Zagad­nie­nia wstęp­ne

Trze­ba już na samym począt­ku zazna­czyć, że wła­ści­wie całe życie św. Kaspra nazna­czo­ne było nie­ustan­nym szu­ka­niem i wypeł­nia­niem woli Bożej. Trud­no jest pisać o całym życiu św. Kaspra, dla­te­go z koniecz­no­ści ogra­ni­czy­my się do naj­waż­niej­szych sytu­acji i momen­tów w życiu Kaspra, w któ­rych uwi­dacz­nia­ło się wyraź­nie poszu­ki­wa­nie i wypeł­nia­nie przez nie­go woli Naj­wyż­sze­go.

Prze­śle­dzi­my więc nie­któ­re waż­niej­sze wyda­rze­nia z życia nasze­go Zało­ży­cie­la i Patro­na, któ­re posta­ra­my się opi­sać na dwa spo­so­by: chro­no­lo­gicz­ny i tema­tycz­ny. Następ­nie poka­że­my, w jaki spo­sób i w jakich sło­wach Kasper zachę­cał innych do wypeł­nia­nia woli Bożej. Posłu­ży­my się w tym jego Lista­mi Reko­lek­cyj­ny­mi oraz sytu­acja­mi z życia, w któ­rych zachę­cał on innych do szu­ka­nia i wypeł­nia­nia tej woli.

War­to też zauwa­żyć, że czę­sto wola Boża w życiu Kaspra łączy­ła się w spo­sób ści­sły z posłu­szeń­stwem: posłu­szeń­stwem Bogu, wła­dzy kościel­nej, prze­ło­żo­nym, itp. Będzie więc też mowa i o jego posłu­szeń­stwie, poprzez któ­re Kasper odkry­wał i wypeł­niał wolę Pana.

 

Wola Boża w życiu św. Kaspra

1)

Jeże­li cho­dzi o dzie­ciń­stwo Kaspra, to tutaj nie ma zbyt dużo świa­dectw i opi­sów, jeże­li cho­dzi o wypeł­nia­nie woli Bożej. Moż­na by tyl­ko ogra­ni­czyć się do stwier­dze­nia, skąd­inąd waż­ne­go, że od momen­tu przy­ję­cia pierw­szej komu­nii św., w wie­ku 6 lat, Kasper roz­po­czął prak­ty­kę kie­row­nic­twa ducho­we­go, co nie­wąt­pli­wie było ozna­ką szu­ka­nia i wypeł­nia­nia woli Bożej oraz ucze­nia się sztu­ki posłu­szeń­stwa. Zresz­tą w cza­sie całe­go swo­je­go życia Kasper miał kie­row­ni­ka ducho­we­go, nawet wte­dy, gdy był już doświad­czo­nym i gor­li­wym misjo­na­rzem, zało­ży­cie­lem zgro­ma­dze­nia, czło­wie­kiem, któ­ry innych pro­wa­dził do nawró­ce­nia i świę­to­ści.

Dru­gim waż­nym momen­tem z dzie­ciń­stwa było wyda­rze­nie, w któ­rym otrzy­mał zezwo­le­nie na nosze­nie stro­ju duchow­ne­go (było to, kie­dy miał lat jede­na­ście). Był to zwy­czaj tam­tych cza­sów, kie­dy to mło­dzień­cy, któ­rzy wyka­zy­wa­li skłon­ność do wstą­pie­nia do sta­nu duchow­ne­go, otrzy­my­wa­li pozwo­le­nie nosze­nia stro­ju duchow­ne­go. To rów­nież było wyra­zem tego, że Kasper odkry­wał już w latach wcze­sno mło­dzień­czych wolę Bożą, któ­ra mia­ła go popro­wa­dzić na ścież­ki peł­ne­go i wyłącz­ne­go poświę­ce­nia się Bogu w życiu kon­se­kro­wa­nym. Jak pod­kre­śla­ją znaw­cy i bio­gra­fo­wie życia nasze­go świę­te­go, nie było to wyra­zem jakiejś mło­dzień­czej sno­bi­stycz­nej powierz­chow­no­ści, ale widzial­nym zna­kiem auten­tycz­ne­go poświę­ce­nia się służ­bie Bogu.

W szko­łach, do któ­rych uczęsz­czał Kasper, dał się poznać, jako pil­ny i bar­dzo pra­co­wi­ty uczeń, sta­rał się przede wszyst­kim zgłę­biać nauki zwią­za­ne z teo­lo­gią, a więc nauki o Bogu i Koście­le. W przed­mio­tach tych był dla kole­gów nie­do­ści­gnio­nym wzo­rem. W tym też Kasper oka­zy­wał swo­ją deter­mi­na­cję w posłu­szeń­stwie i odkry­wa­niu pla­nów Boga.

2)

Lata, któ­re spę­dził w semi­na­rium jako kle­ryk, a nastę­pie jako mło­dy kapłan, wypeł­nio­ne były przede wszyst­kim róż­ny­mi dzie­ła­mi, któ­rym się odda­wał w swo­im mie­ście Rzy­mie. Dzieł tych było wie­le, ale wspo­mnij­my cho­ciaż­by te naj­waż­niej­sze, jakim było ora­to­rium przy San­ta Maria in Vin­cis, czy słyn­ne Hospi­cjum San­ta Gal­la, któ­re Kasper reak­ty­wo­wał i dopro­wa­dził do roz­kwi­tu. Dzie­ła te pole­ga­ły z jed­nej stro­ny na opie­ce nad cho­ry­mi i tro­sce o naj­bied­niej­szych, a z dru­giej stro­ny na ucze­niu wia­ry (kate­chi­zmu i norm moral­nych) tych, któ­rzy byli zagu­bie­ni ducho­wo i dale­cy od Boga.

