Prze­ba­cza­nie i pojed­na­nie uzdro­wie­niem moje­go życia.

I. Roz­róż­nie­nie pojęć: prze­ba­cza­nie i pojed­na­nie.

II. Dla­cze­go prze­ba­czać i komu prze­ba­czać?

Pewien dobry, acz­kol­wiek sła­by chrze­ści­ja­nin spo­wia­dał się, jak zwy­kle u swo­je­go pro­bosz­cza. Jego spo­wie­dzi przy­po­mi­na­ły zepsu­tą pły­tę: zawsze te same uchy­bie­nia, a przede wszyst­kim zawsze ten sam poważ­ny grzech… Koniec tego! — powie­dział mu pew­ne­go dnia zde­cy­do­wa­nym tonem pro­boszcz. Nie możesz żar­to­wać sobie z Boga. Napraw­dę ostat­ni już raz roz­grze­szam cię z tego prze­wi­nie­nia. Pamię­taj o tym! Ale po pięt­na­stu dniach czło­wiek znów przy­szedł do spo­wie­dzi wyzna­jąc ten sam grzech. Spo­wied­nik napraw­dę stra­cił cier­pli­wość: Uprze­dzi­łem cię, że nie dam ci roz­grze­sze­nia. Tyl­ko w ten spo­sób się nauczysz… Poni­żo­ny i zawsty­dzo­ny męż­czy­zna pod­niósł się z klę­czek. Dokład­nie nad kon­fe­sjo­na­łem, zawie­szo­ny był na ścia­nie wiel­ki, gip­so­wy krzyż. Czło­wiek wzniósł nań swe spoj­rze­nie. I wła­śnie w tym momen­cie gip­so­wy Chry­stus z krzy­ża oży­wił się, pod­niósł swo­je ramię i uczy­nił znak prze­ba­cze­nia wypo­wia­da­jąc sło­wa:

Roz­grze­szam cię z two­jej winy…”

Każ­dy z nas zwią­za­ny jest z Bogiem pew­ną nit­ką. Kie­dy popeł­nia­my grzech, ta nić się prze­ry­wa. Ale kie­dy ubo­le­wa­my nad naszą winą — Bóg zawią­zu­je na nit­ce supe­łek i w ten spo­sób sta­je się ona krót­sza. Prze­ba­cze­nie zatem zbli­ża nas da Boga.

Ktoś może pomy­śleć, że przy­to­czo­ne opo­wia­da­nie na począt­ku jest tyl­ko po to by wypeł­nić prze­strzeń wstę­pu (do któ­re­go autor nie wie­dział jak się zabrać). To też! Ale, jed­na­ko­woż prze­sła­nie tej histo­rii poka­zu­je w spo­sób czy­tel­ny, że to Bóg pierw­szy daje prze­ba­cze­nie. On jest jak­by auto­rem prze­ba­cze­nia. Teza ta w meto­do­lo­gii kolej­ne­go tema­tu for­ma­cyj­ne­go jest fun­da­men­tal­na i niech sta­no­wi punkt wyj­ścia: Bóg prze­ba­czył nam jako pierw­szy, przez swe­go Syna Jezu­sa.

Potwier­dze­nie tych słów może­my zna­leźć w Piśmie Świę­tym, szcze­gól­nie w listach św. Paw­ła:

(Ef 4, 32) „Bądź­cie dla sie­bie nawza­jem dobrzy i miło­sier­ni! Prze­ba­czaj­cie sobie, tak jak i Bóg nam prze­ba­czył w Chry­stu­sie”.

(Kol 3, 12–13) ogła­sza: „Jako więc wybrań­cy Boży – świę­ci i umi­ło­wa­ni – oblecz­cie się w ser­decz­ne miło­sier­dzie, dobroć, poko­rę, cichość, cier­pli­wość, zno­sząc jed­ni dru­gich i wyba­cza­jąc sobie nawza­jem, jeśli­by miał ktoś zarzut prze­ciw dru­gie­mu: jak Pan wyba­czył wam, tak i wy”.

Klu­czem, o któ­rym mowa w obu tych cyta­tach Biblii, jest to, że mamy prze­ba­czać sobie nawza­jem tak, jak Bóg nam prze­ba­czył.

