SŁOWO BOŻE I MODLITWA

Ten rok for­ma­cyj­ny, jako temat wio­dą­cy ma Regu­łę życia wg Sta­tu­tów WKC. Jak już było przy­po­mnia­ne w poprzed­niej kon­fe­ren­cji, poprzed­ni rok for­ma­cyj­ny upły­nął pod hasłem Ośmiu Bło­go­sła­wieństw z Kaza­nia na Górze. Zatem tam­ten rok minął wg Regu­ły życia wska­za­nej przez Jezu­sa dla wszyst­kich. Ten rok for­ma­cyj­ny do tych 8 Bło­go­sła­wieństw, doda­je, a raczej uści­śla tam­te, Regu­łą życia wg Sta­tu­tów WKC.

Ten temat, już jako czwar­ty doty­czy bar­dzo waż­ne­go ele­men­tu naszej Regu­ły życia, a mia­no­wi­cie kształ­to­wa­nia sie­bie krok po kro­ku, wg czy­tań z kolej­nych nie­dziel. Cho­dzi o roz­wa­ża­nie Pisma Świę­te­go w gru­pach tygo­dnio­wych, życie Sło­wem życia, oraz dzie­le­nie się doświad­cze­nia­mi na wybra­ne Sło­wo. W ten spo­sób krok po kro­ku wpro­wa­dza­my w nasze życie codzien­ne, Sło­wo Boże, któ­re szcze­gól­nie do nas prze­ma­wia lub jest nam naj­bar­dziej potrzeb­ne do roz­wo­ju ducho­we­go.

Na spo­tka­niach naszych grup, a tak­że w życiu codzien­nym każ­de­go z nas, bar­dzo waż­na jest modli­twa. W naszej regu­le są to uwiel­bie­nia, podzię­ko­wa­nia, prze­pro­sze­nia i proś­ba do Pana Boga. Przy czym każ­de spo­tka­nie koń­czy się kon­kret­ną modli­twą: Ojcze Przed­wiecz­ny… Zatem nic dziw­ne­go, że Sło­wo Boże i modli­twa zosta­ły połą­czo­ne w ramach roz­wa­żań jed­ne­go mie­sią­ca.

War­to jesz­cze wspo­mnieć, że poprzed­nim tema­tem for­ma­cyj­nym była Eucha­ry­stia, a więc uczest­ni­cząc w niej każ­dy z nas po pierw­szym czy­ta­niu sły­szy: Oto Sło­wo Boże, a po czy­ta­niu Ewan­ge­lii – Oto Sło­wo Pań­skie. Zatem w litur­gii Eucha­ry­stii, przy­ję­ło się Panem nazy­wać Jezu­sa Chry­stu­sa, a sło­wa ze ST lub NT poza Ewan­ge­lią – ogól­nie Sło­wem Bożym.

Cie­ka­wą reflek­sją na ten temat dzie­li się ks. prof. Wal­de­mar Chro­stow­ski, mówiąc, że: Czy­ta­jąc księ­gi świę­te, Żydzi nie czy­nią tego pod kątem wery­fi­ko­wa­nia ich od stro­ny histo­rycz­nej, lecz sytu­ują sie­bie w dłu­gim łań­cu­chu poko­leń tych, któ­rzy Biblię otrzy­ma­li i uzna­li za dro­go­wskaz i pokarm dla swo­je­go życia. Żyd nie docie­ka, któ­rę­dy Izra­eli­ci wycho­dzi­li z Egip­tu, lecz prze­ży­wa tekst biblij­ny, jak­by sam stam­tąd teraz wycho­dził. Cześć i miłość do Biblii idą w parze z prze­ko­na­niem, że jest ona głę­bo­ko i wszech­stron­nie praw­dzi­wa, nie w tym zna­cze­niu, że moż­na ją pod­dać cało­ścio­wej wery­fi­ka­cji, swo­istej histo­rycz­nej lustra­cji, lecz dla­te­go, że wyda­je ona bło­go­sła­wio­ne owo­ce w życiu tych, któ­rzy ją czy­ta­ją i obja­śnia­ją (Bóg, Biblia, Mesjasz – roz­mo­wa z ks. prof. Wal­de­ma­rem Chro­stow­skim, str. 416)

W naszej regu­le też cho­dzi o to, aby Pismo Świę­te prze­ży­wać i wpro­wa­dzać w życie codzien­ne tak, aby przy­no­si­ło kon­kret­ne, bło­go­sła­wio­ne owo­ce.