Póź­niej, kie­dy został depor­to­wa­ny i nie mógł się opie­ko­wać bez­po­śred­nio tymi dzie­ła­mi, inte­re­so­wał się nimi żywo poprzez listy i dowia­dy­wał się o ich bie­żą­cej sytu­acji. Pisał m.in. w liście ks. Gaeta­no Bonan­ni:

…Dowie­dzia­łem się ponad­to o kon­ty­nu­acji dzia­łal­no­ści przy­tuł­ku San­ta Gal­la, co ucie­szy­ło mnie tak bar­dzo, że z powo­du tej rado­ści uca­ło­wa­łem tych kil­ka lini­jek listu księ­dza i nie mogłem powstrzy­mać się od łez. Niech Bóg speł­ni moje czy­ste pra­gnie­nia i niech we wszyst­kim wypeł­ni się Jego naj­święt­sza wola…

Słyn­na jest też reak­cja Kaspra, kie­dy to w spo­sób upo­ka­rza­ją­cy otrzy­ma­li nega­tyw­ną odpo­wiedź jed­ne­go z mon­si­nio­rów, pod­czas ich poszu­ki­wań miej­sca na noc­ne ora­to­rium.

Widzi­cie, jak nie­udol­ne są wysił­ki pie­kła, by nas wystra­szyć, pomyśl­my o innym koście­le. Nasza wizy­ta nie była darem­na, ponie­waż oka­za­li­śmy się god­ny­mi, by cier­pieć poni­że­nie dla Imie­nia Jezu­sa.

Wypo­wiedź ta poka­zu­je, że Kasper wszyst­ko sta­rał się trak­to­wać, jako wyraz woli Bożej lub Boże­go dopu­stu, nie tra­cąc nigdy ducha i nadziei. Będzie to jesz­cze bar­dziej wyraź­ne w nie­da­le­kiej przy­szło­ści, o czym napi­sze­my jesz­cze poni­żej.

3)

Naj­bar­dziej tra­gicz­nym i naj­trud­niej­szym momen­tem wypeł­nie­nia woli Bożej w życiu mło­de­go kapła­na Kaspra był moment odmo­wy przy­się­gi na wier­ność Napo­le­ono­wi, kie­dy to wypo­wie­dział swo­je słyn­ne sło­wa: Nie chcę, nie mogę, nie muszę. Wie­dział, że cze­ka go za to wygna­nie, repre­sje, wię­zie­nia, ale jed­nak nie wyparł się posłu­szeń­stwa papie­żo­wi, kościo­ło­wi. I trze­ba powie­dzieć, że nie było to dla nie­go wyra­zem jakie­goś hero­izmu, choć w rze­czy­wi­sto­ści tak było, ale pew­nym obo­wiąz­kiem, któ­ry był kon­se­kwen­cją wypeł­nia­nia woli Boga.

Przy bar­dzo wzru­sza­ją­cym poże­gna­niu z naj­droż­szą mu na zie­mi isto­tą, ze swo­ją uko­cha­ną mat­ką, kie­dy to ona sama przy­po­mnia­ła mu o woli Naj­wyż­sze­go: Niech się speł­ni wola Boga. Ty musisz speł­nić swój obo­wią­zek. A resz­tę pozo­staw­my Jemu, Kasper wzru­szo­ny mil­czą­co przy­znał jej rację.

Póź­niej jesz­cze kil­ka razy, o czym może nie wszy­scy pamię­ta­ją, musiał Kasper prze­cho­dzić pró­bę wier­no­ści i posłu­szeń­stwa papie­żo­wi i kościo­ło­wi, kie­dy to kolej­ne trzy razy odma­wiał zło­że­nia przy­się­gi na wier­ność Napo­le­ono­wi, któ­ry depor­to­wał i wię­ził Ojca św. Piu­sa VII. Za każ­dym razem cze­ka­ły go za to coraz gor­sze wię­zie­nia i coraz trud­niej­sze warun­ki życia i posłu­gi­wa­nia jako kapła­na.

4)

Pod­czas same­go cza­su depor­ta­cji, wygna­nia i wię­zie­nia Kasper prze­cho­dził bar­dzo cięż­kie i nie­sa­mo­wi­cie wyma­ga­ją­ce sytu­acje życio­we. War­to cho­ciaż­by wspo­mnieć o tym momen­cie, w któ­rym był bar­dzo bli­ski śmier­ci, kie­dy to leka­rze pozo­sta­wa­li bez­rad­ni, a w któ­rym to ks. Fran­ci­szek Alber­ti­ni, ojciec ducho­wy Kaspra i pro­mo­tor ducho­wo­ści Krwi Chry­stu­sa, przy­po­mniał sobie pro­roc­kie sło­wa, któ­re usły­szał od słu­gi Bożej s. Agniesz­ki od Sło­wa Wcie­lo­ne­go, że ten, któ­ry zało­ży zgro­ma­dze­nie pod wezwa­niem Prze­naj­droż­szej Krwi, zosta­nie wiel­kim apo­sto­łem. Dzie­ląc się tym ze św. Kasprem, Alber­ti­ni zasu­ge­ro­wał nie­ja­ko, że może cho­dzić wła­śnie o nie­go. W tym wszyst­kim Kasper zdął się na wolę Bożą i był goto­wy zarów­no na śmierć, jeże­li wola Pana była­by taka oraz na życie i wezwa­nie Boże, w któ­rym miał­by wypeł­nić owe pro­roc­two.

