”Pan potrze­bu­je”  (Łk 19,29–40)

Było to w okre­sie  Wiel­kie­go Tygo­dnia. Od lat wybie­ra­łam się na obcho­dy Pasyj­ne w Kal­wa­rii Zebrzy­dow­skiej, któ­re zaczy­na­ły się w Wiel­ki Czwar­tek. Umó­wi­łam się  z kole­żan­ka­mi, że w tym roku to już na pew­no poje­dzie­my. Mój mąż nie zawsze akcep­to­wał moje wyjaz­dy, ale powie­dział od nie­chce­nia „ jak chcesz to jedź”.

Wcze­śniej przed Nie­dzie­lą Pal­mo­wą byłam od piąt­ku do nie­dzie­li w Czę­sto­cho­wie na dniach sku­pie­nia, gdzie Sło­wem Życia było „ Pan  potrze­bu­je”   Łk. 19, 29–40.

Nie sądzi­łam wów­czas, że to Sło­wo Życia wpły­nie na moją decy­zję wyjaz­du do Kal­wa­rii Zebrzy­dow­skiej.

We wto­rek, w Wiel­kim Tygo­dniu,  oko­ło połu­dnia przy­cho­dząc do domu zasta­łam męża z roz­bi­tą gło­wą. Oka­za­ło się, że pod­czas pra­cy przy budo­wie kościo­ła spadł nie­ocze­ki­wa­nie ze scho­dów i roz­bił gło­wę. W tym momen­cie musia­łam pod­jąć decy­zję, czy zostać w domu, czy jechać do Kal­wa­rii Zebrzy­dow­skiej. Nie było to łatwe, bo bar­dzo pra­gnę­łam być na obcho­dach pas­chal­nych w miej­scu od daw­na wyma­rzo­nym i prze­cież byłam już umó­wio­na z kole­żan­ka­mi. Byłam w roz­ter­ce. Coś mi szep­ta­ło „jedź”, mąż da sobie radę, prze­cież nie jest tak źle. I tu nagle z pomo­cą przy­szło mi  Sło­wo Życia „ Pan  potrze­bu­je ”. Bły­ska­wicz­nie pod­ję­łam decy­zję. Wybra­łam opie­kę nad mężem i nie poje­cha­łam. Dobrze zro­bi­łam, bo mąż jak się potem oka­za­ło bar­dzo mnie potrze­bo­wał nie tyle do opie­ki fizycz­nej, bo nie było z nim aż tak źle, ale potrze­bo­wał mojej bli­sko­ści. Mąż bar­dzo się ucie­szył, że zosta­łam z nim i szyb­ko wró­cił do zdro­wia.

Od tej pory wie­le się zmie­ni­ło w moim mał­żeń­stwie. Sło­wo „ Pan  potrze­bu­je ” zro­zu­mia­łam, że bar­dziej potrzeb­na byłam mężo­wi, niż na modli­twie w miej­scu piel­grzym­ko­wym. Mąż za to czuł się dowar­to­ścio­wa­ny i od tej pory nie mam kło­po­tu z wyjaz­da­mi, bo już nie mówi od nie­chce­nia „ jak chcesz to jedź „ tyl­ko  „ możesz jechać”, a to zmie­nia postać rze­czy, bo ja nie czu­ję się ego­istycz­nie i moja modli­twa na róż­nych wyjaz­dach piel­grzym­ko­wych jest war­to­ściow­sza.

Dzię­ki przy­na­leż­no­ści do Wspól­no­ty Krwi Chry­stu­sa łatwiej podej­mo­wać mi decy­zje i łatwiej odno­sić się do nie­któ­rych sytu­acji życio­wych.

Bło­go­sła­wio­na Krew Jezu­so­wa!

                                                                                                                             Józe­fa