W tym miej­scu war­to przy­po­mnieć, że nasze zgro­ma­dze­nie CPPS jak rów­nież WKC, ma obo­wią­zek żyć w jed­no­ści z całym Kościo­łem Kato­lic­kim, któ­re­go gło­wą na tej zie­mi, jest kolej­ny następ­ca św. Pio­tra, a więc papież. Teraz papież Fran­ci­szek i jego wska­za­nia, powin­ny być dla nas bar­dzo waż­ne i wypeł­nia­ne.

W odnie­sie­niu do tego tema­tu, moż­na przy­jąć zale­ce­nie papie­ża, aby każ­da oso­ba wie­rzą­ca posia­da­ła Pismo Świę­te, nosi­ła je przy sobie, czy­ta­ła i roz­wa­ża­ła. To wła­śnie coś takie­go, jak w naszej Regu­le. Trud­no roz­wa­żać Pismo Świę­te nie posia­da­jąc go. Jedy­nie trze­ba by zwró­cić uwa­gę, na jesz­cze bar­dziej sumien­ne przy­kła­da­nie się do pozna­wa­nia tegoż Pisma i wpro­wa­dza­nia w życie codzien­ne. Jak bowiem moż­na by pójść za Jezu­sem nie zna­jąc Go? – Któż inny mógł­by lepiej prze­ka­zać infor­ma­cje o Nim, niż On sam? – A to, co mówi Jezus o sobie sło­wem, czy­nem i wła­snym życiem, mamy opi­sa­ne wła­śnie w Ewan­ge­liach, z któ­rych trzy są tzw. syn­op­tycz­ne, czy­li opi­su­ją­ce Jezu­sa pod tym samym kątem, tre­ścią zbli­żo­ne do sie­bie. Czwar­ta zaś Ewan­ge­lia wg św. Jana jest nie­co inna, gdyż bar­dziej niż inni ewan­ge­li­ści, Jan zwra­ca uwa­gę na mowy Jezu­sa.

Sko­ro tema­tem klu­czo­wym dla nas jest dziś sło­wo, to war­to podać jego zna­cze­nie, aby nie było nie­po­ro­zu­mień.

SŁOWO, a w języ­ku grec­kim – LOGOS, zaś w. j. hebr. DABAR wystę­pu­je wie­lo­krot­nie w Biblii. Wte­dy zgod­nie z men­tal­no­ścią całe­go Wscho­du, dwie cechy były zna­mien­ne dla poję­cia sło­wa. Tam SŁOWO i RZECZYWISTOŚĆ są ze sobą zwią­za­ne w spo­sób tak nie­roz­łącz­ny, że w języ­ku hebraj­skim rze­czow­nik dabar ozna­cza zarów­no sło­wo (opo­wia­da­nie, pole­ce­nie) jak i rzecz (rze­czy­wi­stość, spra­wa). Zatem nie ma sło­wa, któ­re nie mogło­by być rze­czy­wi­sto­ścią, i nie ma rze­czy­wi­sto­ści, któ­rą moż­na by przed­sta­wić bez uży­cia sło­wa.

Ponad­to zna­cze­nio­wo są ze sobą rów­nież nie­roz­łącz­nie powią­za­ne SŁOWO i DZIAŁANIE: mówić – to dzia­łać, co jest praw­dą zwłasz­cza w odnie­sie­niu do Boga, któ­ry stwa­rza świat za pomo­cą sło­wa (Xavier Leon-Dufo­ur – Słow­nik Nowe­go Testa­men­tu).

Tak się zło­ży­ło, że nasz temat o Sło­wie Bożym, pod­ję­ty został wła­śnie w grud­niu, czy­li w mie­sią­cu przy­go­to­wań do Świąt Boże­go Naro­dze­nia i samych świąt. Jest to przy­po­mnie­nie prze­ło­mu dzie­jów. Naro­dze­nie Jezu­sa Chry­stu­sa zmie­nia bieg histo­rii. Od tego momen­tu liczy się czas, tzw., nowa Era – era chrze­ści­jań­stwa. Moż­na powie­dzieć, że wła­śnie żyje­my w roku 2017 od naro­dzin Chry­stu­sa, a więc nie­dłu­go będzie 2017 rocz­ni­ca naro­dzin Jezu­sa. To waż­ne też dla tych, do któ­rych szcze­gól­nie prze­ma­wia­ją licz­by. Choć było to tak daw­no, to jed­nak każ­de­go roku prze­ży­wa­my na nowo radość, jak­by to było dzi­siaj.