I. Roz­róż­nie­nie pojęć: prze­ba­cza­nie i pojed­na­nie.

Prze­ba­cze­nie i pojed­na­nie: Te dwa poję­cia nacho­dzą na sie­bie co nie­jed­no­krot­nie sta­no­wi kło­pot w rozu­mie­niu i sto­so­wa­niu ich w codzien­nym języ­ku. W wiel­kim uprosz­cze­niu powie­dzie­li­by­śmy, że okre­śle­nia te sto­jąc bli­sko sie­bie mają za cel wzbu­dzić w czło­wie­ku pra­gnie­nie odpusz­cze­nia win dru­gie­mu czło­wie­ko­wi. Jed­nak­że nie może­my okre­śleń tych sto­so­wać zamien­nie jako syno­ni­my (wyra­zy bli­sko­znacz­ne).

Prze­ba­cze­nie jest fun­da­men­tem pojed­na­nia. Tak jak w budow­nic­twie dom musi stać na moc­nym i trwa­łym fun­da­men­cie, żeby się nie zawa­lił — tak samo jest z prze­ba­cze­niem. Bo bez prze­ba­cze­nia nie ma trwa­łe­go pojed­na­nia. Prze­ba­cze­nie jest zatem pierw­szym kro­kiem, któ­ry mam doko­nać jeśli chcę dojść do pojed­na­nia. Nato­miast pojed­na­nie to jest kolej­ny krok (nie łatwy do zre­ali­zo­wa­nia), któ­ry wyma­ga spoj­rze­nia w oczy moje­mu wino­waj­cy i powie­dze­nia: „Prze­ba­czam i sam pro­szę o prze­ba­cze­nie. Pro­szę – pojed­naj­my się”. Jeśli ten dru­gi czło­wiek odpo­wie pozy­tyw­nie na two­ją proś­bę zaczy­na się doko­ny­wać mię­dzy wami pojed­na­nie.

A zatem do aktu prze­ba­cze­nia docho­dzę jak­by sam (dobrze to zro­zu­miej­my – sam tzn ja z Bogiem) poprzez modli­twę za tego komu mam prze­ba­czyć. Moja modli­twa za wino­waj­cę jeśli będzie szcze­ra dopro­wa­dzi mnie do sta­nu, w któ­rym nie będę życzył komuś źle (zło­rze­czył) i to już jest kolej­ny owoc prze­ba­cze­nia, któ­re w kon­se­kwen­cji pomo­że mi się pojed­nać.

Z kolei do pojed­na­nia potrzeb­ne są dwie oso­by. W pojed­na­niu doko­nu­je się odno­wie­nie zerwa­nych wcze­śniej rela­cji. Aby się pojed­nać nie wystar­czę ja i moje dobre chę­ci. Nie pomo­gą nawet naj­pięk­niej­sze modli­twy do Boga. Bo do pojed­na­nia potrze­bu­ję tego dru­gie­go czło­wie­ka. Nie ma innej dro­gi do pojed­na­nia jak spo­tka­nie i powie­dze­nie sobie praw­dy, zro­zu­mie­nia sie­bie nawza­jem, prze­pro­sin i może pod­ję­cia jakichś wspól­nych posta­no­wień.

W każ­dym innym przy­pad­ku (kie­dy nie spo­tkasz się z wino­waj­cą) nie pojed­nu­jesz się tyl­ko trwasz na pozio­mie prze­ba­cze­nia, któ­re może zostać zni­we­czo­ne i prze­ro­dzić się w zado­wa­la­ją­cy cie­bie same­go wewnętrz­ny dia­log: „No ale ja prze­ba­czam! Co mogę zro­bić wię­cej?”. Już ci mówię: możesz się pojed­nać! – póki ten dru­gi czło­wiek żyje!

A więc tak wyglą­da ta pod­sta­wo­wa róż­ni­ca mię­dzy prze­ba­cze­niem i pojed­na­niem. Jak zawsze wybór nale­ży do mnie i do cie­bie: Czy chcę prze­ba­czyć? Czy mam pra­gnie­nie pojed­na­nia się z bliź­nim?

 II. Dla­cze­go prze­ba­czać i komu prze­ba­czać?

Dla­cze­go mam prze­ba­czać – bo korzyść z tego jest obo­pól­na. Sta­ro­żyt­ne łaciń­skie przy­sło­wie gło­si taką mądrość:

Con­cor­dia parvae res cre­scunt, discor­dia maxi­mae dila­bun­tur”.

Dzię­ki zgo­dzie małe rze­czy rosną, przez nie­zgo­dę wiel­kie upa­da­ją.