Nie­wąt­pli­wie naj­trud­niej­szym momen­tem, któ­re­go Kasper doświad­czył pod­czas wygna­nia, była śmierć jego naj­droż­szej mat­ki. Być może pod­czas poże­gna­nia przed depor­ta­cją prze­czu­wał, że już nigdy jej nie ujrzy, ale jed­nak sama wia­do­mość przy­spo­rzy­ła mu nie­wy­po­wie­dzia­ne­go bólu. Pisał o tym do Marii Tami­ni, swo­jej przy­ja­ciół­ki z lat dzie­cię­cych:

Wśród tylu stra­pień, jaki­mi podo­ba­ło się Bogu doświad­czać mnie, była utra­ta świę­tej i nie­po­rów­na­nej mej mat­ki. Zgo­da z wolą Bożą nie wyklu­cza mego ludz­kie­go bólu z powo­du takiej stra­ty… Nie weź mi tego za złe, ale rana jest zbyt świe­ża, modlę się więc i wiem, że tak mogę pomóc tej bło­go­sła­wio­nej duszy…

Ze słów tych prze­bi­ja się nie tyl­ko peł­ne bólu, ale jed­nak też peł­ne zaufa­nia przy­ję­cie woli Bożej, choć w począt­ko­wych sło­wach Kasper przy­zna­je, że wszel­kie cier­pie­nia i utra­pie­nia wygna­nia trak­tu­je rów­nież jako prze­jaw Boże­go doświad­cza­nia jego oso­by i har­to­wa­nia duszy. Zresz­tą w cza­sie całe­go wygna­nia, pod­czas wszyst­kich jego wyda­rzeń i sytu­acji Kasper sta­rał się dostrze­gać Boże dzia­ła­nie. Kie­dy po kolej­nej odmo­wie przy­się­gi na rzecz Napo­le­ona został prze­nie­sio­ny do celi wię­zie­nia San Gio­van­ni in Mon­te w Bolo­nii, jego pierw­szym wra­że­niem było to, jak­by wszedł do gro­bu, tak ponu­re było to miej­sce i ta cela. Jed­nak od razu przy­szła Kaspro­wi myśl, że prze­cież to łaska, bo będzie mógł mieć wię­cej cza­su na modli­twę i roz­my­śla­nie o Bogu – poczuł się wte­dy jak pustel­nik, jak tra­pi­sta, jak na górze Elia­sza, a Pan pocie­szał go w tych sytu­acjach i pozwa­lał mu odczu­wać swo­ją obec­ność i radość. Ten okres poby­tu w Bolo­nii jest cza­sem, w któ­rym jego ser­ce kie­ru­je go do jedy­ne­go miej­sca schro­nie­nia – do peł­ne­go i synow­skie­go zaufa­nia woli Ojca.

Dru­gą bole­sną śmier­cią, któ­ra moc­no dotknę­ła Kaspra byłą śmierć jego uko­cha­ne­go przy­ja­cie­la, ks. kano­ni­ka del Sole, któ­ry zmarł na Kor­sy­ce. Miał nadzie­ję, że on prze­ży­je i będą się mogli zoba­czyć i dzia­łać razem na rzecz Pana, ale jed­nak Pan zabrał go do sie­bie. Pisał w liście do mon­si­nio­ra Gin­na­si:

Łatwo się domy­śleć, jak bar­dzo odczu­łem tę stra­tę i ile trze­ba było siły, by nie utra­cić zasłu­gi pod­da­nia się woli Bożej, prze­ła­mu­jąc ludz­kie uczu­cia. Z bólem mego ser­ca nie prze­sta­ję uwiel­biać naj­wyż­sze wyro­ki, któ­ry­mi Bóg nas obda­rza dla nasze­go dobra.

War­to w tych i poprzed­nich sło­wach Kaspra doty­czą­cych śmier­ci mat­ki, zauwa­żyć pewien waż­ny szcze­gół. A mia­no­wi­cie, że w obu przy­pad­kach, mówiąc o swo­ich ludz­kich uczu­ciach, któ­re prze­ży­wa, bo są czymś natu­ral­nym, czymś nor­mal­nym, zwią­za­nym z ludz­ką oso­bą, to jed­nak od razu mówi, że ponad nimi, albo lepiej mówiąc, pomi­mo ich obec­no­ści, jest jego zgo­da na przy­ję­cie woli Bożej, któ­ra jest o wie­le waż­niej­sza i któ­ra z dru­giej stro­ny poma­ga mu wła­ści­wie prze­ży­wać i upo­rząd­ko­wać te uczu­cia.

 

5)

Kie­dy po czte­ro­let­nim wygna­niu Kasper wra­ca do uko­cha­ne­go Rzy­mu, od razu zabie­ra się z nowym zapa­łem do pod­ję­cia kon­ty­nu­acji tych dzieł, któ­re musiał zosta­wić przed depor­ta­cją. Wraz ze swo­im kole­gą ks. Ode­scal­chi pra­gną wstą­pić do zako­nu Jezu­itów. Jed­nak wola Ojca św. jest inna. Było­by dobrze, gdy­by Ode­scal­chi został dyplo­ma­tą, del Bufa­lo misjo­na­rzem – powie­dział wte­dy papież. Takie było życze­nie Ojca św. i posłusz­ny Kasper posta­no­wił od tam­tej chwi­li cał­ko­wi­cie poświę­cić się misjom.

Jed­nak­że o ile papież Pius VII był od począt­ku przy­chyl­ny św. Kaspro­wi i jego dzie­łu misyj­ne­mu, o tyle od innych papie­ży Kasper doświad­czył wie­le nie­zro­zu­mie­nia i pro­ble­mów, na sku­tek róż­nych pomó­wień i nie­praw­dzi­wych opi­nii, któ­re docie­ra­ły do poszcze­gól­nych papie­ży. Oczy­wi­ście, za każ­dym razem, po oso­bi­stych inter­wen­cjach i roz­mo­wach Kaspra z papie­ża­mi, spra­wy pozo­sta­wa­ły wyja­śnio­ne i poszcze­gól­ni Namiest­ni­cy Chry­stu­so­wi wyna­gra­dza­li krzyw­dy Kaspro­wi i jego zgro­ma­dze­niu. Jed­nak­że sytu­acje te były dla nasze­go świę­te­go bar­dzo bole­sny­mi pró­ba­mi posłu­szeń­stwa i poszu­ki­wa­nia woli Bożej, poprzez pod­da­nie się wła­dzy kościel­nej.