Ewan­ge­lia na Boże Naro­dze­nie, któ­ra wła­ści­wie roz­po­czy­na nową epo­kę w histo­rii, tj. chrze­ści­jań­stwo, mówi o Jezu­sie nie­co ina­czej, jak przy­wy­kli­śmy rozu­mieć naro­dze­nie czło­wie­ka. Jezus przed­sta­wio­ny jest wła­śnie jako Sło­wo, któ­re było u Boga (J 1,1). Przy­po­mi­na to tro­chę sce­nę z Księ­gi Rodza­ju opi­su­ją­cą stwo­rze­nie świa­ta. Każ­de­go dnia z sze­ściu, gdy Bóg stwa­rzał coś inne­go, zawsze kolej­ne stwa­rza­nie zaczy­na­ło się od słów: BÓG RZEKŁ i tak np. stwa­rza­jąc dzień i noc rzekł: Nie­chaj się sta­nie świa­tłość (Rdz 1,3), a stwa­rza­jąc isto­ty żywe na zie­mi Bóg rzekł: Nie­chaj zie­mia wyda isto­ty żywe róż­ne­go rodza­ju: bydło, zwie­rzę­ta peł­za­ją­ce i dzi­kie zwie­rzę­ta według ich rodza­jów. I sta­ło się tak… (Rdz 1,24).

Bóg rzekł i tak się sta­ło, tzn. Sło­wo Boga mate­ria­li­zo­wa­ło się. Zatem Bóg nie musiał mieć żad­nych mate­ria­łów, czy sub­stan­cji i nie musiał nic robić, aby powsta­ło coś nowe­go. Nawet pierw­szy czło­wiek powstał w ten spo­sób. Podob­nie Jezus powstał na Sło­wo Boga prze­ka­za­ne Maryi przez anio­ła w chwi­li Zwia­sto­wa­nia. Wystar­czy­ło Sło­wo: Oto poczniesz i poro­dzisz Syna (Łk 1,31), więc Mary­ja poczę­ła i poro­dzi­ła. To zapew­ne jest trud­ne do zro­zu­mie­nia dla prze­cięt­ne­go czło­wie­ka, któ­ry zawsze musi coś robić, aby coś osią­gnąć w swo­im życiu. Jed­nak ta praw­da o Stwo­rze­niu prze­kra­cza­ją­ca ludz­ki umysł, pozwa­la nam żyć wiecz­nie w nie­bie, jeśli tyl­ko w swo­im życiu przyj­mie­my zarów­no wcie­lo­ne Sło­wo Boga, czy­li Jezu­sa Chry­stu­sa jak i Jego Sło­wa, któ­re są świa­tłem na cier­ni­stej dro­dze życia.

Jezus przy­szedł do swo­ich, czy­li do Ludu Wybra­ne­go, któ­rym nie­wąt­pli­wie byli Izra­eli­ci, ale oni Go nie przy­ję­li, jako zapo­wie­dzia­ne­go Mesja­sza. Jedy­nie nie­któ­rzy z nich Go przy­ję­li i poszli za Nim. I tak jak wte­dy, tak i teraz wszyst­kim tym, któ­rzy Je przy­ję­li, dało moc, aby się sta­li dzieć­mi Boży­mi na nowo, gdyż Jezus zgła­dził grzech (J 1,12).

Zatem Jezus odmie­nił los każ­de­go czło­wie­ka wpro­wa­dza­jąc pokój w ser­cach, dając nadzie­ję na szczę­ście wiecz­ne.

W czy­ta­niu ze ST na paster­kę, pro­rok Iza­jasz wypo­wia­da sło­wa doty­czą­ce Jezu­sa: Naród kro­czą­cy w ciem­no­ściach ujrzał świa­tłość wiel­ką, nad miesz­kań­ca­mi kra­ju mro­ków świa­tłość zaja­śnia­ła.

Pomno­ży­łeś radość, zwięk­szy­łeś wese­le… Albo­wiem Dzie­cię się nam naro­dzi­ło, Syn został nam dany… Ksią­żę Poko­ju (Iz 9,1–2a.5).

Świę­ta Boże­go Naro­dze­nia, przy­po­mi­na­ją dokład­ne wypeł­nie­nie słów pro­ro­ka Iza­ja­sza.

W tym miej­scu war­to przy­po­mnieć, że pro­ro­cy nazy­wa­ni byli usta­mi Boga, zatem sło­wa przez nich wypo­wia­da­ne tak napraw­dę były sło­wa­mi same­go Boga, więc nic dziw­ne­go, że w przy­szło­ści speł­nia­ły się tak, jak przy­to­czo­ne wyżej.