 

Sło­wa tej łaciń­skiej mądro­ści wyczer­pu­ją odpo­wiedź na pierw­szą część posta­wio­ne­go pyta­nia – dla­cze­go mam prze­ba­czać.

Zaj­mij­my się dru­gą czę­ścią: komu prze­ba­czać? I znów uprasz­cza­jąc temat moż­na powie­dzieć, że prze­ba­czyć mam każ­de­mu kto mi zawi­nił. Do tego wzy­wa mnie moja wia­ra chrze­ści­jań­ska. Ale na to zagad­nie­nie trze­ba spoj­rzeć nie­co sze­rzej.

Prze­ba­czyć Bogu.

Zanim prze­ba­czę dru­gie­mu czło­wie­ko­wi naj­pierw powi­nie­nem prze­ba­czyć Bogu. Wie­lu ludzi reagu­je na to z zasko­cze­niem lub nawet obu­rze­niem!? Jak to! — ja mam coś prze­ba­czyć Bogu? Co mam Mu prze­ba­czyć?

Nie jest to łatwa kwe­stia do przy­ję­cia, ale moje obu­rze­nie i nie akcep­ta­cja tego, że Bogu mam coś prze­ba­czać rów­nież są cał­ko­wi­cie nie­słusz­ne. Pan Bóg zawsze prze­ba­cza nam nasze sła­bo­ści i grze­chy, ale czy my prze­ba­czy­li­śmy Bogu?

Jeden z doświad­czo­nych kapła­nów w posłu­dze spo­wied­ni­czej ojciec Sta­ni­sław Jarosz pau­lin podzie­lił się doświad­cze­niem jak sam zauwa­żył zdzi­wie­nie na twa­rzy peni­ten­ta gdy zadał mu za poku­tę modlić się 50 razy sło­wa­mi: „Panie Boże ja Tobie prze­ba­czam”. Potrzeb­na jest taka modli­twa prze­ba­cze­nia Bogu szcze­gól­nie temu czło­wie­ko­wi, któ­ry obwi­nia Boga, że jest nie­spra­wie­dli­wy, że dopusz­cza do wojen itd. Cza­sem czło­wiek oskar­ża Boga za trud­ne dzie­ciń­stwo, za jakieś przy­kre doświad­cze­nie, za to co prze­cier­piał. Potrze­bu­je­my się uwol­nić od takiej swo­istej lita­nii narze­kań pod adre­sem Boga. Stąd czę­sto trze­ba nam się modlić sło­wa­mi — „Panie Boże prze­ba­czam ci”. Wszyst­kie zarzu­ty jakie kie­dy­kol­wiek wypo­wie­dzia­łem pod adre­sem Boga pocho­dzą od Złe­go, któ­ry w ten spo­sób oskar­ża Pana Boga przed nami samy­mi pod­ko­pu­jąc w ten spo­sób auto­ry­tet Boga w naszych oczach .

Prze­ba­czyć dru­gie­mu.

Dru­gą kwe­stią po doko­na­niu aktu prze­ba­cze­nia wobec Boga jest prze­ba­cze­nie dru­gie­mu czło­wie­ko­wi. Szcze­gól­nie naj­bliż­szym. Nic tak bar­dzo nie boli jak rana zada­na przez naj­bliż­szych: rodzi­ców, rodzeń­stwo, dzie­ci, męża, żonę itd. — moż­na to roz­cią­gnąć na dal­szą rodzi­nę czy na moich przod­ków we wcze­śniej­szych poko­le­niach .

Pan Jezus na prze­ba­cze­nie bliź­nie­mu zawsze zwra­cał szcze­gól­ną uwa­gę. Dość przy­po­mnieć moment gdy św. Piotr pro­si Mistrza o radę: „Panie ile razy mam prze­ba­czać, czy aż sie­dem razy”. Komen­ta­rze biblij­ne uczą nas, że w cza­sach Jezu­sa naj­wyż­szą cno­tą było prze­ba­czyć komuś winę czte­ry razy – a gdzie tu do sied­miu? Jezus jed­nak nigdy nie był goło­słow­ny i wzór prze­ba­cze­nia 77 razy czy­li „zawsze” naj­peł­niej uka­zał na krzy­żu. Modląc się za swo­ich opraw­ców daje naj­wyż­szy dowód prze­ba­cze­nia bliź­nie­mu, kie­dy ci dodat­ko­wo pro­wo­ko­wa­li Go szan­ta­żem psy­chicz­nym typu „Jeśli jesteś Synem Bożym pokaż nam to a uwie­rzy­my”. W tak dra­ma­tycz­nych oko­licz­no­ściach Mistrz daje wzór prze­ba­cze­nia wykra­cza­ją­cy poza ludz­ką wyobraź­nię (ludz­ką wytrzy­ma­łość psy­chicz­ną). Ale z dru­giej stro­ny pomyśl­my gdy­by Chry­stus nie prze­ba­czył opraw­com, jaką war­tość mia­ła­by Jego nauka o prze­ba­cze­niu, jaką war­tość mia­ła­by jego śmierć na krzy­żu – ŻADEN!