Przy­tocz­my tu kil­ka przy­kła­dów reak­cji Kaspra na te bole­sne doświad­cze­nia. Przed roz­mo­wą z papie­żem Leonem XII pisał do kard. Cri­stal­di:

Jestem dale­ki od tego, by w głę­bi duszy nie godzić się z wolą Bożą w tym, cze­go wyma­ga reli­gia i wia­ra oraz Posłusz­ny syn nigdy nie sprze­ci­wia się decy­zjom Ojca Świę­te­go.

Był nawet goto­wy zrzec się kie­ro­wa­nia nowo­pow­sta­łym zgro­ma­dze­niem, byle­by tyl­ko usta­ły kłam­stwa i oszczer­stwa prze­ciw­ko temu zgro­ma­dze­niu, gdyż Kasper uwa­żał, że te trud­no­ści i kłam­stwa są ze wzglę­du na jego oso­bę. Pisał do kard. Cri­stal­di:

… o ile cho­dzi o Zgro­ma­dze­nie, to mówię szcze­rze: jeże­li ofia­ra mego życia może przy­słu­żyć się jego umoc­nie­niu, oto jestem Panie.

W cza­sie samej roz­mo­wy z Leonem XII powie­dział: Jeże­li Wasza Świą­to­bli­wość roz­ka­że mi zamknąć wszyst­kie domy Insty­tu­tu, jestem goto­wy być posłusz­nym i zagwa­ran­to­wał też posłu­szeń­stwo swo­ich misjo­na­rzy. Kasper był na to gotów, gdyż papież Leon XII chciał zmie­nić nazwę zgro­ma­dze­nia, gdyż nie podo­bał się mu tytuł „Krwi Chry­stu­sa”.

Jed­nak na szczę­ście po wszyst­kich roz­mo­wach i wyja­śnie­niach Leon XII stał się przy­ja­cie­lem i obroń­cą zgro­ma­dze­nia i misjo­na­rzy. Nie­co póź­niej, kie­dy to Leon XII wyzna­czył Kaspra na urząd Kon­gre­ga­cji Roz­krze­wia­nia Wia­ry, jako wyraz uzna­nia i zadość­uczy­nie­nia mu i zgro­ma­dze­niu wyrzą­dzo­ne przez ludzi kościo­ła krzyw­dy, Kasper przy­jął to sta­no­wi­sko w posłu­szeń­stwie i poko­rze, choć z bólem ser­ca, bo musiał opu­ścić spra­wy rodzą­ce­go się nowe­go zgro­ma­dze­nia i jego uko­cha­ne misje ludo­we. Jed­nak nie chcąc się sprze­ci­wiać woli papie­ża pra­wie pół roku spę­dził na tym sta­no­wi­sku w Waty­ka­nie. Pisał w tym cza­sie do kard. Cri­stal­di:

Jakie jest obec­ne moje życie, mogę okre­ślić sło­wa­mi: wiecz­ne dosto­so­wy­wa­nie się. W każ­dym razie pozo­sta­ła mi wewnętrz­na pasja pro­wa­dze­nia dale­kiej misji. Zresz­tą mam skru­pu­ły, że pozo­sta­wi­łem roz­po­czę­te pra­ce… Pozo­sta­ję zawsze posłusz­ny Bogu i pod­da­ję się Jego woli, ale pro­szę, by przy­wró­cił mi to, co da mi spo­kój ducha, lecz miłu­ję tom co jest wolą Bożą.

Na szczę­ście dla nie­go, jego pro­tek­tor kar­dy­nał Cri­stal­di wypro­sił mu u papie­ża zwol­nie­nie z tej funk­cji, dzię­ki cze­mu Kasper zno­wu mógł pod­jąć się uko­cha­nych dzieł.

 

To posłu­szeń­stwo i szu­ka­nie oraz wypeł­nia­nie woli Bożej w decy­zjach poszcze­gól­nych papie­ży oraz kie­row­ni­ków ducho­wych (ks. Fran­ci­szek Alber­ti­ni, ks. Bia­gio Valen­ti­ni) dopro­wa­dzi­ło Kaspra do tego, że, jak stwier­dza ks. Gio­van­ni Mer­li­ni po śmier­ci Kaspra: Świę­ty, nie wie­dząc tego i tyl­ko według woli Boga, stał się zało­ży­cie­lem. Poka­zu­je to, że Bóg pro­wa­dząc róż­ny­mi dro­ga­mi, nie­raz po ludz­ku wyda­wać by się mogło, absur­dal­ny­mi, dopro­wa­dza do tego, że posłusz­ny Mu czło­wiek doko­nu­je dzieł, przez Boga zamie­rzo­nych. I tak było w przy­pad­ku św. Kaspra i jego dzie­ła Zgro­ma­dze­nia Misjo­na­rzy Krwi Chry­stu­sa.

 

6)

Jak­by zupeł­nie inną i oddziel­ną spra­wą było wypeł­nia­nie woli Bożej w wal­ce św. Kaspra ze swo­imi sła­bo­ścia­mi i ludz­ki­mi ogra­ni­cze­nia­mi. Świad­kiem tego wszyst­kie­go jest Gio­van­ni Mer­li­ni, któ­ry sze­ro­ko rela­cjo­nu­je ten ludz­ki wymiar w życiu świę­te­go. Posłu­chaj­my co on sam o tym mówi.