Bóg czę­sto posy­łał pro­ro­ków do ludzi mają­cych szcze­gól­ne zna­cze­nie w Izra­elu. I tak np. z Księ­gi Samu­ela dowia­du­je­my się, że Bóg posłał pro­ro­ka Nata­na do kró­la Dawi­da, aby ów pro­rok uświa­do­mił Dawi­do­wi jego grzech i oznaj­mił, jaką karę król musi ponieść za swój zły czyn nazwa­ny nawet zdra­dą same­go Boga. Czas poka­zał, że sło­wa pro­ro­ka speł­ni­ły się i oczy­wi­ście nie mogło być ina­czej, bo Bóg zawsze był i jest kon­se­kwent­ny, nigdy nie żar­tu­je i zawsze mówi praw­dę (zob. 2 Sm 12,1–19).

Aby lepiej zro­zu­mieć zna­cze­nie sło­wa w Piśmie Świę­tym, posłu­żę się frag­men­tem wyję­tym z Księ­gi Iza­ja­sza mówią­cym o tym, czym było sło­wo w ustach tego pro­ro­ka. Napi­sał on:

Zaiste, podob­nie jak ule­wa i śnieg

Spa­da­ją z nie­ba

I tam nie powra­ca­ją,

Dopó­ki nie nawod­nią zie­mi,

Nie użyź­nią jej i nie zapew­nią uro­dza­ju,…

Tak sło­wo, któ­re wycho­dzi z ust moich, nie wra­ca do Mnie bez­owoc­ne,

zanim wpierw nie doko­na tego, co chcia­łem,

i nie speł­ni pomyśl­nie swe­go posłan­nic­twa (Iz 55,10–11).

Jak widać Iza­jasz mówił tak jak by był mikro­fo­nem Boga lub ina­czej usta­mi Boga.

W NT czy­ta­my np.:

Z nasta­niem wie­czo­ra przy­pro­wa­dzo­no Mu (Jezu­so­wi) wie­lu opę­ta­nych. On sło­wem wypę­dził złe duchy i wszyst­kich cho­rych uzdro­wił. Tak oto speł­ni­ło się sło­wo pro­ro­ka Iza­ja­sza (Mt 8,14–17).

Nato­miast św. Paweł w swo­im Liście do Hebraj­czy­ków wyja­śnia, czym jest Sło­wo Boże. Pisze on:

Żywe bowiem jest Sło­wo Boże, sku­tecz­ne i ostrzej­sze niż wszel­ki miecz obo­siecz­ny, prze­ni­ka­ją­ce aż do roz­dzie­le­nia duszy i ducha, sta­wów i szpi­ku, zdol­ne osą­dzić pra­gnie­nia i myśli ser­ca (Hbr 4,12).

Zatem Sło­wo Boże jest przede wszyst­kim żywe i sku­tecz­ne; żywe tzn. ponad­cza­so­we, zawsze aktu­al­ne. W prak­ty­ce ozna­cza to, że sło­wa Jezu­sa prze­ka­za­ne nam w Piśmie Świę­tym są ponad­cza­so­we i zawsze aktu­al­ne nie­za­leż­nie od tego ile wie­ków już minę­ło od cza­sów, gdy były one wypo­wie­dzia­ne i ile jesz­cze wie­ków minie do skoń­cze­nia świa­ta. – Tak być musi, bo Bóg jako dosko­na­ły jest nie­zmien­ny i Jego sło­wa są zawsze sku­tecz­ne jako wzo­rzec postę­po­wa­nia pro­wa­dzą­cy do zba­wie­nia. Według Jego słów moż­na osą­dzać czy­ny czło­wie­ka, pod wzgl. moral­nym jako dobre lub złe.

Sam Jezus w swo­im ziem­skim naucza­niu czę­sto posłu­gi­wał się sło­wem, któ­re­go moc moż­na było oglą­dać natych­miast. Takie naucza­nie widocz­ne na rze­czach mate­rial­nych, uwia­ry­god­nia­ło naukę w spra­wach, któ­rych na razie nie moż­na było zoba­czyć, bo odno­si­ło się to do życia po śmier­ci; do kró­le­stwa Boże­go.

Dalej już trze­ba by roz­wa­żać poszcze­gól­ne Ewan­ge­lie, aby pozna­wać naukę Jezu­sa i wg niej żyć, a na to wła­śnie jest miej­sce w naszych spo­tka­niach tygo­dnio­wych.

Kolej­nym tema­tem dzi­siej­szej kon­fe­ren­cji jest modli­twa, o czym wspo­mnia­ne było na począt­ku.