Dla­te­go nauka o prze­ba­cze­niu i miło­ści bliź­nie­go, któ­rą daje nam Jezus w Ewan­ge­lii w naj­wyż­szym stop­niu jest auten­tycz­na. Ta praw­dzi­wość i auten­tycz­ność zawio­dła Chry­stu­sa na Kal­wa­rię gdzie prze­lał za nas swo­ją krew.

Aspekt psy­cho­lo­gicz­ny prze­ba­cze­nia

Nauka, a szcze­gól­nie psy­cho­lo­gia poczy­ni­ła ogrom­ny postęp w tema­cie wyba­cza­nia. Od stro­ny psy­cho­so­ma­tycz­nej akt prze­ba­cze­nia przy­no­si bar­dzo pozy­tyw­ne skut­ki. Obni­ża się w orga­ni­zmie czło­wie­ka poziom hor­mo­nu stre­su (kor­ty­zo­lu) a wzra­sta poziom hor­mo­nu szczę­ścia (endor­fin). Inny­mi sło­wy war­to prze­ba­czać bo wszy­scy na tym korzy­sta­ją i ma to pozy­tyw­ny wpływ na zdro­wie i samo­po­czu­cie czło­wie­ka.

Prze­ba­czyć same­mu sobie.

Jeśli kto przy­cho­dzi do Mnie, a nie ma w nie­na­wi­ści swe­go ojca i mat­ki, żony i dzie­ci, bra­ci i sióstr, nad­to i sie­bie same­go, nie może być moim uczniem”. (Łk 14, 26)

Na pierw­szy rzut oka przy­to­czo­ne zda­nie Ewan­ge­lii św. Łuka­sza wyda­je się para­dok­sal­ne. Jak Chry­stus może wzy­wać mnie żebym nie­na­wi­dził innych ludzi, co wię­cej mam nie­na­wi­dzić nawet same­go sie­bie. Jak rozu­mieć te sło­wa Jezu­sa?

Przy­to­czo­ny już wyżej ojciec Sta­ni­sław Jarosz mówi: „Naj­ła­twiej jest znie­na­wi­dzić same­go sie­bie. Nie o taką nie­na­wiść Chry­stu­so­wi cho­dzi. Czy sobie prze­ba­czy­łeś? Czy akcep­tu­jesz sie­bie” ?

Oczy­wi­stą spra­wą jest, że Jezus nie wzy­wa do pała­nia nie­na­wi­ścią do dru­gie­go czło­wie­ka. Gdy­by tak było zaprze­czył­by same­mu sobie. Jezus wzy­wa by znie­na­wi­dzić wszyst­ko to co prze­szka­dza mi w dąże­niu do Boga, tak­że to wszyst­ko co we mnie jest nie­po­ukła­da­ne i grzesz­ne i co spra­wia, że mam pro­blem w kon­tak­cie z Bogiem czy z modli­twą.

Nie jest łatwo prze­ba­czyć same­mu sobie. Wszel­kie prze­szko­dy jakie w tym tema­cie doświad­cza­my łączą się z naszy­mi zły­mi skłon­no­ścia­mi. Pod­sta­wo­wą prze­szko­dą jest brak akcep­ta­cji dla histo­rii wła­sne­go życia. Z pew­no­ścią nie raz przy­cho­dzi­ły ci myśli, że mogłeś uro­dzić się inny, w innej rodzi­nie, innym cza­sie. Kwe­stią pro­ble­mo­wą jest to, że zosta­łeś wycho­wa­ny tak, a nie ina­czej. Może w dzie­ciń­stwie dozna­łeś jakichś ura­zów. Się­ga­jąc jesz­cze dalej do okre­su pre­na­tal­ne­go może byłeś „nie­chcia­nym dziec­kiem”, „przy­pad­kiem”, „błę­dem”.