Cią­gle musiał wal­czyć z typo­wą dla sie­bie nie­chę­cią do publicz­nych wystą­pień, ze swo­im stra­chem przed podró­ża­mi, ze swo­ją cho­ro­wi­to­ścią. Z zaufa­niem, nie tra­cąc nadziei pod­da­wał się Bożej Opatrz­no­ści. Cier­pli­wie zno­sił te cię­ża­ry, któ­re z pomo­cą kie­row­ni­ka ducho­we­go przy­jął jako Wolę Bożą, mia­no­wi­cie Zgro­ma­dze­nie i służ­bę dusz­pa­ster­ską… Aby wypeł­nić Boży plan, mimo cięż­kich krzy­ży i wraż­li­wo­ści, któ­ra wszyst­ko utrud­nia, kro­czy dro­gą cno­ty, nie zba­cza­jąc ani w lewo, ani w pra­wo, lecz moty­wu­jąc sie­bie coraz bar­dziej do czy­nie­nia postę­pów na dro­dze do dosko­na­ło­ści.

Naj­wyż­szym ide­ałem Kaspra wpły­wa­ją­cym na wszyst­kie jego dąże­nia jest wola Boża. Mer­li­ni cytu­je list Kaspra do kard. Cri­stal­di:

Cza­sa­mi ogar­nia me ser­ce wiel­kie przy­gnę­bie­nie. Myślę jed­nak wte­dy, że Bóg ocze­ku­je ode mnie odwa­gi i mówię sobie: „Będę miał ufność i nie ulęk­nę się” (Iz 12,2); „Bóg mój i wszyst­ko moje”.

Ceną tych wysił­ków jest ciąg wewnętrz­nych i zewnętrz­nych cier­pień. Mer­li­ni cytu­je list Świę­te­go z dnia 3 czerw­ca 1827 roku do Cri­stal­die­go, w któ­rym Kasper skar­ży się na rosną­cą fizycz­ną sła­bość wyni­ka­ją­cą z poru­szeń ducha, na ner­wo­bó­le i bóle żołąd­ka:

Wszyst­ko to nie prze­szka­dza mi w wypeł­nia­niu moich obo­wiąz­ków i sądzę, że Wolą Boga jest, bym mimo cier­pień reali­zo­wał zada­nie, któ­re mi powie­rzył.

Moc któ­ra go uno­si to jego nie­wzru­szo­ne zaufa­nie w pomoc „z góry”. Mer­li­ni zaob­ser­wo­wał, że Kasper zawsze sta­wał się rado­sny, kie­dy cyto­wa­no frag­ment Biblii mówią­cy o zaufa­niu i wie­rze: Widać było po nim - pisze Mer­li­ni – że aż mu ser­ce biło z rado­ści.

W innym miej­scu Mer­li­ni przy­ta­cza kolej­ne jego sło­wa:

Dusza moja sły­szy, jak Jezus mówi z krzy­ża „Pra­gnę”, i cze­góż bym nie uczy­nił, by zaspo­ko­ić to pra­gnie­nie! …ale wie ona, że dusze kosz­tu­ją krew… i bie­gnie do win­ni­cy Pań­skiej, by uczy­nić to, co zdo­ła.

Na pyta­nie, jak się czu­je, odpo­wia­dał: Bar­dzo dobrze, co zna­czy­ło tyle, co …idzie dobrze zawsze, jeśli czy­ni się Wolę Bożą.

Wśród tych wszyst­kich walk wewnętrz­nych i zewnętrz­nych aktyw­no­ści, pozwa­la nam zaj­rzeć pro­sto w swo­je ser­ce, kie­dy pisze do Cri­stal­die­go:

Jeśli tak wspa­nia­łą rze­czą jest tru­dzić się dla Boga, jak cudow­nie musi być cie­szyć się Nim. Nie zre­zy­gno­wał­bym z dusz­pa­ster­stwa nawet za księ­stwo, ani za wszyst­kie kró­le­stwa razem. Modlę się raczej do Boga o łaskę pro­wa­dze­nia misji aż do śmier­ci, oraz jeśli się to podo­ba, abym mógł umrzeć z ukrzy­żo­wa­nym Panem jak z bro­nią w dło­ni gło­sząc Sło­wo Boże.

 

7)

Może się nasu­wać pyta­nie, skąd św. Kasper brał siły do wypeł­nia­nia woli Bożej, tak wyma­ga­ją­cej i trud­nej w jego całym życiu, co widać z przy­ta­cza­nych tu sytu­acji z jego życia. Z róż­nych świa­dectw jemu współ­cze­snych oraz z listów same­go Kaspra wyni­ka, że moc do peł­nie­nia woli Bożej czer­pie Kasper z nicze­go inne­go, jak wła­śnie z miło­ści do Krwi Chry­stu­sa:

Krew Chry­stu­sa prze­la­na do ostat­niej kro­pli prze­ni­ka­ją­cym gło­sem woła moje bied­ne ser­ce… Mój synu, z miło­ści sta­łem się zba­wi­cie­lem rodza­ju ludz­kie­go, miłość wyma­ga­ła prze­la­nia Krwi do ostat­niej kro­pli, miłość uczy­ni­ła mnie ofia­rą miło­sier­dzia na ołta­rzu… O Panie, Tobie poświę­cam myśli mego ducha, poru­sze­nia mego ser­ca, moje sło­wa i czy­ny. Cały jestem Twój! — Jezus jest ofia­rą! Tu jestem mój Boże goto­wy stać się ofia­rą miło­ści!

 

Zresz­tą nasz świę­ty poświę­cił się tej służ­bie Krwi Chry­stu­sa i peł­nie­niu woli Bożej aż do koń­ca swo­je­go życia, aż do zło­że­nia ofia­ry ze swe­go życia. Mówią o tym fak­ty któ­re wyda­rzy­ły się u schył­ku jego życia.