Każ­dy z nas modli się i każ­dy czło­nek WKC modli się wg 4 pod­sta­wo­wych sche­ma­tów. War­to tu wspo­mnieć, że modli­twa ma dużą szan­sę być wysłu­cha­ną, jeśli dwaj lub trzej zgod­nie o coś pro­szą (zob. Mt 18,20), a tę moż­li­wość dają wła­śnie nasze gru­py tygo­dnio­we. War­to też przy­po­mnieć, że jeśli jakaś oso­ba modli się gło­śno, to pozo­sta­li uczest­ni­cy spo­tka­nia uważ­nie słu­cha­ją i ser­cem w jed­no­ści zano­szą te same sło­wa do Pana Boga, two­rząc w ten spo­sób jed­ność. Potwier­dze­niem tego, są wypo­wia­da­ne odpo­wied­nio sło­wa przez wszyst­kich: Uwiel­bia­my Cię Panie Jezu Chry­ste, dzię­ku­je­my Ci Panie Jezu Chry­ste, prze­pra­sza­my Cię Panie Jezu Chry­ste, pro­si­my Cię Panie Jezu Chry­ste. Przy czym nie powta­rza się już tego, co mówi­ła jakaś oso­ba, gdyż zgod­nie z zało­że­niem, wszy­scy te same sło­wa powin­ni już zanieść w ser­cu do Pana Boga.

Może raz jesz­cze war­to przy­po­mnieć, że zgod­nie ze sło­wa­mi Jezu­sa, gdzie dwaj lub trzej zgro­ma­dze­ni są w Imię Jego, On jest wśród nich. Zatem świa­do­mość obec­no­ści Jezu­sa na spo­tka­niach WKC, wyma­ga odpo­wied­niej, uro­czy­stej i god­nej tego nie­zwy­kłe­go gościa atmos­fe­ry. To w Jego obec­no­ści i dla Nie­go spo­ty­ka­my się, aby On nas pro­wa­dził, uzdra­wiał i uświę­cał.

Czym jest Modli­twa?

Naj­le­piej okre­ślić modli­twę jako wznie­sie­nie duszy do Boga oraz roz­mo­wę i obco­wa­nie z Nim. Czło­wiek bowiem pra­gnie z Bogiem roz­ma­wiać, chce Mu coś powie­dzieć. W tym celu musi z Nim nawią­zać kon­takt, zbli­żyć się do Nie­go, a ponie­waż w rze­czy­wi­sto­ści Bóg jest wszę­dzie obec­ny, musi sobie uświa­do­mić tę bli­skość Boga, w któ­rym żyje i się znaj­du­je. Musi on swój umysł, swo­je wnę­trze świa­do­mie ku Bogu skie­ro­wać, pamię­ta­jąc, że Bóg jest tuż. Przy okre­śle­niu isto­ty modli­twy nale­ży szcze­gól­ną uwa­gę zwró­cić na moment świa­do­mo­ści obco­wa­nia z Bogiem. Samo bowiem bez­myśl­ne odma­wia­nie pacie­rza czy jakiejś for­mu­ły modli­tew­nej trud­no nazwać modli­twą. Aby moż­na mówić o modli­twie, musi być świa­do­me skie­ro­wa­nie się ku Bogu, a to się łączy z rze­czy­wi­stym wznie­sie­niem duszy do Nie­go (Teo­lo­gia Życia Ducho­we­go – ks. Anto­ni Słom­kow­ski, s. 199).