To tyl­ko nie­któ­re przy­czy­ny mogą­ce spra­wiać, że nie akcep­tu­jesz sie­bie, swo­je­go życia, cha­rak­te­ru czy wyglą­du. To wszyst­ko może uzdro­wić tyl­ko Jezus a wspól­no­ta Kościo­ła jest miej­scem gdzie On dzia­ła ze swo­ją uzdra­wia­ją­cą mocą.

Aby prze­ba­czyć same­mu sobie powi­nie­nem oddać Bogu w modli­twie każ­dy moment moje­go życia z całą jego histo­rią i czyn­ni­ka­mi, któ­re ukształ­to­wa­ły mnie tak a nie ina­czej. Pomyśl sobie, że Bóg takie­go cie­bie chciał jaki jesteś. Oddaj Jego miło­sier­dziu każ­dą chwi­lę życia od poczę­cia aż po śmier­ci, któ­ra w przy­szło­ści nastą­pi.

Ojciec Sta­ni­sław Jarosz daje taką pro­po­zy­cję modli­twy za swo­je życie: Odpraw sobie nowen­nę. Każ­dy dzień za jeden mie­siąc życia w łonie two­jej mat­ki. Logicz­ną spra­wą jest, że nie może­my pamię­tać tego okre­su swo­je­go życia, ale nie wie­my co prze­ży­wa­li w tym cza­sie nasi rodzi­ce. Każ­de­go dnia nowen­ny oddaj jeden mie­siąc życia w łonie mat­ki. Potem możesz to uczy­nić z każ­dym okre­sem two­je­go roz­wo­ju po uro­dze­niu aż po dzień dzi­siej­szy. Proś Pana Jezu­sa aby uzdra­wiał cię. Aby szcze­gól­nie wszedł w two­je bole­sne doświad­cze­nia przed uro­dze­niem, następ­nie po uro­dze­niu kie­dy już z coraz więk­szą świa­do­mo­ścią prze­ży­wasz swo­je życie.

Zda­ję sobie spra­wę, że temat „Prze­ba­cze­nia i pojed­na­nia” w tych kil­ku punk­tach nie został wyczer­pa­ny. Dla­te­go chcę zaape­lo­wać do każ­de­go gło­szą­ce­go ten temat: Uzu­peł­nij go swo­im doświad­cze­niem, któ­re z pew­no­ścią jest nie­po­wta­rzal­ne. Mam nadzie­ję, że poda­ne pro­po­zy­cje pomo­gą nam się for­mo­wać na dro­dze ludz­kiej, jako chrze­ści­ja­nie i jako człon­ko­wie Wspól­no­ty spod zna­ku Krwi Chry­stu­sa.

(Opra­co­wał Filip Pię­ta CPPS)

 Modli­twa o prze­ba­cze­nie

PANIE JEZU CHRYSTE,

pro­szę Cię dzi­siaj, abym prze­ba­czył wszyst­kim ludziom, któ­rych spo­tka­łem w moim życiu. Wiem, że udzie­lisz mi siły, abym mógł tego doko­nać i dzię­ku­ję Ci, że kochasz mnie bar­dziej niż ja sam sie­bie i bar­dziej pra­gniesz mego szczę­ścia, niż ja go pra­gnę.

OJCZE, prze­ba­czam Ci te wszyst­kie momen­ty, kie­dy śmierć weszła w moją rodzi­nę; chwi­le kry­zy­su, trud­no­ści finan­so­we i te wyda­rze­nia, któ­re uzna­łem za karę zesła­ną przez Cie­bie — gdy inni mówi­li: „Widać Bóg tak chciał”, a ja sta­łem się zgorzk­nia­ły i obra­zi­łem się na Cie­bie. Pro­szę dzi­siaj, oczyść moje ser­ce i mój umysł.

PANIE MÓJ, prze­ba­czam SOBIE moje grze­chy, winy i sła­bo­ści oraz wszyst­ko to, co złe­go jest we mnie lub, co ja uwa­żam za złe. Wyrze­kam się wszel­kich prze­są­dów i wia­ry w nie, posłu­gi­wa­nia się tabli­ca­mi do sean­sów spi­ry­ty­stycz­nych, uczest­ni­cze­nia w sean­sach, czy­ta­nia horo­sko­pów, odczy­ty­wa­nia przy­szło­ści, uży­wa­nia tali­zma­nów i wyma­wia­nia zaklęć na szczę­ście. Wybie­ram Cie­bie jako moje­go jedy­ne­go PANA I ZBAWICIELA. Napeł­nij mnie swo­im DUCHEM ŚWIĘTYM.