Otóż w roku 1837 przy­cho­dzą na Rzym nie­szczę­ścia: cho­le­ra, któ­ra już poprzed­nio poja­wi­ła się gdzie­nie­gdzie w kra­ju zagra­ża teraz Rzy­mo­wi. Kard. Ode­scal­chi, daw­ny przy­ja­ciel świę­te­go, zarzą­dza publicz­ne modli­twy, msze pokut­ne i uro­czy­ste misje ludo­we w Chie­sa Nuova w Rzy­mie. Kasper zosta­je zapro­szo­ny do pro­wa­dze­nia misji. Nie chce i nie może powie­dzieć nie, mimo, że tra­pią go już sil­ne bóle płuc, klat­ki pier­sio­wej, mimo, że czę­sto kasz­le krwa­wym kasz­lem, odczu­wa dusz­no­ści, cięż­ko oddy­cha i czę­sto trud­no mu się utrzy­mać na nogach.

Kasper do ostat­ka zafa­scy­no­wa­ny jest apo­stol­stwem Sło­wa Boże­go. Kie­dyś powie­dział:

Apo­stol­stwo jest lek­kie jak piór­ko. Nigdzie nie czu­ję się tak dobrze jak na misji… Bła­gam cią­gle Boga o łaskę, bym zawsze mógł pro­wa­dzić misję i umarł w tej świę­tej służ­bie.

Kasper musi jed­nak przy­znać, że jego stan fizycz­ny cią­ży mu jak ołów. Złe doświad­cze­nia ostat­nich podró­ży misyj­nych z ich fatal­ny­mi skut­ka­mi dla jego zdro­wia pozwa­la­ją mu zro­zu­mieć, że Pan jesz­cze powięk­sza jego pra­gnie­nie. Mimo to modli się:

Mój Jezu, jestem cały odda­ny Tobie, moje życie jest w Two­jej dło­ni… Jeśli jesz­cze pozwo­lisz mi żyć, uczy­nię wie­le na two­ją chwa­łę, jeśli jed­nak to nie Two­ja wola, mówię fiat volun­tas tua!

Nie­kie­dy Kasper w swo­jej modli­twie zwra­cał się do Pana:

Panie, gdy powie­rzy­łeś mi ten urząd, daj mi siły, bym mógł speł­nić swój obo­wią­zek — i doda­wał — niech będzie uwiel­bio­na wola Two­ja.

 

8)

Wresz­cie przy­cho­dzi to, co jest nie­uchron­ne dla każ­de­go czło­wie­ka – śmierć. Teraz i z Kaspra ucho­dzi życie, któ­re było umar­twio­ne i wykoń­czo­ne poprzez nie­ustan­ne zma­ga­nie się z róż­ny­mi prze­ciw­no­ścia­mi i cier­pie­nia­mi – cier­pie­nia­mi od stro­ny ludzi świec­kich i ludzi kościo­ła, cier­pie­nia­mi zwią­za­ny­mi ze sta­nem jego zdro­wia. Wykoń­cza­ją­ce podró­że misyj­ne w nie­sa­mo­wi­cie trud­nych warun­kach, w koń­cu posłu­ga cho­rym na cho­le­rę w Rzy­mie; to wszyst­ko powo­du­je teraz, że świę­ty odda­je życie, zawsze całe poświę­co­ne i odda­ne Jezu­so­wi w tajem­ni­cy Jego Krwi.

Kie­dy leżał w swo­im poko­ju w pała­cu Orsi­ni, zbu­do­wa­nym na gru­zach teatru Mar­cel­lo, aby tam zakoń­czyć swój świę­ty żywot, nie­któ­rzy z bli­skich i misjo­na­rzy sły­sze­li, jak szep­tał:

Jezu­sie i Mary­jo, moja miło­ści, dla Was cier­pię i umie­ram. Jestem cał­ko­wi­cie Wasz. Mój Boże jestem cały Twój, czyń ze mną, co chcesz.

Po połu­dniu 28 grud­nia, w czwar­tek, Pan wezwał go do sie­bie; Kasper odda­je się pro­sty i opa­no­wa­ny bez fał­szy­wych tonów w ręce Boże. Mer­li­ni rela­cjo­nu­je:

Leżał pół­sie­dząc w łóż­ku, gło­wa wspar­ta o podusz­kę, kie­dy zmy­sły zaczę­ły go opusz­czać. Pochy­li­łem się ku nie­mu i powie­dzia­łem, że wypeł­nia się wła­śnie wola Boża — odpo­wie­dział mi cicho, z tru­dem „tak, tak”. A potem nie rzekł już nic. W tym momen­cie wszedł Win­cen­ty Palot­ti. Zaczą­łem pła­kać i szlo­chać, a kie­dy się opa­no­wa­łem, przy­łą­czy­łem się do Palot­tie­go, któ­ry modlił się za jego duszę, albo raczej kie­ro­wał ku nie­bu akty strze­li­ste. I zoba­czy­łem, jak Kasper w tej samej pozy­cji umarł, pełen spo­ko­ju, pogo­dy i lek­ko, jak­by zasy­piał, tak, że nie od razu uświa­do­mi­łem sobie, że oddał ostat­nie tchnie­nie.

Lekarz dr Maz­zuc­chel­li, któ­ry z całym wysił­kiem, jed­nak bez­sku­tecz­nie wal­czył o życie Kaspra, świad­czy:

Śmierć Kano­ni­ka Kaspra del Bufa­lo nastą­pi­ła wsku­tek zapa­le­nia płuc, któ­re­go przy­czy­ną były wie­lo­mie­sięcz­ne zapa­le­nia orga­nów klat­ki pier­sio­wej, tru­dy dzia­łal­no­ści apo­stol­skiej, prze­zię­bie­nia i wysił­ki.