Jezus, zaś w Ewan­ge­lii wg św. Mate­usza, daje nam bar­dzo jasne i pro­ste wska­zów­ki co do modli­twy. Mówi: Na modli­twie nie bądź­cie gada­tli­wi jak poga­nie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wie­lo­mów­stwo będą wysłu­cha­ni. Nie bądź­cie podob­ni do nich! Albo­wiem wie Ojciec wasz, cze­go wam potrze­ba, wpierw zanim Go popro­si­cie (Mt 6,7–8). Jak­że czę­sto się o tym zapo­mi­na. Jak­że czę­sto powsta­ją nowe modli­twy, modli­tew­ni­ki… Jak­że czę­sto też u ludzi świec­kich moż­na sły­szeć, że tak wie­le się modlą, a tak mało są wysłu­chi­wa­ni. Zapo­mi­na się oczy­wi­sty fakt, że w sakra­men­cie chrztu świę­te­go zosta­li­śmy wsz­cze­pie­ni w Kościół. Zatem jeste­śmy człon­ka­mi Mistycz­ne­go Cia­ła Chry­stu­sa. Co wię­cej, zosta­li­śmy przy­bra­ny­mi dzieć­mi Boży­mi. Jeśli zaś dzieć­mi, to nawet ziem­ski ojciec, trosz­czy się o swo­je dzie­ci, choć jego tro­ska nie jest tak dosko­na­łą jak Boga Ojca, któ­ry jest dosko­na­ły. Pro­blem tyl­ko w tym, że nie zawsze nasze potrze­by widzia­ne ocza­mi Boga są rze­czy­wi­ście koniecz­ne. Cza­sem On widzi tro­chę ina­czej niż my. Myślę, że war­to w tym momen­cie przy­po­mnieć sobie dia­log Pio­tra z Jezu­sem. Kie­dy Jezus zapo­wia­da, że będzie musiał wie­le wycier­pieć, że zosta­nie wyda­ny w ręce ludzi, to Piotr, myślą­cy ludz­ki­mi kate­go­ria­mi, powia­da: Panie, niech Cię Bóg bro­ni! Nie przyj­dzie to nigdy na Cie­bie. A Jezus na to: Zejdź Mi z oczu, sza­ta­nie! Jesteś Mi zawa­dą, bo myślisz nie na spo­sób Boży, lecz na ludz­ki (Mt 16,22–23). Oczy­wi­ście Jezus nie odrzu­cił Pio­tra, ale ostro go stro­fo­wał. Zapew­ne Jezu­so­wi cho­dzi­ło zawsze o zba­wie­nie, o życie wiecz­ne bar­dziej, niż o dobro docze­sne, cho­ciaż roz­mno­żył chleb, aby nakar­mić słu­cha­czy. Jego ucznio­wie łuska­li kło­sy w sza­bat, gdy byli głod­ni. Uzdra­wiał wie­lu cho­rych, uwal­niał od złych duchów, a nawet wskrze­szał umar­łych. Ale nawet te cuda uwal­nia­ją­ce ludzi od cier­pień fizycz­nych lub ducho­wych były rów­nież dro­gą do zba­wie­nia. Uka­zy­wa­ły Jezu­sa, jako kogoś nie­zwy­kłe­go, wia­ry­god­ne­go, a dla tych, któ­rzy zna­li pro­roc­twa o Nim, były potwier­dze­niem fak­tu, że rze­czy­wi­ście jest zapo­wie­dzia­nym Mesja­szem, a więc tym, któ­ry wyba­wi lud Swój. – Wyba­wi w sen­sie escha­to­lo­gicz­nym. No cóż. Na tej zie­mi tak napraw­dę żyje­my bar­dzo krót­ko, nawet jeśli by to było 100 lat, cze­go tak czę­sto sobie życzy­my. Cóż bowiem jest 100 lat w porów­na­niu z nie­skoń­czo­no­ścią, któ­rej sobie nawet nie jeste­śmy w sta­nie wyobra­zić. To coś takie­go jak odci­nek na linii pro­stej w porów­na­niu z pro­stą, to też coś takie­go, jak kro­pla wody w porów­na­niu z oce­anem. A jed­nak od tego nasze­go krót­kie­go życia zale­ży nasze zba­wie­nie. – Czy opo­wie­my się po stro­nie Boga, czy prze­ciw Nie­mu. Jakie miej­sce w naszym ser­cu, w naszym życiu zaj­mu­je Bóg? Czy modlę się modli­twą, któ­rej nauczył nas sam Jezus Chry­stus w Ewan­ge­lii? Jest to pra­wie dokład­nie prze­ka­za­na nam modli­twa: Ojcze nasz. Zatem moż­na powie­dzieć, że to dla nas naj­waż­niej­sza modli­twa na co dzień, do odma­wia­nia w ciszy ser­ca każ­de­go dnia. Zatem choć bar­dzo krót­ko war­to ją prze­ana­li­zo­wać. Modli­twa (Mt 6,9–13) zaczy­na się od słów:

