Pan Jezus prze­lał Krew pod­czas Uko­ro­no­wa­nia Cier­niem

W cią­gu całe­go roku żyjąc tajem­ni­cą, w któ­rej Pan Jezus prze­lał swo­ją Krew pod­czas cier­niem uko­ro­no­wa­nia, prze­ży­łam to razem z Jezu­sem.

Był mie­siąc lipiec, cór­ka z zię­ciem ocze­ki­wa­li na przyj­ście dru­gie­go dziec­ka.

Ja wzię­łam urlop, gdyż musia­łam opie­ko­wać się star­szym wnu­kiem. W ocze­ki­wa­niu na przyj­ście tego dziec­ka modli­łam się pro­sząc, aby wszyst­ko prze­bie­ga­ło szczę­śli­wie. Gdy nad­szedł ten dzień, oby­dwo­je poje­cha­li do szpi­ta­la. Trwa­ło to bar­dzo dłu­go, gdyż zaczę­ły się kom­pli­ka­cje, dziec­ko było bar­dzo duże i po zro­bie­niu USG oka­za­ło się, że musi być cesar­skie cię­cie.

Dziec­ko przy­szło na świat o godz. 15, w godzi­nie miło­sier­dzia i oka­za­ło się, że jest cho­re, z wodo­gło­wiem.

Zięć wró­cił ze szpi­ta­la bar­dzo zała­ma­ny, bar­dzo się bał, jak to powie swo­jej żonie, czy­li mojej cór­ce. Słu­cha­jąc go w głę­bi ser­ca zaufa­łam Panu Bogu i wie­rzy­łam, że da się z tym coś zro­bić, że to da się leczyć, ale wcze­śniej nie mia­łam poję­cia o tej cho­ro­bie.

Gdy zięć ochło­nął i odpo­czął, poje­chał znów do szpi­ta­la. Ja cały czas pole­ca­łam go Panu Jezu­so­wi – miał prze­ka­zać żonie tę smut­ną wia­do­mość. Oka­za­ło się, że gdy z drże­niem ser­ca on zbie­rał się do tego, żona zasko­czy­ła go i to ona zaczę­ła mu mówić, że lekarz jej wszyst­ko powie­dział o dziec­ku. I o tym, że w dzi­siej­szych cza­sach jest moż­li­we lecze­nie ope­ra­cyj­ne.

Dzię­ku­ję Panu Bogu, za to, że cór­ka bar­dzo poko­cha­ła to dziec­ko takie, jakie się uro­dzi­ło. Ubo­le­wa­ła nad tymi dzieć­mi, któ­rych rodzi­ce porzu­ci­li, gdyż uro­dzi­ły się cho­re i któ­re pozo­sta­wa­ły w kli­ni­ce.

Po usta­le­niu daty ope­ra­cji, w siód­mym dniu życia dziec­ka, pora­dzi­łam rodzi­com, że trze­ba dziec­ko ochrzcić. Chrzest odbył się w kapli­cy szpi­tal­nej. Człon­ko­wie Rodzi­ny, któ­rzy tyl­ko mogli przy­je­cha­li na chrzest, przy­stę­pu­jąc wcze­śniej do sakra­men­tu pojed­na­nia i Komu­nię świę­tą ofia­ro­wa­li w inten­cji szczę­śli­wej ope­ra­cji Mate­usz­ka.

Następ­ne­go dnia odby­ła się ope­ra­cja, wszyst­ko prze­bie­gło szczę­śli­wie. Bar­dzo wie­rzy­łam w moc modli­twy, w któ­rą włą­czy­ła się Wspól­no­ta Krwi Chry­stu­sa, , Misjo­na­rze Krwi Chry­stu­sa, któ­rzy odpra­wia­li Msze Św. w tej inten­cji.

Gdy mogłam zoba­czyć już Mate­usz­ka, takie maleń­stwo, po ope­ra­cji, to zoba­czy­łam w nim Jezu­sa cier­pią­ce­go w cier­nio­wej koro­nie. Dzię­ko­wa­łam Bogu za to, że cór­ka była tak dziel­na trwa­jąc przy łóżecz­ku dziec­ka dzień i noc.

Obec­nie (2010) Mate­uszek cho­dzi do dru­giej kla­sy i za parę dni przy­stą­pi do pierw­szej komu­nii św. roz­wi­ja się bar­dzo dobrze i uczy się wzo­ro­wo. Bar­dzo lubi czy­tać szcze­gól­nie Biblię dla dzie­ci.  Bogu niech będą dzię­ki!

Jani­na