Następ­nie koń­czy tę wypo­wiedź:

By nie ogra­ni­czać misji, zanie­dbał sta­ra­nie o zdro­wie, któ­re mogło go ura­to­wać. Stał się więc ofia­rą miło­ści bliź­nie­go.

 

Wola Boża, do wypeł­nie­nia któ­rej Kasper zachę­cał innych

 

1)

W wie­lu swo­ich listach, któ­re Kasper pisał do róż­nych zna­nych mu osób; przy­ja­ciół, dostoj­ni­ków kościel­nych, kapła­nów, itp., zawie­rał czę­sto sło­wa mówią­ce o wypeł­nia­niu woli Bożej. Zachę­cał do tego innych, poda­jąc przy­kła­dy dają­ce świa­dec­two, że on sam usil­nie sta­ra się szu­kać i wypeł­niać wolę Ojca. Przy­tocz­my tutaj choć dwa cyta­ty z jego listów.

Pierw­szy z listu do swo­jej przy­ja­ciół­ki Marii Tami­ni, któ­ry pisał z wygna­nia w Bolo­nii: Niech cię bło­go­sła­wi Pan, któ­re­go woli zawsze powin­ni­śmy być pod­da­ni. Dru­gi z listu do mon­si­nio­ra Gin­na­si: Tym­cza­sem żyj­my zjed­no­cze­ni z Jego Naj­święt­szą Wolą, któ­ra jest naszą osto­ją we wszyst­kich zda­rze­niach.

War­to też przy­to­czyć nie­co humo­ry­stycz­ny moment, któ­ry zda­rzył się w smut­nym momen­cie cho­ro­by i odej­ścia do Pana nasze­go świę­te­go. Otóż wspo­mnia­na Maria Tami­ni usły­sza­ła nie­do­rzecz­ne wie­ści, jako­by Kasper nie wyka­zy­wał dosta­tecz­nej goto­wo­ści, by umrzeć. Prze­ję­ła się tym i przy­szła odwie­dzić Kaspra w jego cho­ro­bie i odcho­dze­niu. Przy­tocz­my cały dia­log z książ­ki Gior­gio Papa­so­gli „Dla papie­ża i kościo­ła”:

Maria po przy­wi­ta­niu i kil­ku począt­ko­wych sło­wach opa­no­wa­ła bole­sne wzru­sze­nie. Na widok tak bar­dzo wynisz­czo­ne­go Kaspra zebra­ła się na odwa­gę i spy­ta­ła:

- Co to za cho­ro­ba? Czy to gruź­li­ca?

- Muszę umrzeć – odpo­wie­dział Kasper – z powo­du tej cho­ro­by, ale nie mia­łem ani razu krwo­to­ku.

Maria zasmu­ci­ła się, lecz mówi­ła dalej:

- Tak księ­że kano­ni­ku, musi­my zgo­dzić się z wolą Bożą, jest koniecz­ne

- Rozu­miem – prze­rwał jej szcze­rze i weso­ło – Chcesz mi powie­dzieć, że to, cze­go naucza­łem innych, powi­nie­nem umieć sam doko­nać? Czy nie tak? – i po chwi­li dodał – Módl­my się, niech się sta­nie wola Boża.

Z dia­lo­gu tego rów­nież wyni­ka, jak sam świę­ty przy­zna­je, że zawsze uczył innych wypeł­niać wolę Bożą. A teraz sam zamie­rza osta­tecz­nie się jej pod­dać.

 

2)

Bar­dzo cie­ka­we są sytu­acje, w któ­rych Kasper przy­czy­nił się do powo­łań do zgro­ma­dze­nia nie­któ­rych zna­nych i cenio­nych misjo­na­rzy, takich jak Bia­gio Valen­ti­ni, Inno­cen­zo Bet­ti, czy Camil­lo Ros­si. We wszyst­kich tych przy­pad­kach Kasper zachę­cał ich, aby w swo­im powo­ła­niu na misjo­na­rzy, w spo­sób bez­po­śred­ni odwo­ły­wa­li się do woli Bożej. Przy­to­czy­my kil­ka cyta­tów z refe­ra­tu Miche­le Cola­gio­van­ni CPPS „Kasper del Bufa­lo i jego pierw­si towa­rzy­sze”.

(Bia­gio Valen­ti­ni) Kasper przed­sta­wił mu swo­ją ideę odno­wy Kościo­ła i potrze­bę pra­cow­ni­ków dla tego przed­się­wzię­cia. Wobec stwier­dzeń Kaspra o woli Bożej, Valen­ti­ni prze­szedł nad pro­ble­ma­mi zdro­wot­ny­mi. Stał się Misjo­na­rzem Krwi Chry­stu­sa, a potem w krót­kim cza­sie, według opi­nii fun­da­to­ra i gło­su ludu, jed­nym z „pro­ta­go­ni­stów” nowe­go Zgro­ma­dze­nia.

 

(Inno­cen­zo Bet­ti) Po jesz­cze kil­ku dniach pró­by powie­dział mu: „Ksiądz powi­nien zostać misjo­na­rzem”. Po kolej­nej uprzej­mej odmo­wie, ks. Kasper dorzu­cił: „Dzi­siaj, pole­cę ludo­wi trzy­krot­nie odmó­wić Ave Maria, a potem przyj­dzie ksiądz do mnie, by poznać wolę Bożą”. Odpo­wiedź, któ­rą usły­szał Bet­ti była ta sama: „Ksiądz powi­nien zostać misjo­na­rzem”. Pew­ność misjo­na­rza, któ­ry wyda­wał się być w peł­ni świa­do­my Bożych pla­nów, prze­ko­na­ła opor­ne­go.