Ojcze nasz, któ­ry jesteś w nie­bie, niech się świę­ci imię Two­je! Zatem Jezus każ­de­mu z nas zezwa­la nazy­wać Boga naszym Ojcem, a jed­no­cze­śnie przy­po­mi­na, że Bóg, Jego Ojciec, jest też naszym Ojcem. Do Nie­go więc każ­de­go dnia może­my i powin­ni­śmy zwra­cać się jak do Ojca; Ojca, któ­ry jest w nie­bie, któ­re­go imię ma się świę­cić. Te sło­wa modli­twy, przy­po­mi­na­ją nam też, że każ­dy nasz brat w Chry­stu­sie, każ­da sio­stra w Nim, ma tak samo jak my, wiel­ką god­ność dziec­ka Boże­go, więc nale­ży się im sza­cu­nek i bra­ter­ska, sio­strza­na miłość, nawet, jeśli zbłą­dzi­li, nawet jeśli ich życie teraz jest grzesz­ne. Moż­na sobie wyobra­zić, że w tych spra­wach dzie­cięc­twa Boże­go jest podob­nie jak z dzieć­mi. Czy np. jakiś ojciec, lub mat­ka opusz­cza lub prze­sta­je kochać dziec­ko, któ­re zro­bi kupę i cuch­nie? Czy po pro­stu nie umy­je, prze­bie­rze i znów jest dziec­ko czy­ste i pach­ną­ce. Lub też czy w przy­pad­ku star­sze­go dziec­ka, jeśli np. ono popeł­ni jakiś błąd, lub oble­je rok w szko­le, czyż nadal nie prze­sta­je być kocha­nym dziec­kiem? – Wyma­ga tyl­ko jesz­cze wię­cej tro­ski, jesz­cze wię­cej cier­pli­wo­ści.

My ludzie mamy róż­ne meto­dy wycho­wa­nia, któ­re sto­su­ją się do róż­nych dzie­ci, ale spo­śród tych wszyst­kich metod naj­waż­niej­sza jest ta, któ­ra wycho­wa­nie opie­ra na czy­stej, pięk­nej, peł­nej poświę­ce­nia miło­ści. Dzie­ci też róż­nie reagu­ją. Jed­nym wystar­czy deli­kat­nie zwró­cić uwa­gę, lub nawet zna­czą­co spoj­rzeć, a już dziec­ko samo się reflek­tu­je. Innym trze­ba dłu­go i cier­pli­wie tłu­ma­czyć, innym opo­wia­dać o podob­nych sytu­acjach nawet w for­mie baj­ki, a do nie­któ­rych prze­ma­wia tyl­ko nagro­da lub kara. Zatem my cza­sem szu­ka­my metod wycho­wa­nia wła­ści­wych dla naszych dzie­ci meto­dą prób i błę­dów. Bóg zaś zna ser­ce każ­de­go czło­wie­ka i sam uczy indy­wi­du­al­nie naj­lep­szy­mi meto­da­mi. Wystar­czy Mu zaufać i robić to, co jest zale­ca­ne przez Nie­go same­go – miło­wać miło­ścią ofiar­ną i modlić się za tych, któ­rzy naj­bar­dziej potrze­bu­ją Boże­go Miło­sier­dzia. Dalej w naszej modli­twie mamy sło­wa:

Niech przyj­dzie kró­le­stwo Two­je; niech Two­ja wola się speł­nia na zie­mi, tak jak i w nie­bie. Wła­śnie w tych sło­wach wyra­ża­my swo­je bez­gra­nicz­ne uzna­nie dla Boga jako Kró­la i zaufa­nie dla Jego woli, jak rów­nież sza­cu­nek i goto­wość jej wypeł­nia­nia. Moż­na też powie­dzieć, że pra­gnąc wypeł­nia­nia się woli Bożej, uzna­je­my, że Bóg naj­le­piej wie, co jest dla nas naj­lep­sze i Jego Boży plan jest naj­do­sko­nal­szy z moż­li­wych. – Mimo, że cza­sem zupeł­ne nie rozu­mie­my, dla­cze­go w danej sytu­acji dzie­je się wła­śnie tak, a nie ina­czej i to nie tyl­ko w życiu indy­wi­du­al­nych osób, ale nawet spo­łe­czeństw i dla­cze­go Bóg zezwa­la na róż­ne prze­ja­wy zła w świe­cie. – Może jest tak wła­śnie dla­te­go, że Bóg ze swej per­spek­ty­wy widzi lepiej i wię­cej niż czło­wiek ogra­ni­czo­ny swy­mi ziem­ski­mi doświad­cze­nia­mi i ogra­ni­cze­nia­mi. Oprócz tego wie­lu z nas jest tak bar­dzo przy­wią­za­nych do tego świa­ta i tak nie­cier­pli­wych, że nie potra­fi wyjść poza ziem­ską rze­czy­wi­stość. Nie potra­fi cze­kać na przej­ście z tego świa­ta, do wiecz­nej, Boskiej rze­czy­wi­sto­ści w nie­bie.