Następ­nie prze­ba­czam sobie bra­nie Two­je­go imie­nia nada­rem­no, nie odda­wa­nie Ci czci przez cho­dze­nie do kościo­ła, ranie­nie moich rodzi­ców, upi­ja­nie się, cudzo­łó­stwo, homo­sek­su­alizm. Ty już mi to prze­ba­czy­łeś w sakra­men­cie poku­ty, dziś ja prze­ba­czam sobie same­mu, tak­że abor­cję, kra­dzie­że, kłam­stwa, oszu­stwa, znie­sła­wia­nie innych.

Z całe­go ser­ca prze­ba­czam mojej MATCE. Prze­ba­czam te wszyst­kie momen­ty, w któ­rych mnie zra­ni­ła, gnie­wa­ła się na mnie, zło­ści­ła się i kara­ła mnie, gdy fawo­ry­zo­wa­ła moje rodzeń­stwo Prze­ba­czam jej to, że mówi­ła, iż jestem tępy. brzyd­ki, głu­pi, naj­gor­szy z jej dzie­ci i że dużo kosz­tu­ję naszą rodzi­nę. Kie­dy wyja­wi­ła mi, że byłem nie­chcia­nym dziec­kiem, przy­pad­kiem, błę­dem lub nie uro­dzi­łem się tym, kim ona by chcia­ła. Prze­ba­czam jej to.

Prze­ba­czam moje­mu OJCU. Prze­ba­czam mu te dni i lata, w któ­rych zabra­kło mi jego wspar­cia, miło­ści, czu­ło­ści lub choć­by uwa­gi. Prze­ba­czam mu brak cza­su i to, że mi nie towa­rzy­szył w waż­nych momen­tach moje­go życia; jego pijań­stwo, kłót­nie i wal­ki z mamą lub moim rodzeń­stwem. Jego okrut­ne kary, opusz­cze­nie nas, odej­ście z domu, roz­wód z moją mamą lub jego zdra­dy — prze­ba­czam mu to.

PANIE, tym prze­ba­cze­niem pra­gnę ogar­nąć rów­nież moich BRACI I SIOSTRY. Prze­ba­czam tym, któ­rzy mnie odrzu­ca­li, kła­ma­li o mnie, nie­na­wi­dzi­li mnie, obra­ża­li się na mnie, wal­czy­li ze mną o miłość naszych rodzi­ców, rani­li mnie lub krzyw­dzi­li fizycz­nie. Prze­ba­czam tym, któ­rzy byli dla mnie okrut­ni, kara­li mnie lub w jaki­kol­wiek inny spo­sób uprzy­krza­li mi życie.

PANIE, prze­ba­czam moje­mu MĘŻOWI/ŻONIE brak miło­ści, czu­ło­ści, roz­wa­gi, wspar­cia, uwa­gi, zro­zu­mie­nia i komu­ni­ka­cji, wszel­ką winę, wady, sła­bo­ści i te czy­ny i sło­wa, któ­re mnie rani­ły i nie­po­ko­iły.

JEZU, prze­ba­czam moim DZIECIOM ich brak sza­cun­ku do mnie, nie­po­słu­szeń­stwo, brak miło­ści, uwa­gi, wspar­cia, cie­pła, zro­zu­mie­nia. Prze­ba­czam im ich złe nawy­ki, odej­ście od Kościo­ła, wszel­kie złe uczyn­ki, któ­re wzbu­dzi­ły mój nie­po­kój.

MÓJ BOŻE, prze­ba­czam rodzi­nie moje­go współ­mał­żon­ka i dzie­ci: teściowej/teściowi, synowej/zięciowi i pozo­sta­łym, któ­rzy przez mał­żeń­stwo weszli do mojej rodzi­ny, a któ­rzy trak­to­wa­li ją z bra­kiem miło­ści. Prze­ba­czam im sło­wa, myśli, uczyn­ki i zanie­dba­nia, któ­re zra­ni­ły mnie i zada­ły mi ból.