 

(Camil­lo Ros­si) Księ­dzu Camil­lo nowe zgro­ma­dze­nie spodo­ba­ło się przede wszyst­kim ze wzglę­du na brak ślu­bów. Tym razem Kasper nie­zbyt entu­zja­stycz­nie przy­jął postu­lan­ta. Powie­dział mu: „Trze­ba peł­nić wolę Boga. By ją poznać, pro­szę przy­je­chać na reko­lek­cje, któ­re popro­wa­dzę dla kapła­nów w Pie­ve­to­ri­na”. Ks. Camil­lo tak uczy­nił. Po ich zakoń­cze­niu wstą­pił do zgro­ma­dze­nia, choć bez szcze­gól­nych zna­ków rado­ści ze stro­ny zało­ży­cie­la, któ­ry jed­nak po krót­kim cza­sie zdał sobie spra­wę, że „naby­tek” jest bar­dzo cen­ny.

 

3)

Przy­to­czy­my na koń­cu kil­ka waż­nych cyta­tów z Listów Reko­lek­cyj­nych św. Kaspra, któ­re wysy­łał co roku do swych misjo­na­rzy, z oka­zji dorocz­nych reko­lek­cji, któ­re wspól­nie prze­ży­wa­li. Z listów tych wyni­ka, że w grun­cie rze­czy każ­de reko­lek­cje mia­ły być oka­zją do szu­ka­nia i wypeł­nia­nia woli Bożej. I nawet jeże­li Kasper nie zawsze mówił bez­po­śred­nio o woli Ojca, to zawsze przy­po­mi­nał, że czas reko­lek­cji jest cza­sem doko­na­nia rachun­ku sumie­nia, zba­da­nia same­go sie­bie, czy idę wła­ści­wą dro­gą, czy nie muszę cze­goś zmie­nić, popra­wić, co w kon­se­kwen­cji było dla Kaspra i misjo­na­rzy niczym innym, jak zasta­no­wie­niem się nad tym, czy idę za wolą Bożą, czy za swo­imi zachcian­ka­mi, czy sta­ram się tę wolę wypeł­niać, czy wła­ści­wie jej szu­kam, itp.

 

Jak nie­gdyś Moj­żesz z krze­wu słu­chał wznio­słych naka­zów Naj­wyż­sze­go, by je póź­niej dokład­nie wypeł­nić, tak rów­nież słusz­ne jest, byśmy i my słu­cha­li chęt­nie na górze dosko­na­ło­ści gło­su naj­czul­sze­go ze wszyst­kich Ojców, by móc potem prze­ka­zać z kolei innym to, cze­go nauczy­li­śmy się dla sie­bie. (List Dru­gi 1827 r.)

Szcze­gól­nie na trzech punk­tach sku­pi się w tym roku nasz rachu­nek sumie­nia u stóp krzy­ża. (…) Spoj­rzy­my roz­waż­nie i roz­trop­nie na zewnętrz­ną stro­nę dzieł apo­stol­skich, aby poznać nie tyl­ko dobro w ogól­no­ści, lecz jak naj­więk­sze dobro, jakie moż­na by i trze­ba roz­wi­jać, zawsze w dosko­na­ło­ści cnót i gor­li­wo­ści oraz na więk­szą chwa­łę Boga, któ­re­mu słu­ży­my. (…) Kie­dy zaś przy­kła­dać się będzie­my do środ­ków, przez któ­re Naj­wyż­szy obja­wia swą boską wolę, ta Boża miłość spra­wi, że wołać będzie­my: Któż nas może odłą­czyć od miło­ści Chry­stu­so­wej? (Rz 8, 35). Nie­chaj skru­szą się wszel­kie wię­zy i niech trium­fu­je jedy­nie wola Boża. (List Trze­ci 1829 r.)

 

W tym roku bowiem zadba­li­śmy poprzez róż­ne pisma, prze­sła­ne do naszych domów misyj­nych, by oży­wić i lepiej odtwo­rzyć to wszyst­ko, co doty­czy nasze­go świę­te­go Insty­tu­tu w jego róż­nych odnie­sie­niach i roz­ga­łę­zie­niach dobra, by speł­nić w ten spo­sób wolę Boga. (…) Ewan­ge­licz­ny sza­farz nie zada­wa­la się wypeł­nie­niem dla sie­bie same­go, poprzez nie­prze­rwa­ne zgłę­bia­nie wie­dzy świę­tych, naj­wyż­szej woli Boga; sta­ra się ponad­to zbu­do­wać swych bra­ci ze wspól­no­ty, zwłasz­cza tam, gdzie żyje. (List Czwar­ty 1830 r.)

 

Poko­ra niech będzie nie tyl­ko pod­sta­wą i pod­po­rą wszel­kie­go dobre­go dzie­ła … poko­ra niech nas pro­wa­dzi za rękę, byśmy wypeł­ni­li to, cze­go Bóg od nas żąda. (List Siód­my 1833 r.)

 

Bło­go­sła­wie­ni jeste­śmy, jeśli wola Boża, dokład­nie wypeł­nio­na, będzie dla nas mistycz­nym pokar­mem, któ­ry odży­wia i posi­la nasze dusze: Moim pokar­mem jest wypeł­nić wolę Tego, któ­ry mnie posłał (J 4, 34). (List Dzie­sią­ty 1836 r.)

 

Mamy aż nad­to róż­nych przy­kła­dów i cyta­tów odno­śnie szu­ka­nia i wypeł­nia­nia woli Bożej, jeże­li cho­dzi o życie, dzia­łal­ność i naucza­nie św. Kaspra. Wystar­czy teraz, że prze­stu­diu­je­my je dokład­nie i spró­bu­je­my zasto­so­wać je rów­nież w naszym oso­bi­stym życiu, aby­śmy mogli powie­dzieć za naszym świę­tym Patro­nem i Zało­ży­cie­lem: Żyj­my zjed­no­cze­ni z Jego Naj­święt­szą Wolą, któ­ra jest naszą osto­ją we wszyst­kich zda­rze­niach.