Dalej w modli­twie mamy mówić:

Chle­ba nasze­go powsze­dnie­go daj nam dzi­siaj; i prze­bacz nam nasze winy, jak i my prze­ba­cza­my tym, któ­rzy prze­ciw nam zawi­ni­li… Jako chleb powsze­dni, może­my też rozu­mieć wszyst­ko, co jest nam nie­zbęd­ne do życia, jak powsze­dni chleb. Takie rozu­mie­nie słów, może nasu­wać też inny wer­set Ewan­ge­lii, gdzie Jezus mówi: Nie troszcz­cie się zbyt­nio o swo­je życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swo­je cia­ło, czym się macie przy­odziać. Prze­cież Ojciec wasz nie­bie­ski wie, że tego wszyst­kie­go potrze­bu­je­cie (Mt 6,25.32). Potem wyja­śnia, jak to pta­ki powietrz­ne nie sie­ją ani żną, a Ojciec je kar­mi. Podob­nie lilie polne są pięk­ne, bez pra­cy. Może ktoś zapy­ta, sko­ro tak, to po co jesz­cze pro­sić? – Wła­śnie. Ani lilie, ani pta­ki nie są obda­rzo­ne takim bogac­twem zmy­słów jak czło­wiek. Nie są też obda­rzo­ne wol­ną wolą, jak my rodza­ju ludz­kie­go. Zatem choć Bóg wie, cze­go nam trze­ba i jest w sta­nie zara­dzić naszym potrze­bom, to jed­nak ze wzgl. na naszą wol­ną wolę, powin­ni­śmy pro­sić o potrzeb­ne rze­czy, jak rów­nież o pomoc w roz­wią­zy­wa­niu naszych ludz­kich pro­ble­mów np. z inny­mi ludź­mi. War­to zauwa­żyć, że wraz z proś­bą o potrzeb­ne rze­czy, w modli­twie mamy od razu proś­bę o prze­ba­cze­nie win. Zatem prze­ba­cze­nie w naszym życiu jest nie­mal­że koniecz­ne na rów­ni z chle­bem powsze­dnim. Ono nie­ja­ko wyróż­nia chrze­ści­jań­stwo spo­śród innych reli­gii. Sam Jezus Chry­stus w pro­ce­sie prze­ciw Nie­mu, na dro­dze krzy­żo­wej, a w koń­cu na krzy­żu, dał przy­kład bez­gra­nicz­nej, prze­ba­cza­ją­cej miło­ści – dla zba­wie­nia innych, a tak­że nas.

Dal­sze sło­wa modli­twy: i nie dopuść, aby­śmy ule­gli poku­sie, ale nas zacho­waj od złe­go, wska­zu­ją na real­ność wal­ki ducho­wej w życiu każ­de­go z nas. Nie powin­no to nas dzi­wić, gdyż jak wie­my z Ewan­ge­lii, sam Jezus był kuszo­ny przez dia­bła pod­czas swe­go czter­dzie­sto­dnio­we­go postu na pusty­ni. – On zwy­cię­żył i nie uległ poku­sie. Z Księ­gi Rodza­ju wie­my też, że Ewa była kuszo­na przez sza­ta­na i nie­ste­ty, ona ule­gła poku­sie i stąd grzesz­ność naszej natu­ry, mówiąc w ogrom­nym skró­cie. Zatem trze­ba pomo­cy Boga w prze­zwy­cię­ża­niu pokus, w wal­ce ze złem.

Przy oka­zji ucze­nia modli­twy, Jezus prze­ka­zu­je bar­dzo pro­stą infor­ma­cję, a w prak­ty­ce nie­jed­no­krot­nie jak­że trud­ną. Jeśli bowiem prze­ba­czy­cie ludziom ich prze­wi­nie­nia, i wam prze­ba­czy Ojciec wasz nie­bie­ski. Lecz jeśli nie prze­ba­czy­cie ludziom, i Ojciec wasz nie prze­ba­czy wam waszych prze­wi­nień (Mt 6,14–15). Jakaż to pro­sta zależ­ność. W tym sen­sie moż­na powie­dzieć, że tak napraw­dę nasi wino­waj­cy, są naszy­mi przy­ja­ciół­mi, bo dzię­ki nim mamy oka­zję prze­ba­czać, a więc może­my też ocze­ki­wać Boże­go prze­ba­cze­nia.

Szcze­gól­nie jako człon­ko­wie i sym­pa­ty­cy WKC, win­ni­śmy prze­ba­czać, korzy­stać i zachę­cać innych do korzy­sta­nia z Bożej prze­ba­cza­ją­cej miło­ści w sakra­men­cie poku­ty i pojed­na­nia oraz modlić się za tych, któ­rzy naj­bar­dziej potrze­bu­ją Boże­go Miło­sier­dzia, aby i dla nich Krew Chry­stu­sa nie była prze­la­na darem­nie.