PANIE, pro­szę Cię, pomóż mi prze­ba­czyć moim KREWNYM: bab­ci i dziad­ko­wi, ciot­kom, kuzy­nom, któ­rzy może inge­ro­wa­li w spra­wy naszej rodzi­ny, a zabor­czo trak­tu­jąc moich rodzi­ców — spo­wo­do­wa­li w niej zamie­sza­nie, nasta­wia­li jed­no z rodzi­ców prze­ciw­ko dru­gie­mu.

JEZU, pomóż mi prze­ba­czyć moim WSPÓŁPRACOWNIKOM, któ­rzy są nie­przy­jem­ni lub utrud­nia­ją mi życie. Tym, któ­rzy zrzu­ca­ją na mnie swo­je zada­nia, któ­rzy nie chcą współ­pra­co­wać, usi­łu­ją zagar­nąć moje sta­no­wi­sko — prze­ba­czam im.

SĄSIADOM, któ­rzy potrze­bu­ją moje­go prze­ba­cze­nia — ich hała­sy, śmie­ce­nie, uprze­dze­nia, obma­wia­nie mnie i oczer­nia­nie innych sąsia­dów — to wszyst­ko prze­ba­czam im, PANIE.

Teraz prze­ba­czam wszyst­kim KSIĘŻOM, pasto­rom, zakon­ni­com, mojej para­fii, orga­ni­za­cjom para­fial­nym i gru­pom modli­tew­nym, moje­mu dusz­pa­ste­rzo­wi, bisku­po­wi, Papie­żo­wi, całe­mu Kościo­ło­wi: brak wspar­cia, potwier­dze­nia mojej war­to­ści; złe kaza­nia, małost­ko­wość, brak zain­te­re­so­wa­nia, brak zachę­ty, któ­rej nasza rodzi­na bar­dzo potrze­bo­wa­ła; tak­że wszel­kie zra­nie­nia, jakie zada­no mnie lub mojej rodzi­nie, nawet w odle­głej prze­szło­ści — prze­ba­czam im dzi­siaj.

PANIE, prze­ba­czam oso­bom ODMIENNYCH PRZEKONAŃ: tym, któ­rzy nale­żą do innych opcji poli­tycz­nych, któ­rzy ata­ko­wa­li mnie, ośmie­sza­li, dys­kry­mi­no­wa­li, przez któ­rych ponio­słem szko­dę mate­rial­ną.

Prze­ba­czam przed­sta­wi­cie­lom INNYCH WYZNAŃ, któ­rzy pró­bo­wa­li mnie nawró­cić na siłę, napa­sto­wa­li mnie, ata­ko­wa­li, kłó­ci­li się ze mną, narzu­ca­li mi swój punkt widze­nia.

Prze­ba­czam tym, któ­rzy zra­ni­li mnie ETNICZNIE: dys­kry­mi­no­wa­li mnie, wyszy­dza­li, mówi­li dow­ci­py o mojej naro­do­wo­ści lub rasie, wyrzą­dzi­li mojej rodzi­nie krzyw­dę fizycz­ną, emo­cjo­nal­ną lub mate­rial­ną. Prze­ba­czam im dzi­siaj.

PANIE prze­ba­czam też wszyst­kim SPECJALISTOM, któ­rzy w jaki­kol­wiek spo­sób mnie skrzyw­dzi­li: leka­rzom, pie­lę­gniar­kom, praw­ni­kom, sędziom, poli­ty­kom i pra­cow­ni­kom admi­ni­stra­cyj­nym.

Wyba­czam wszyst­kim pra­cu­ją­cym w służ­bach spo­łecz­nych: poli­cjan­tom, stra­ża­kom, kie­row­com auto­bu­sów, sani­ta­riu­szom, a szcze­gól­nie fachow­com, któ­rzy zażą­da­li zbyt wie­le za swo­ją pra­cę.

JEZU, prze­ba­czam moje­mu PRACODAWCY to, że nie pła­cił mi wystar­cza­ją­co, nie doce­niał mojej pra­cy, nie chwa­lił za osią­gnię­cia.

PANIE JEZU, prze­ba­czam moim NAUCZYCIELOM I WYKŁADOWCOM, zarów­no daw­nym jak i obec­nym, tym, któ­rzy mnie kara­li, upo­ka­rza­li, obra­ża­li mnie, trak­to­wa­li nie­spra­wie­dli­wie, wyśmie­wa­li, nazy­wa­li „tępym” lub „głu­pim”, zmu­sza­li, żebym zosta­wał po szko­le. Prze­ba­czam im PANIE, z ser­ca.

JEZU, prze­ba­czam moim PRZYJACIOŁOM, któ­rzy mnie zawie­dli, zerwa­li ze mną kon­takt, nie wspie­ra­li mnie i byli nie­osią­gal­ni, gdy ich potrze­bo­wa­łem, poży­czy­li pie­nią­dze i nigdy nie odda­li, plot­ko­wa­li o mnie.

PANIE JEZU, w szcze­gól­ny spo­sób modlę się o łaskę prze­ba­cze­nia TEJ JEDNEJ OSOBIE, któ­ra w całym moim życiu zra­ni­ła mnie naj­bar­dziej.

Pro­szę, pomóż mi prze­ba­czyć temu, kogo uwa­żam za swo­je­go naj­więk­sze­go wro­ga; komu naj­trud­niej jest mi prze­ba­czyć; o kim powie­dzia­łem, że nigdy nie prze­ba­czę.

PANIE, sam rów­nież pro­szę o prze­ba­cze­nie tych wszyst­kich ludzi — za ból, jaki im zada­łem — szcze­gól­nie moją mat­kę i ojca, oraz moje­go współ­mał­żon­ka. Prze­pra­szam z całe­go ser­ca zwłasz­cza za te naj­więk­sze krzyw­dy, jakie im wyrzą­dzi­łem.

Dzię­ku­ję Ci, PANIE JEZU, że jestem teraz uwal­nia­ny od zła, jakim jest brak prze­ba­cze­nia. Niech Twój ŚWIĘTY DUCH napeł­ni mnie świa­tłem i roz­ja­śni każ­dy mrocz­ny obszar moje­go umy­słu. Amen.

Dla­cze­go war­to pod­jąć ten trud prze­ba­cze­nia? Ono nie tyl­ko uzdro­wi Two­je wła­sne rela­cje z inny­mi (włą­cza­jąc w to same­go Boga), ale przez nie przy­cho­dzi Two­je wła­sne uzdro­wie­nie — ducho­we, emo­cjo­nal­ne, psy­chicz­ne i fizycz­ne.

Bóg pra­gnie leczyć Two­je ser­ce, jak i prze­ba­czać Ci grze­chy, w odpo­wie­dzi na proś­bę, jaką codzien­nie do Nie­go zano­sisz: „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpusz­cza­my naszym wino­waj­com”.

Te frag­men­ty modli­twy, któ­re nie będę Cię doty­czy­ły oso­bi­ście — np. nie masz rodzeń­stwa, więc nie musisz prze­ba­czać bra­ciom i sio­strom — możesz pomi­nąć lub ofia­ro­wać za zna­ne Ci oso­by, któ­re mają złe rela­cje z wymie­nio­ną gru­pą ludzi.

Jeśli ktoś, kto Cię zra­nił, już nie żyje, nie rezy­gnuj z prze­ba­cze­nia mu. On potrze­bu­je go jesz­cze bar­dziej niż żyją­cy. Bądź wytrwa­ły w tej modli­twie.

A kie­dy ją skoń­czysz po 30 dniach — podaj dalej, gdzie­kol­wiek widzisz, że ktoś cho­ru­je, cier­pi, ma pro­ble­my z prze­ba­cze­niem lub nie potra­fi otwo­rzyć się na łaskę uzdro­wie­nia.

PAMIĘTAJ

Prze­ba­cze­nie jest aktem woli, a nie uczu­ciem. Jeśli modli­my się za kogoś, może­my być pew­ni, że prze­ba­czy­li­śmy tej oso­bie. Aby pomóc sobie kogoś zaak­cep­to­wać i otwo­rzyć się na tę oso­bę bar­dziej, wyobraź ją sobie z JEZUSEM i powiedz do PANA:

Kocham ją, ponie­waż Ty ją kochasz”.

Prze­ba­cze­nie jest zobo­wią­za­niem trwa­ją­cym CAŁE ŻYCIE.

Każ­de­go dnia jeste­śmy zapro­sze­ni do prze­ba­cza­nia tym, któ­rzy nas krzyw­dzą lub ranią.

To jest moje przy­ka­za­nie, aby­ście się wza­jem­nie miło­wa­li, tak jak Ja was umi­ło­wa­łem” (J 15,12) — przy­po­mi­na nam Jezus.